Social Icons

Featured Posts

sobota, 15 kwietnia 2017

Wesołych Świąt Wielkanocnych


Z okazji nadchodzących Świąt Wielkanocnych,
Życzę wszystkim czytelnikom bloga 
szczęścia, radości i pomyślności.
I niech te święta będą wypełnione rodzinnym ciepłem, życzliwością i zgodą.


sobota, 1 kwietnia 2017

Efekt Krugera-Dunninga

Efekt Krugera-Dunninga w psychologii zjawisko polegające na tym, że osoby niewykwalifikowane w jakiejś dziedzinie życia mają tendencję do przeceniania swoich umiejętności w tej dziedzinie, podczas gdy osoby wysoko wykwalifikowane mają tendencję do zaniżania oceny swoich umiejętności. 


Zjawisko to zostało opisane i udokumentowane przez Justina Krugera i Davida Dunninga z Uniwersytetu Cornella.


Kruger i Dunning zwrócili uwagę na liczne wcześniejsze badania, które zdają się sugerować, że w przypadku zdolności tak różnorodnych jak obsługa pojazdów mechanicznych, gra w szachy czy tenisa, „ignorancja częściej jest przyczyną pewności siebie, niż wiedza” (jak to ujął Charles Darwin). Postawili oni hipotezę, że w przypadku zdolności, którą każdy może posiąść w większym lub mniejszym stopniu, osoby niekompetentne:
  1. nie dostrzegają swojego niskiego poziomu zdolności,
  2. nie potrafią prawidłowo ocenić poziomu zdolności u siebie,
  3. nie potrafią prawidłowo ocenić poziomu zdolności u innych,
  4. rozpoznają i uznają swój niski poziom zdolności dopiero po odpowiednim treningu danej umiejętności
  5. Aby sprawdzić poprawność tej hipotezy, sprawdzili ją na studentach swojej uczelni, którzy zapisali się na różne kursy z psychologii.
W serii doświadczeń Kruger i Dunning sprawdzili samoocenę dotyczącą myślenia logicznego, znajomości gramatyki i poczucia humoru. Po pokazaniu im wyników ich testów studenci zostali poproszeni o oszacowanie swojego poziomu, po czym grupa kompetentna w danej dziedzinie oceniła go poprawnie, podczas gdy ta niekompetentna wciąż go przeceniała. Jak Dunning i Kruger zauważyli, „Podczas 4 doświadczeń autorzy zauważyli, że uczestnicy notowani najniżej w testach dotyczących poczucia humoru, gramatyki i logiki znacznie przeceniali swoje osiągnięcia i umiejętności. Mimo iż wyniki testów plasowały ich w 12. percentylu, oni sami szacowali, że osiągnęli wynik plasujący ich w 62. percentylu”.

Efekt potwierdzają też inne badania:

Studentów na uniwersytecie w Illinois poproszono o subiektywną ocenę tego, jak wypadli na teście z gramatyki (zanim oczywiście w ogóle powiedziano im, jakie uzyskali wyniki). Ci, którzy byli w najsłabszej grupie, w dolnych 10%, uważali, że wprawdzie nie będą mieli najwyższych not, ale na pewno będą w górnej połowie skali. Z kolei studenci, którzy wypadli na tych testach najlepiej uważali, że ich wyniki będą co najwyżej przeciętne. 

Podobnie w przypadku egzaminu z wiedzy o lotnictwie: ci, którzy wypadli najgorzej uważali, że wypadną świetnie. Ci, którzy wypadli rzeczywiście świetnie, pierwotnie uważali że wyjdzie im co najwyżej średnio.

Efekt Krugera-Dunninga jest zjawiskiem powszechnym. Przykładowo aż 4/5 kierowców uważa, że jeździ lepiej od 70% kierowców w ogóle.

W roku 2000 Dunning i Kruger otrzymali za swoje badania satyryczną Nagrodę Ig Nobla w dziedzinie psychologii.

poniedziałek, 20 marca 2017

Dywersja ideologiczna

Jurij Bezmienow – był agentem KGB, który w 1970 r. zbiegł do Kanady z Indii, gdzie pracował jako oficer prasowy ambasady radzieckiej w New Delhi. Po swojej ucieczce ze Związku Sowieckiego przyjął pseudonim Tomas David Schuman. Przekazał USA wiele cennych informacji na temat działalności Związku Radzieckiego, a następnie Rosji w zakresie dezinformacji, przewrotu ideologicznego oraz technik wykorzystywanych do przejęcia kontroli nad innym państwem, w których to był prawdziwym ekspertem. Jak podawał Bezmienow tylko 15% działalności KGB stanowiło szpiegostwo, pozostałe 85% obejmowała właśnie praca nad przewrotem ideologicznym w zachodnim świecie. W dodatku ten schemat jest bardzo uniwersalną i powszechnie stosowaną metodą manipulacji społeczeństwem.



Dywersja ideologiczna złożona jest z czterech kroków:
  1. Demoralizacja
  2. Destabilizacja
  3. Kryzys 
  4. "Normalizacja"

Ad. 1
W celu demoralizacji podkopuje się obowiązujący i powszechnie poważany system wartości w danym społeczeństwie. Dlatego ważnym elementem jest tu atak na dominującą religię. Np. w kraju chrześcijańskim atak idzie na chrześcijaństwo, w buddyjskim atak poszedłby na buddyzm itd. Oczywiście nie jest to robione po to, żeby oświecać społeczeństwo. W miejsce religii nie wstawia się jakieś świeckiego kodeksu moralnego, tylko pełen relatywizm moralny. Dodatkowo dominującą religię próbuje się zastąpić różnej maści sektami, ruchami parareligijnymi, w stylu New Age. Kolejnym elementem demoralizacji jest edukacja. Za nią ma odpowiadać przede wszystkim państwo, co więcej zamiast na systematyczną wiedzę, jak nauka fizyki, matematyki, chemii, ekonomii stawia się na takie przedmioty jak nauka o odżywianiu, własność intelektualna, edukacja seksualna, itd. W mediach promuje się konsumpcjonizm i hedonistyczny styl życia. Pracownicy socjalni zamiast służyć społeczeństwu, pogłębiają patologie społeczne i służą biurokracji.

Ad. 2
W społeczeństwie o postępującej demoralizacji coraz łatwiej o konflikty między ludźmi. Te zostają następnie dodatkowo podgrzewane i ulegają radykalizacji. Na tym polega etap destabilizacji. I tak np. związki zawodowe nie działają w interesie pracowników tylko dążą do maksymalnego konfliktu z pracodawcami, nawet za cenę upadku firmy. Organizacje feministyczne poróżniają kobiety z mężczyznami. Zaczyna działać wiele rozmaitych, podejrzanych fundacji i stowarzyszeń. Wszyscy mają się ze sobą ścierać, pracownicy i pracodawcy, mężczyźni i kobiety, biali i czarni, sąsiad z sąsiadem itd.

Ad. 3
Skonfliktowane społeczeństwo nie jest w stanie normalnie funkcjonować. Naturalnie więzi i relacje między ludźmi zostają zaburzone. Nieuchronnie prowadzi to do sytuacji kryzysowej.

Ad. 4
W czasie kryzysu ludzie poszukują kogoś, kto naprawi sytuację, jakiegoś silnego przywódcy, który podejmie radykalne kroki. I wtedy właśnie na scenie pojawia się dywersant, jawiący się jako zbawiciel. Władza zostaje przejęta, a grupy, które pomogły w poprzednich etapach (tzw. pożyteczni idioci) jako już zbędne zostają odsunięte. Ten ostatni etap nazywa się ironicznie normalizacją.

Więcej szczegółów na temat całego procesu przewrotu ideologicznego można zobaczyć na filmie poniżej, gdzie Jurij Bezmienow przedstawia swój słynny wykład, pt. "Jak napaść na państwo":



Oraz w wywiadzie, którego udzielił w 1985 r.:

sobota, 25 lutego 2017

Sukcesy wolnego rynku w Afryce

Afryka kojarzona jest ze skrajnym ubóstwem, głodem i licznymi innymi problemami. Co więcej z jakiegoś powodu, wielu ludzi oskarża o ten stan rzeczy kapitalizm. Tymczasem większość krajów Afryki jest właśnie socjalistyczna i bynajmniej nie rozwiązuje to problemy biedy, a wręcz przeciwnie. Istnieją jednak kraje czarnego kontynentu, które postawiły na wolny rynek i to z mocno pozytywnym rezultatem. Dziś właśnie o nich będzie mowa.


Botswana - gospodarczy sukces po afrykańsku 

Botswana to państwo leżące w południowej Afryce, które do 1966 r. pozostawało brytyjską kolonią. Po uzyskaniu niepodległości, kraj ten wszedł w fazę szybkiego rozwoju gospodarczego. W latach 1966-1999 r. odnotował najwyższy wzrost PKB na mieszkańca na świecie (średnio 9%). W dodatku to jedne z niewielu państw na świecie nie posiadające długów, z nadwyżką wynoszącą 100% PKB. Jest to również jedyne państwo w Afryce, w którym obowiązuje konstytucyjny zakaz przyjmowania zagranicznej pomocy. Wszystko dzięki reformom gospodarczym prezydenta Bostwany w latach 1966-1980 o nazwisku Seretse Khama oraz odkryciu dużego złoża diamentów. Prezydent postawił na wolny rynek, kraj obecnie znajduje się na 34 miejscu na świecie pod względem wolności gospodarczej według indeksu IEF oraz na pierwszym miejscu wśród krajów Afryki Subsaharyjskiej. Nawet po śmierci Khama'y kolejne rządy kontynuowały politykę wolno-rynkową, dzięki czemu Botswana ma nadal najniższe podatki w całej Afryce i wyjątkowo dużą, jak na ten kontynent wolność gospodarczą. Przekłada się to na dosyć wysokie zarobki mieszkańców przy jednocześnie niskich cenach, a więc poziom życia jest wysoki. Kraj ten niegdyś pustynny, dziś posiada również szereg nowoczesnych technologii, zwłaszcza co do nawadniania i uprawy pól. 

Rozwoju gospodarczego nie można wytłumaczyć jedynie dużymi złożami diamentów. Tylko kraj o zdrowym modelu gospodarczym jest w stanie wykorzystywać swoją przewagę komparatywną. Botswana posiada ok. 30-to procentowy udział w światowym wydobyciu diamentów, dla porównania Kongo posiada całe 65 procent udziału światowego wydobycia diamentów, a kraj ten był w 2011 r. najbiedniejszy na świecie z 348 dolarami PKB na osobę. RPA posiada 50 procent światowych zasobów diamentów i największe na świecie złoża złota, ale pomimo iż uchodzi za kraj bogaty nadal wielu jego mieszkańców boryka się z problemami biedy i wysokiego bezrobocia.

W latach 70-tych Botswana była jednym z najbiedniejszych krajów Afryki, dziś jest krajem o najwyższych zarobkach w całej Afryce. Zimbabwe w latach 70-tych było jednym z najbogatszych krajów Afryki, dziś po latach socjalizmu (zaprowadzonego głównie przez Roberta Mugabe) kraj ten jest trzecim najbiedniejszym krajem świata. Szkoda tylko że Botswana jak wiele afrykańskich państw boryka się równocześnie z problemem epidemii AIDS.

Rwanda - wolny rynek wyciąga kraj z tragicznej sytuacji

Rwanda jest niewielkim, śródlądowym krajem położonym w środkowo-wschodniej Afryce, który zamieszkuje około 11 mln osób. Jej dwie główne grupy etniczne – stanowiąca mniejszość Tutsi i większa Hutu – ścierały się ze sobą jeszcze zanim Belgowie przejęli kontrolę nad tym krajem po I wojnie światowej (Rwanda uzyskała niepodległość od Belgii w 1962 r.). Trwałe społeczne i etniczne napięcia zakończyły się ludobójstwem, które pochłonęło życie 800 000 ludzi, głównie z grupy Tutsi.

W konsekwencji mocno, bo o około 50 procent, skurczyła się w owym tragicznym 1994 roku gospodarka, ale ożywienie było dość szybkie i solidne – PKB już w 1995 r. wzrosło o 35 procent. Od tamtego czasu udało się utrzymać wysokie tempo wzrostu gospodarki, która nie wyhamowała nawet w ostatniej dekadzie. W latach 1994-2010 rosła ona o średnio 6,6 procent rocznie, co znacznie przewyższa średnią dla Afryki subsaharyjskiej. W 2001 r. mieszkańcy Rwandy żyli średnio za 50 centów na dzień. Dziś liczba ta wzrosła do 1,50 dolara. Zachęcające są również ostatnie wskaźniki ubóstwa i dobrobytu uzyskane w trzecim badaniu warunków życia gospodarstw domowych. W latach 2007-2012 zdecydowanie zmniejszyło się ubóstwo – spadło z prawie 57 do 45 procent populacji. Dla porównania, w poprzednich pięciu latach wskaźnik ten zmniejszył się o zaledwie 2 punkty procentowe. Co więcej, skrajne ubóstwo zanotowało spadek z 37 do 24 procent. Poprawiły się nie tylko wskaźniki ubóstwa, zmniejszyły się też m.in. wskaźniki śmiertelność matek i noworodków.

Według brytyjskiego ekonomisty zajmującego się rozwojem gospodarczym, Paula Colliera, wyniki badania są „bardzo imponujące”. Collier przyznał też, że Rwanda była w stanie osiągnąć trzy kluczowe cele: szybki wzrost, gwałtowne ograniczenie ubóstwa i zmniejszenie nierówności.

Wzrost gospodarczy w Rwandzie napędzany był przede wszystkim przez liberalizację sektora rolnego – głównie produkcji kawy i herbaty, które są wiodącymi towarami eksportowymi. Reformy te pozwoliły producentom na czerpanie znacznych korzyści z ożywienia eksportu, wzrostu przychodów i zwiększenia produktywności dzięki inwestycjom kapitałowym. Do obecnego sukcesu gospodarczego przyczynił się także sektor turystyki dynamicznej oraz przemysłowy (górnictwo, budownictwo). Wystąpiła również warta odnotowania dynamika w sektorze przedsiębiorstw rodzinnych, które zajmują się działalnością pozarolniczą i ulokowane są zazwyczaj na obszarach wiejskich. Chociaż zatrudniają jedynie 10 procent siły roboczej, w 2006 r. z ich działalności utrzymywało się ponad 30 procent rodzin.

Źródła:

wtorek, 31 stycznia 2017

Koncepcja Europy Tysiąca Liechtensteinów

"Tysiąc Liechtensteinów" to wizja organizacji życia politycznego i społecznego przedstawiania przez Hansa Hermana Hoppe'go, niemieckiego libertarianina, anarchokonserwatysty, anarchokapitalisty, filozofa i ekonomisty Austriackiej Szkoły Ekonomii. Według Hoppe'go w celu odwrócenia procesu centralizacji zmierzającego do utworzenia jednego, globalnego rządu należy promować alternatywne możliwości. Twierdzi, iż musimy popularyzować ideę secesji, czyli ideę świata składającego się z dziesiątek tysięcy różnych dzielnic czy regionów oraz setek tysięcy niepodległych miast. W dzisiejszych czasach ta formuła realizowana jest w takich miejscach jak: Monako, Andora, San Marino, Liechtenstein, Hongkong czy Singapur. Według Hoppego decentralizacja znacznie zwiększy motywację do migracji, co doprowadzi do świata złożonego z małych, liberalnych rządów połączonych ze sobą przez handel i wspólna walutę taką jak złoto.

Dla Hoppe'go tzw. anarchokapitalizm w praktyce to właśnie taki "Tysiąc Liechtensteinów", czyli wiele rozmaitych enklaw wolności, swego rodzaju "miast-państw", małych niezależnych regionów z własnymi systemami prawnymi itd.



Monarchia, demokracja, anarchia - co najbardziej służy wolności?

Hans Herman Hoppe w swojej słynnej książce pt. "Demokracja. Bóg, który zawiódł" przedstawił myśl, którą można przedstawić w skrócie tak: anarchokapitalizm > monarchia > demokracja. Czyli według autora odejście od monarchii na rzecz demokracji, które nastąpiło głównie po I wojnie światowej nie było krokiem ku wolności, a wręcz przeciwnie, to rozwój demokratycznego republikanizmu niejako narzuconego Europie przez Stany Zjednoczone zaowocował poszerzającym się socjalizmem i licznymi problemami gospodarczymi, społecznymi i kulturowymi. Pod wieloma względami monarchia jest lepszym systemem od demokracji, jednak jeszcze lepszy byłby ład naturalny (anarchokapitalizm). Skupmy się jednak wpierw nad argumentami Hoppe’go dotyczącymi wyższości monarchii nad demokracją.

Zacznijmy od tego, że monarcha (król) jest właścicielem swojego królestwa i całego majątku rządu. Monarchia to swego rodzaju prywatny rząd, a demokracja to rząd publiczny.

Żeby zrozumieć wyższość monarchii nad demokracją trzeba najpierw zrozumieć pojęcie preferencji czasowej. Jest to termin ekonomiczny, określający miarę tego, w jakim stopniu aktualna satysfakcja jest bardziej pożądana od takiej samej satysfakcji w przyszłości. Im wyższa preferencja czasowa, tym większa chęć natychmiastowej konsumpcji. Niższa preferencja czasowa, oznacza z kolei, gotowość do powstrzymania się od konsumpcji bieżących dóbr na rzecz wyższej konsumpcji w przyszłości.

Władca monarchiczny (król, książę, cesarz itp.) - jako że jest właścicielem królestwa/księstwa/cesarstwa oraz całego majątku rządu jak i sprawuje swoją władzę domyślnie dożywotnio i przekazuje następnie majątek swojemu spadkobiercy ma mniejszą preferencję czasową niż władca demokratyczny. Zachowuje się niczym właściciel prywatnej firmy. Musi dbać o bogactwo swojego królestwa, jako że od tego zależy jego prywatny zysk. Dlatego też ma dużą motywację do poszanowania wolności i własności prywatnej swoich poddanych, zwalczania przestępstw zwłaszcza dotyczących naruszenia życia, zdrowia i mienia obywateli a także do mądrych, przemyślanych rządów. Ma również motywację do zachowania dalekowzroczności, powstrzymuje się więc przed zadłużaniem królestwa, nadmiernymi wydatkami, jak i nadmiernym opodatkowaniem poddanych, co obniżyło by ich produktywność pracy, a co za tym idzie rozwój gospodarczy.

Władca demokratyczny (premier, prezydent, kanclerz itp.) - jest właścicielem bieżącego korzystania z zasobów rządu, a nie ich wartości kapitałowej. W dodatku władzę sprawuje tymczasowo, do czasu aż zostawi ją swoim następcom. Nawet gdyby chciał postępować inaczej, nie może tego uczynić, ponieważ zasoby rządu, jako własność publiczna, nie mogą być sprzedane, a bez cen rynkowych kalkulacja ekonomiczna jest niemożliwa. W związku z tym należy oczekiwać, że nieuchronnym rezultatem publicznej własności rządu będzie stała konsumpcja kapitału. Prezydent czy premier (tymczasowy opiekun rządu albo jego powiernik) w przeciwieństwie do króla nie będzie dążył do utrzymania lub powiększenia majątku rządowego, lecz będzie się starał zużyć go jak najszybciej i jak najwięcej, ponieważ tego, czego nie skonsumuje teraz, nie będzie mógł skonsumować już nigdy. Władca demokratyczny (w odróżnieniu od króla) nie ma interesu w tym, żeby nie doprowadzić swojego kraju do ruiny. Dlaczego miałby się powstrzymywać od zwiększania konfiskat, jeśli z owoców polityki umiaru - zwiększenia wartości kapitału należącego do majątku rządu, nie może skorzystać osobiście, podczas gdy na polityce będącej przeciwieństwem polityki umiaru, a więc na podwyższaniu podatków i zwiększaniu bieżących dochodów może skorzystać? Dla prezydenta/premiera, inaczej niż dla króla, umiar nie ma żadnych zalet. Ekipa obejmująca władzę odziedzicza zadłużony kraj i rozdętym sektorem publicznym i podlegając tym samym bodźcom ekonomicznym kontynuuje zazwyczaj politykę dalszego zwiększania wydatków rządowych i podatków.

To wszystko wyjaśnia dlaczego w monarchiach podatki zawsze były bardzo niskie, rządy przemyślane, biurokracja niewielka a prawo chroniło własność prywatną. W czasach monarchii władza publiczna nie zabierała więcej niż 5 do 8% dochodu narodowego. Do samego wybuchu I wojny światowej wydatki państwa stanowiły zazwyczaj nie więcej niż 10% PKB. W latach 20-tych i 30-tych XX wieku, wzrosły w większości państw do 20-30%, a w połowie lat 70-tych 50% PKB. Aż do końca XIX wieku liczba osób zatrudnionych w rządzie nie przekraczała 3% siły roboczej. Ministrowie królewscy i parlamentarzyści na ogół nie otrzymywali pensji z publicznych funduszy, lecz utrzymywali się z własnych dochodów. W latach 70-tych zatrudnienie w sektorze publicznym wzrosło już do 15%.

W czasach monarchii wojny były krótkie, praktycznie jednodniowe potyczki pomiędzy wojskami jednego i drugiego króla. A wiele wojen udało się uniknąć przez porozumienie między władcami czy np. mariaż królewski. W czasach demokratycznych, gdzie władcy nie ponoszą osobistych kosztów wojny nie ma już tak lekko, czego wyjątkowy krwawym przykładem była II wojna światowa, jak i wiele innych konfliktów zbrojnych XX wieku.

Mankamentem monarchii pozostaje jednak monopol władzy, która wciąż może jej nadużywać do pewnego stopnia. Jednak monarchia patrymonialna (gdzie król jest władcą wszystkich ziem) czy monarchia absolutna (gdzie w rękach monarchy spoczywa zarówno władza sądownicza, ustawodawcza i wykonawcza) to niejedyne formy monarchii. W monarchii konstytucyjnej król posiadana jedynie władzę ustawodawczą, która w dodatku jest ograniczona przepisami konstytucji. W monarchii parlamentarnej władza króla jest ograniczona przez parlament.

Jeszcze lepiej jeśli w parze z monarchią idzie decentralizacja, gdzie król posiadana tylko część ziemi (tzw. królewszczyznę) i ma czysto symboliczną władzę jako strażnik prawa i reprezentacyjny przywódca kraju, a królestwo jest podzielone na wiele niezależnych księstw, wolnych miast, hrabstw itd. Taki system jest dosyć podobny do anarchokapitalizmu, gdzie nie ma silnie scentralizowanej władzy, a każdy region stanowi czyjąś własność prywatną.


Rozbicie dzielnicowe w epoce średniowiecza - czyli Tysiąc Liechtensteinów w praktyce

Jakkolwiek dziś koncepcja Tysiąca Liechtensteinów wydawać by się mogła dziwna i nierealna, tak taki system naprawdę istniał i miał się bardzo dobrze przez całe stulecia. A w zasadzie był to wręcz milion Liechtensteinów. 

Rozdrobnienie feudalne, zwane również rozbiciem dzielnicowym to okres występujący niemal w całej Europie (i miejscami w Azji), mniej więcej w okresie od X do XV w., a gdzieniegdzie nawet dłużej, Niemcy np. pozostawały zdecentralizowane do samego zjednoczenia przez Bismarca w 1870 r. Polegał on na rozpadzie państwa na mniejsze niezależne księstwa, hrabstwa etc.

Proces rozdrobnienia feudalnego nastąpił na skutek rozpadu monarchii patrymonialnej (a więc ustroju w którym monarcha jest prywatnym właścicielem państwa, wszystkich ziem, zasobów itd.), czyli systemu charakterystycznego dla okresu wczesnego średniowiecza. I tak np. w Polsce proces rozbicia dzielnicowego zaczął się kiedy Bolesław Krzywousty podzielił kraj pomiędzy czterech synów.

Jak już pisałem w tekście na temat popularnych mitów na temat średniowiecza, okres rozkwitu średniowiecza wbrew powszechnej opinii był bardzo dobrym okresem dla rozwoju gospodarczego i podnoszenia warunków życia. To wtedy nauczona się wykuwać stal, używać ugoru jako pastwiska, wynaleziono trójpolówkę, wielki piec, kołowrotek, młyn wodny, okulary, powstały również pierwsze uniwersytety. Natomiast pańszczyzna czy dziesięcina to był maleńki pikuś w porównaniu z dzisiejszymi podatkami.

W dodatku obowiązują zasada „wasal mojego wasala nie jest moim wasalem” (rycerz był zwierzchnikiem chłopa, książę był zwierzchnikiem rycerza, ale już nie był zwierzchnikiem chłopa) sprawiała że nawet zwykły chłop był praktycznie niezależny od samego króla. Chłop mógł się również wyprowadzić do miasta, gdzie mieszkając co najmniej rok i jeden dzień zgodnie z zasadą "miejskie powietrze czyni wolnym" stawał się wolnym człowiekiem (mieszczaninem). 

Wówczas miasta powstawały za zgodą króla, ale same funkcjonowały jako niezależne i samorządne twory, stanowiące własność prywatną. Każde z nich miało innego właściciela (którymi byli książęta, mieszczanie, rycerstwo, szlachta lub duchowieństwo w zależności od kraju i epoki) i odrębny system prawny. Działy one jako samorządne organizmy, zazwyczaj nie posiadały nawet własnych budżetów, a przynajmniej się nie zadłużały. Wszelkie budynki, katedry, uniwersytety zostały wzniesione za pieniądze samych mieszczan lub z kieszeni księcia, hrabiego, czasem duchownych. W ten sposób powstały także w Polsce tak piękne miasta jak Kraków, Wrocław czy Poznań. Dziś może się to wydawać niepojęte, ale chociażby Kościół Mariacki w Krakowie został zbudowany niemal w całości za pieniądze ze składek zwykłych ludzi, Rada Miejska dała pieniądze jedynie na sam Ołtarz Wita Stwosza.

W miastach rozwijała się działalność rzemieślnicza, a także handel, z tego względu wyłoniła się klasa kupiecka. Rzemieślnicy zaczęli się zbierać w stowarzyszenia zwane cechami lub gildiami. Były to organizacje samopomocy, działające niczym prywatne firmy ubezpieczeniowe, pomagające każdemu członkowi w razie kłopotów. Charakterystyczną cechą tego okresu historycznego były również prywatne mennice, a więc mieliśmy prywatną produkcję pieniądza. Swoje mennice posiadały miasta, biskupi, książęta, banki, a nawet osoby prywatne. Konkurencyjność walut przekładała się na stabilność waluty. 

I to właśnie wraz z upadkiem średniowiecza i coraz większą centralizacją władzy (monarcha feudalna z czasem przeszła w monarchię stanową a następnie w monarchię absolutną) nastąpiło widoczne pogorszenie losu chłopów a nawet mieszczan. Nastąpiło również stopniowe podnoszenie podatków, psucie pieniądza i protekcjonizm handlowy (tzw. merkantylizm) co negatywnie wpływało na rozwój gospodarczy w erach nowożytnych. Zmianę na lepsze przyniosła dopiero rewolucja przemysłowa i coraz popularniejsze idee wolności gospodarczej na przełomie XVIII i XIX wieku.


Wolne społeczeństwo i drogi do jego osiągnięcia

Ok, więc zakładając że taka koncepcja "Tysiąca Liechtensteinów" to bardzo dobry model "wolnego społeczeństwa" spełniający podstawowe założenia libertarianizmu, zastanówmy się jak mogłoby to funkcjonować w XXI wieku. 

Przede wszystkim po odejściu od takich wynalazków jak "własność publiczna" każdy teren (miasto, dzielnica, osiedle) stanowiłby własność prywatną. W współczesnych czasach nie musimy się już bawić w jakieś szlacheckie czy królewskie tytuły, po prostu byliby to prywatni właściciele terenów, swego rodzaju przedsiębiorcy. W dodatku teren nie koniecznie musiałby mieć jednego właściciela, równie dobrze mogłaby to być spółka zarządzana przez wiele osób, a jej akcje mogliby posiadać sami mieszkańcy i prywatni inwestorzy. 

Tak czy inaczej właściciel każdego z takich terenów miałby motywację do zapewnienia bezpieczeństwa mieszkającym tam ludziom, bo od tego zależałoby ile osób jest w stanie się tam osiedlić, wynająć mieszkanie, założyć firmę itd. No sama wartość gruntów, byłby tym większa im bezpieczniej tam by się żyło. Od tego wszystkiego zależałby jego prywatny zysk. Miałby również motywację do poszanowanie ich własności prywatnej co podnosi produktywność pracy i rozwój gospodarczy regionu (tylko własność prywatna środków produkcji i system cen rynkowych umożliwiają dokonywanie kalkulacji ekonomicznej, poza tym tylko człowiek pewny zachowania swojej własności ma motywację do pracy, inwestycji i przedsiębiorczego działania). Zamiast nakładać przymusowe podatki pobierałby coś w rodzaju niezbyt wygórowanej opłaty gruntowej. 

W celu zapewnienia bezpieczeństwa organizowałby siły policyjne/ochroniarskie potrzebne do patrolowania ulic, tak jak w czasach monarchii funkcjonowali strażnicy miejscy, królewscy itp. W celu ochrony przed napadami z zewnątrz musiałby zorganizować coś na kształt armii, obrony terytorialnej (i zawierać sojusze militarne z innymi właścicielami terenów na wypadek większego konfliktu zbrojnego).

Musiałby też stworzyć odpowiedni kodeks prawny i system sądownictwa (lub zostawić to innym podmiotom obeznanym w tym temacie) dobrze chroniącym tak podstawowe wartości jak życie, wolność i własność człowieka. Dbałby również o to żeby obywatele sami mogli dbać o swoje bezpieczeństwo (żeby odciążać swój budżet). Mieliby więc oni prawo do obrony własnej i swojego majątku i w miarę rozsądne prawo do posiadania broni (czyli broń tylko dla praworządnych i zdrowych psychicznie obywateli). Do tego dopuszczony zostałby w dużej mierze sektor prywatny poza działalnością właściciela terenu, a więc np. różne prywatne agencje ochroniarskie czy detektywistyczne.

Zamiast "monopolu na przemoc" czyli jednego scentralizowano rządu mielibyśmy wiele konkurujących ze sobą regionów. Z małego regionu o wiele łatwiej się wyprowadzić niż z dużego państwa, więc konkurencja wymuszałaby na właścicielach terenu dbanie o jego obywateli. W dodatku mogliby oni mieć także prawo do secesji, czyli wydzielenia własnego mniejszego niezależnego obszaru. Tak jest obecnie w Księstwie Liechtensteinu, jest to samo w sobie małe państewko, a w dodatku każda gmina ma tam prawo do secesji.


Jak można by dojść do takiego porządku? Poza wymiarem teoretycznym (promowaniu idei) kłania się również wymiar praktyczny. Jest nim tworzenie tzw. mikronacji takich jak Liberland, mikro-państwo leżące między Serbią a Chorwacją proklamowane przez czeskiego libertarianina Víta Jedličkę 13 kwietnia 2015 r., które ma być przyszłą oazą wolności. Nie jest to jedyny taki projekt. W 2016 r. w Norwegii pojawiły się plany wydzielenia prywatnego miast Liberstand. W USA działa libertariański ruch Free State Project w ramach, którego ma zostać wydzielony "wolny stan", padło na stan New Hampshire, który już dziś jest mocno liberalny. W Minnesocie funkcjonuje prywatne miasto North Oaks, w którym wszystkie drogi i inne elementy infrastruktury są własnością samych mieszkańców w ramach działania North Oaks Home Owners Association (Stowarzyszenie Właścicieli Domów w North Oaks). Amerykański miliarder i libertarianin Doug Casey wydzielił specjalną wolnościową prowincję w Argentynie, chociaż to rozwiązanie kompromisowe, można tam mieszkać przez 6 miesięcy w roku, mając status rezydenta. Dużym i ambitnym planem jest chęć stworzenia tzw. pływających miast wolności przez miliardera i libertarianina z Doliny Krzemowej Petera Thiela. Co może wyniknąć z takich projektów, czas pokaże.

Niezwykłym przykładem udanego projektu własnej mikronacji jest z kolei Sealand, mikro-państwo założone w latach 70-tych na dawnej platformie przeciwlotniczej na wodach Morza Północnego w okolicach Wielkiej Brytanii przez Roya Batesa, które istniało do 2008 r. Posiadało własny herb, flagę, hymn, znaczki pocztowe i radio. W 2007 r. zostało prawie kupione przez szwedzkie The Pirate Bay za 750 mln euro ale Bates ostatecznie odrzucił ofertę "piratów". 

środa, 28 grudnia 2016

Jakie zmiany czekają nas w 2017 roku?

Nadchodzi nowy rok a wraz z nim następujące zmiany:
  • Abonament RTV zostanie zastąpiony składką audiowizualną 15 zł miesięcznie i będzie naliczana od każdego licznika elektrycznego, na który mamy podpisaną umowę na dostarczanie energii
  • Zmiany w podatku VAT - Rozszerzona zostanie lista towarów objętych tzw. odwrotnym obciążeniem, w którym VAT odprowadza nabywca towaru lub usługi, a nie sprzedający. Na liście znajdą się np. transakcje, których przedmiotem będą m.in. określone usługi budowlane. Odwrócony VAT obejmie też procesory, gdy łączna ich wartość w ramach jednolitej gospodarczo transakcji przekroczy 20 tys. zł oraz niektóre towary ze złota, srebra i platyny. 
  • Obniżenie podatku CIT dla małych firm (obrót nie przekraczający 1,2 mln euro) z 19% do 15%
  • Zmiany w podatku akcyzowym od samochodów - akcyza na samochody będzie zależeć od pojemności silnika oraz normy emisji spalin. Dodatkowo opłata będzie także zależna od wieku pojazdu, co reguluje współczynnik deprecjacji. W praktyce oznacza to wzrost akcyzy od starszych samochodów
  • Płaca minimalna w wysokości 13 zł za godzinę na wszystkich umowach, łącznie z umowami cywilnoprawnymi
  • Zniesienie pozwolenia na wycinkę drzewa na prywatnej posesji i kar za tę czynność
  • Zmiany w kwocie wolnej od podatku - Osoby zarabiające 6.600 zł rocznie lub mniej nie zapłacą podatku dochodowego. Dla podatników zarabiających więcej niż 6.600 zł a mniej niż 11 tys. zł rocznie, kwota wolna będzie stopniowo zmniejszać się do dzisiejszego poziomu 3091 zł. Podatnicy, którzy osiągają dochód pomiędzy 11 tys. zł a 85.528 zł rocznie będą opodatkowani na dotychczasowych zasadach, z kwotą wolną wynoszącą 3091 PLN. Powyżej dochodu 85.528 zł rocznie kwota wolna ulegnie stopniowemu zmniejszeniu, zaś podatnicy zarabiający więcej niż 127 tys. zł nie będą mieli kwoty wolnej.
  • Nowe stawki podatku handlowego - 0,8 proc. od przychodu między 17 mln zł, a 170 mln zł miesięcznie i 1,4 proc. od przychodu powyżej 170 mln zł miesięcznie.

niedziela, 27 listopada 2016

Ekonomia behawioralna

Ekonomia behawioralna - to dziedzina wiedzy z pogranicza ekonomii, psychologii i socjologii. Głównym przedmiotem jej badań jest badanie zachowań ludzi na rynku, które nie zawsze są w pełni racjonalne. Czyli dlaczego ludzie niekiedy podejmują działania dla nich niekorzystne, a wręcz stratne? Ekonomia behawioralna ma duże zastosowanie zarówno w biznesie, inwestowaniu, jak i w zwykłym codziennym życiu.



Teoria perspektywy

Teoria perspektywy - jest jedno z najważniejszych założeń ekonomii behawioralnej. Opisuje zachowania ludzi wobec ryzyka. Twórcami teorii byli amerykański ekonomista i psycholog Daniel Kahneman oraz amerykańsko-izraelski psycholog Amos Tversky. Za teorię perspektywy Kahneman otrzymał nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii w 2002 r. (Tversky już nie żył). Wspólnie z Kahnemanem nagrodę Nobla dostał również Vernon Smith, również mający duży wkład w rozwój ekonomii behawioralnej i ekonomii eksperymentalnej.

Teoria perspektywy obala teorię oczekiwanej użyteczności, dominującej do niedawna w głównym nurcie ekonomii, zakładająca racjonalność człowieka wobec decyzji. Np. Jeśli wolisz jabłko od banana, to będziesz też woleć 10-procentową szansę wygrania jabłka od 10-procentowej szansy wygrania banana. Problem w tym, że człowiek nie jest w pełni racjonalną istotą, wpływ na jego decyzje mają także subiektywne odczucia, emocje, awersja do ryzyka, czy błędy poznawcze i logiczne. Podważenie tej teorii to nie lada wyczyn, w końcu jej autorami byli tacy geniusze jak ekonomista Oskar Morgenstern oraz matematyk John von Neumann.

Najważniejsze założenia teorii perspektywy:
  1. Efekt pewności - polegający na tym, że preferowane są te prognozy, które dają pewny zysk, nawet jeśli alternatywna prognoza daje wyższy zysk oczekiwany (ale niepewny).
  2. Efekt odbicia - polegający na tym, że inaczej traktowana jest prognoza strat niż prognoza zysków. W przypadku, gdy dostępne są jedynie prognozy przynoszące straty, uczestnicy badania poszukiwali ryzyka i wykazywali odwrotność efektu pewności.
  3. Efekt izolacji - polega na tym, że ludzie upraszczają skomplikowane problemy skupiając się zwykle na tym, co różni dane alternatywy, a nie na tym co je łączy. Konsekwencją tego efektu jest fakt, że sposób sformułowania problemu wpływa na wybierane sposoby jego rozwiązania. W efekcie może powstać niespójność preferencji.

Pozostałe wybrane kwestie poruszane w ekonomii behawioralnej

 Niechęć do straty -  tendencja do preferowania unikania strat nad zdobywanie zysków. Pociąga to za sobą nadmierną ostrtendencja do preferowania unikania strat nad zdobywanie zysków. Przykładowo gdy klient sieci telekomunikacyjnej zapłaci w jakimś miesiącu wyjątkowo wysoki rachunek, operator może przedstawić mu ofertę pakietową pozwalającą uniknąć takiego rachunku w przyszłości. W rzeczywistości nowa oferta może być dla klienta niekorzystna (jeśli wysoki rachunek był spowodowany czynnikami losowymi), ale dla uniknięcia potencjalnych przyszłych strat klient będzie nią zainteresowany. Niechęć do straty jednak nie zawsze jest całkowicie nieracjonalnym zachowaniem. Przykładowo gdy cały nasz majątek wynosi 1000 zł, zysk 1000 zł oznacza dla nas podwojenie tego majątku. Strata 1000 zł oznacza natomiast utratę wszystkiego, co mamy, w szczególności pozbawiając nas środków do życia. Dlatego uniknięcie tej straty może być znacznie ważniejsze niż potencjalne podwojenie naszego majątku.

Efekt status quo - ludzie epatują niechęcią do jakiejkolwiek zmiany istniejącego stanu rzeczy

Paradoks hazardzisty - błąd poznawczy i błąd logiczny polegający na traktowaniu niezależnych od siebie zdarzeń losowych jako zdarzeń zależnych.

Efekt posiadania - ludzie zazwyczaj cenią wyżej rzeczy, które już posiadają. Np. człowiek kupuje bilet na wyprzedany koncert zespołu muzycznego za 200 dolarów. Ponieważ bardzo lubi ten zespół mógłby zapłacić za niego nawet 500 $. Ale gdyby ktoś chciał odkupić od niego bilet, prawdopodobnie zażądałby jeszcze więcej np. 3000 $. Minimalna cena sprzedaży jest więc wyższa niż maksymalna cena zakupu. Efekt posiadania nie odnosi się do dóbr, które traktujemy jako środek wymiany, rzadziej występuje on również u ludzi biednych. Ponieważ żyją oni poniżej swojego punktu odniesienia są zawsze stratni. Kiedy otrzymują niewielką kwotę, traktują ją jako zmniejszenie straty, a nie zysk.

Efekt dyspozycji - dążenie do radości spowodowanej osiągniętym zyskiem oraz unikanie smutku i żalu spowodowanego stratą

Efekt utopionych kosztów - zjawisko polegające na tym, że ludzie maja skłonność do trzymania się wcześniej podjętych decyzji nawet w sytuacji, gdy okazały się one niekorzystne, jeśli tylko były związane z poniesieniem dużych kosztów lub ze znacznym wysiłkiem. Np. decydujemy się jechać do kina, w czasie śnieżycy, dlatego że wcześniej kupiliśmy bilet.

Niechęć do nierówności - ludzie są przeciwni powstawaniu nierówności, które są naturalne, jedni nadają się do pewnej pracy lepiej a inni gorzej

Recyprokacja -chęć obdarowania osób, które dały nam coś za darmo

Hipoteza cyklu życia - skłonność do oszczędzania człowieka zależy od jego wieku

Niespójność dynamiczna - ludzie podejmują czasem decyzje niespójne, to znaczy inne niż wcześniej, niezgodne z przyjętą polityką; czasami coś zmieniają, czasami ryzykują

Inwestowania z rozmachem - „jeśli już inwestować to z rozmachem” : czasami kiedy już decydujemy się na daną politykę to idziemy od razu na całość

Strach i zachłanność - ludzie boją się, że nie zarobią, a jednocześnie chcą zarobić jak najwięcej

Instynkty stadne - ludzie są bardziej skłonni robić lub myśleć rzeczy, które wszyscy robią, lub które wszyscy uznają za normalne i dobre

Zagadka sprawiedliwości płac - jaka wysokość wynagrodzeń jest „sprawiedliwa”, kiedy różni ludzie przykładają się do rozwoju przedsiębiorstwa w różnym stopniu?

Płaca proefektywnościowa - przekonanie, że jeśli pracownik otrzyma wyższe wynagrodzenie to zwiększy się jego efektywność pracy

Lepkość cen - ceny zmieniają się wolniej niż popyt i podaż
 
Limity arbitrażu - arbitraż oznacza zarabianie na różnicach cen

Zagadka dywidendy - dotyczy nieracjonalnego pożądania dywidend przez inwestorów pomimo tego, że są one 2 razy opodatkowane, najpierw w postaci zysku przedsiębiorstwa (np. podatek liniowy), a potem jeszcze w postaci podatku od dywidendy

Tłusty ogon - zjawisko, które polega na tym, że wartości graniczne są większe niż zakładamy. Przykładowo : zakładamy, że 80% przypadków będzie normalna, 10% bardzo zła oraz 10% bardzo dobra. A tymczasem okazuje się, że 60% przypadków jest normalna, 20% bardzo zła oraz 20% bardzo dobra.

Efekt kalendarza - ceny akcji firm rosną stosunkowo szybciej w styczniu niż w pozostałych miesiącach

Efekt końca tygodnia - ceny akcji firm spadają stosunkowo najbardziej pod koniec tygodnia