Social Icons

poniedziałek, 8 września 2014

Korporacjonizm to nie kapitalizm, czyli jak naprawdę powstają monopole i wielkie korporacje

W ostatnim czasie Prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Cezary Kaźmierczak napisał list otwarty do premiera Donalda Tuska. List ten opublikował portal wGospodarce.pl. Całość możemy przeczytać tutaj: http://wgospodarce.pl/opinie/15269-niech-premier-odda-50-proc-swoich-zarobkow-list-otwarty. Jak widzimy treść listu jest bardzo ostra i krytyczna pod adresem rządu. Możemy w nim przeczytać m.in. takie fragmenty:
"Pod nóż idą sektory rozproszone, które skupiają małe i średnie polskie firmy. Korporacji, najczęściej zagranicznych, nie ruszacie. Po takiej akcji cały sektor pada, bo nikt nie jest w stanie zapłacić 5 lat wstecz wyimaginowanych podatków z odsetkami"
"Chciałbym Panu uświadomić, że jak już wyrżniecie cały sektor MSP, to korporacje nie będą w stanie zarobić na wasze kolacje z winami po 800 PLN, bo jest ich zwyczajnie za mało. To sektor MSP tworzy 67% PKB, daje pracę dla ¾ Polaków. 99,8% firm w Polsce to sektor MSP. Nie ryzykujcie aż tak."
Czyli w skrócie: prezes ZPP zarzuca rządowi gloryfikowanie korporacji przy jednoczesnym szkodzeniu sektorowi małych i średnich przedsiębiorstw (MSP).

To państwo, nie wolny rynek tworzy korporacje i monopole

I to bynajmniej nie tylko w Polsce, ale w praktycznie wszystkich krajach rozwiniętych i rozwijających się

Tak czy inaczej przyjrzyjmy się głównym przyczynom powstawania monopoli czy chociażby największych firm utrzymujących pozycję dominującą na rynku:
  • biurokracja, skomplikowane regulacje, obciążenia podatkowe - logicznym jest, że z dużymi obciążeniami finansowymi znacznie łatwiej poradzą sobie duże firmy niż początkujące i małe przedsiębiorstwa. Ale to nie wszystko, korporacje dzięki swoim dużym wpływom i doświadczeniu wykorzystują takie zjawiska jak lobbing (wpływanie na treść ustaw), korupcja (przekupywanie urzędników i polityków), czy kruczki prawne aby tych obciążeń uniknąć. Gdzie mamy koncesje i licencje tam i kupowanie koncesji i licencji, gdzie wysokie podatki, tam i unikanie płacenia podatków (np. rozliczanie się w tzw. rajach podatkowych). No i na to wszystko potrzeba dużych środków finansowych i dobrych prawników
  • prawo patentowe - patent to nic innego jak monopol na zarabianie pieniędzy na danym produkcie. Ale żeby jeszcze tylko jakieś nowe odkrycia podlegały opatentowaniu. Historia odnotowała m. in. patent na aplikację pokazującą przewracanie kartek w elektronicznych czytnikach (firma Apple), czerwone podeszwy (firma obuwnicza Christian Louboutin), a nawet patent na słowo "face" (Facebook)
  • cła importowe - dzięki nim korporacje mogą produkować produkty gorszej jakości na masową skalę i jednocześnie windować ich wyższe ceny
  • restrykcyjne przepisy ochrony środowiska - ograniczają one produkcję i powodują wysokie ceny dostępnej ziemi. Ochrona środowiska bywa także nierzadko pretekstem do wycofania całej konkurencyjnej branży, przykładem jest chociażby unijny zakaz produkcji i importu tradycyjnych żarówek (z korzyścią dla firm produkujących żarówki energooszczędne). Podobną drogą co do żarówek idą m. in. Kanada, Chiny czy Korea Południowa
  • pomoc społeczna dla pracowników wielkich korporacji - idealny przykład z USA: pracownicy sieci McDonald's i Wal-Mart otrzymują hojną pomoc społeczną, dzięki której firmy te mogą utrzymywać wynagrodzenia na bardzo niskim poziomie oraz osiągać wysokie zyski
  • jawne tworzenie korporacji przez rząd - o ile większość państw tworzy korporacje w sposób ukryty, a nawet pozornie z nimi walczy (ustawodawstwo antymonopolowe) to zdarzają się przypadki wielkich korporacji, koncernów itd. jawnie wspieranych przez rząd, przykładem są choćby tzw. czebole w Korei Południowej
Jak widać wspólnym mianownikiem jest interwencjonizm państwowy w gospodarkę oraz ewentualnie interwencja organizacji międzynarodowych jak Unia Europejska. 

Ale chwila, ktoś w tym momencie mógłby przypomnieć że przecież rolą państwa jest właśnie ograniczać prawnie możliwość powstawania wielkich firm dyktujących warunki na rynku. Co z przepisami prawa gospodarczego, ustawami antymonopolowymi czy ustawami o ochronie konkurencji i konsumentów? Mówiąc najdelikatniej, to nie działa w praktyce. Gdyby było inaczej korporacji z tak dużymi wpływami by po prostu nie było, a rynek nie byłby tak mocno skoncentrowany w ich rękach.
Dzieje się tak dlatego iż przepisy tego typu mogą zostać wykorzystane praktycznie przeciwko każdemu przedsiębiorstwu, które można oskarżyć np. o celowe obniżanie cen (tzw. dumping), jak i celowe zawyżanie cen czyli nadużywanie pozycji dominującej na rynku, tworzenie monopolu itd. Nawet jak cena produktu lub usługi pozostaje na poziomie ceny konkrecyjnej to zawsze można firmę oskarżać o branie udziału w tzw. zmowie cenowej. W praktyce przez te przepisy najlepiej przebijają się przedsiębiorstwa najsilniej lobbujące. I na tym polega cały paradoks: przepisy które oficjalnie mają chronić wolną konkurencję i zapobiegać powstawaniu monopoli i oligopoli w rzeczywistości dają efekt odwrotny: ograniczają konkurencję i wynoszą na piedestał największe i najsilniejsze korporacje. Przyczyna jak zawsze ta sama: zamknięte grupy interesów, pomiędzy politykami, a ludźmi wielkiego biznesu.

Etatyzm i interwencjonizm państwowy - czyli plutokracja w praktyce

Etatyzm to mówiąc najprościej system oparty o gospodarkę mieszaną (państwowo-prywatną), w którym co prawda funkcjonują prywatne przedsiębiorstwa ale podlegają państwowej kontroli, a w gospodarce państwo rości sobie prawo do daleko idącej interwencji, jak i samo przejmuje wiele jej dziedzin, a w niektórych ma całkowity monopol. Wbrew pozorom obecnie w większości krajów to właśnie etatyzm jest system dominującym a nie kapitalizm i wolny rynek jak wielu sądzi. Państwowa interwencja sięga bardzo daleko zarówno w gospodarce, polityce monetarnej jak i życiu zwykłych obywateli.

Jak działa etatyzm możemy zobaczyć na grafice poniżej:





















Przesada? A co jeśli powiem że państwo polskie zabiera zwykłemu obywatelowi nawet 2/3 zarobków (uwzględniając wszystkie podatki)? Jak to się odbywa możemy zobaczyć na filmie poniżej:



Podsumowując:
Etatyzm to system, rozrośniętych wpływów państwa, który żywi się pracą zwykłych obywateli, tworząc tym samym zamknięte grupy interesów: polityków, urzędników, służb, bankierów, ludzi wielkiego biznesu, mafii, różnego rodzaju cwaniaków i kombinatorów. Niewiele ma to wspólnego z wolnym rynkiem, gdzie powinna panować wolna konkurencja i swoboda działalności. Taki system można by nazwać spokojnie także korporacjonizmem czy zwykłą plutokracją (rządy najbogatszych).

Najbogatsi nie lubią wolnego rynku

Zastanawiałeś/aś się kiedyś jak to jest, że pomimo powszechnej opinii jakoby gospodarka kapitalistyczna oparta na wolnym rynku i poszanowaniu własności prywatnej sprzyjała tylko ludziom bogatym i wpływowym jednocześnie w większości państw wybory notorycznie wygrywają partie socjaldemokratyczne, chadeckie i tym podobne, przeciwne wolnorynkowej gospodarce, z kolei partie liberalne osiągają dużo gorsze wyniki, a partie wyjątkowo silnie stawiające na wolny rynek (libertariańskie) mają wręcz symboliczne poparcie? Dlaczego najbogatsi nie lobbują za takimi ugrupowaniami i nie wywindują je do władzy? Odpowiedź nasuwa się sama: dlatego iż jak już pisałem wyżej to właśnie etatyzm i interwencjonizm państwowy sprzyjają dużym korporacjom i ludziom wielkiego biznesu więc to właśnie za takimi systemami lobbują najsilniej. 

Być może w tym momencie niektórzy uznają to za nieprawdę, czy wręcz jakąś teorię spiskową. Pozwolę sobie więc przytoczyć kilka przykładów:
  • Goldman Sachs - jeden z największym banków inwestycyjnych na świecie, w roku 2008 wydali ponad milion dolarów na kampanię Baracka Obamy, w dużej mierze dzięki temu został on prezydentem USA
  • Warren Buffett - amerykański inwestor, jeden z najbogatszych ludzi na świecie (4 miejsce na liście forbes), jednocześnie znany ze swoich antykapitalistycznych poglądów, jest zdania że "czas, aby rząd sprawił, by wszyscy poświęcali się w równy sposób" (chodzi o znaczną podwyżkę podatków dla najbogatszych)
  • George Soros - amerykański finansista i spekulant walutowy, kolejny przykład antykapitalistycznego miliardera, głoszący m. in. ideę tzw. społeczeństwa otwartego czy zwiększenie interwencji państwa w rynki finansowe 
  • Bill Gates - znany wszystkim założyciel firmy Microsoft, wielokrotnie przodujący w rankingach najbogatszych ludzi świata, jednocześnie otwarcie popiera podatki progresywne, podobnie jak Buffet nawet sam wyraża ubolewanie że płaci zbyt niskie podatki, propagator państwowej służby zdrowia, krytyk wolnego rynku. Swego czasu także na konferencji poświęconej zmianom klimatycznym przedstawił pogląd że emisję CO2 można zmniejszyć poprzez ... zmniejszenie liczby ludności o 15% przy pomocy programów zdrowia reprodukcyjnego oraz stosowaniu odpowiednich szczepionek (dość specyficzna forma ochrony środowiska)
  • Nick Hanauer - kolejny amerykański miliarder nie lubiący wolnego rynku, popierający podatki progresywne, w głoszonych przez niego poglądach można się dowiedzieć także m. in. że przedsiębiorcy tak naprawdę nie tworzą miejsc pracy, a podniesienie płacy minimalnej zmniejsza bezrobocie
  • Richard Branson - brytyjski miliarder, właściciel koncernu Virgin Group, krytyk kapitalizmu, który według niego miałby zastąpić tzw. kapitalizm 24902 (nazwa od 24 902 mil, które ma Ziemia). Nowa wersja kapitalizmu miałaby stawiać na zrównoważony rozwój i kierować się "dobrem ludzkości"
  • King Camp Gillette - przykład z kolei już historyczny, żyjący na przełomie XIX i XX wieku w USA Gillette był zwolennikiem socjalizmu, w swoich publikacjach wieszczył upadek kapitalizmu i nastanie socjalistycznego raju, jednocześnie jednak założył jedną z największych korporacji na świecie, produkującą żyletki do golenia
Powyższe przypadki to tylko przykłady, w których widzimy jawne propagowanie poglądów antykapitalistycznych przez miliarderów. Nie wiadomo jednak jak duże jest to zjawisko nieoficjalnie, czyli ile spraw zostaje załatwianych "pod stołem" poza widokiem opinii publicznej. Zgadywać można że bardzo duże, jako że etatyzm i korporacjonizm mają się dobrze a wszem i wobec straszy się bliżej nieokreślonym "neoliberalizmem". Co to oznacza dla zwykłych ludzi? Coraz większy rozrost państwa, wzrost biurokracji, podwyżki podatków, podwyższanie wieku emerytalnego, a państwowy dług i tak rośnie w nieskończoność. 

Wolny rynek i infoanarchizm - młot na korporacjonizm

Dlaczego korporacje i miliarderzy tak nie lubią wolnego rynku? Dlatego że chcą kapitalizmu dla siebie i socjalizmu dla innych. A to wpisuje się w tzw. dylemat więźnia, o którym pisałem już kiedyś na blogu. Mówiąc najprościej oni chętnie umawiają się ze społeczeństwem na wyższe podatki czy wyższe koszty działalności, ponieważ po pierwsze: lepiej sobie z nimi poradzą niż potencjalna konkurencja, a wzrost konkurencji to dla nich większa strata niż te obciążenia, po drugie i ważniejsze: wiedzą że wiele z tych obciążeń uda im się uniknąć dzięki swoim dużym wpływom (wykorzystując lobbing, korupcję i rady od najlepszych prawników). 
No dobra ale jak wolny rynek miałby konkretnie poprawić sytuację?
Przede wszystkim spowodowałby znaczne rozproszenie rynku. Znika problem biurokracji i klin podatkowy, powstaje zatem wiele mikro-, małych oraz średnich przedsiębiorstw. Tym samym tworzą się nowe miejsca pracy, spadek bezrobocia powoduje wzrost płac (przedsiębiorcy muszą rywalizować o pracowników a nie na odwrót jak jest przy wysokim bezrobociu, w dodatku ludzie znacznie więcej dostają do ręki, gdyż państwo już im nie nalicza wysokich podatków), a dużym korporacjom zaczyna rosnąć konkurencja, nie mogą więc tak jak do tej pory utrzymywać swoich wpływów, hierarchia społeczna zaczyna się zawężać. Przedsiębiorstwa zaczynają między sobą rywalizować, co prowadzi do spadku cen produktów i usług, przy jednoczesnej poprawie ich jakości, następuje także szybki rozwój technologiczny. Wizja zbyt optymistyczna? Pewną namiastkę mieliśmy już kiedyś w Polsce. Po przyjęciu tzw. Ustawy Wilczka w 1988 r. która w wyjątkowo prosty i liberalny sposób regulowała prowadzenie działalności gospodarczej powstało w naszym kraju około 2 mln nowych firm (głównie małych i średnich) i od 5 do nawet 6 mln miejsc pracy. Szkoda tylko że w latach kolejnych, już po transformacji ustrojowej, coraz bardziej odeszliśmy od tej ustawy na rzecz rozrostu biurokracji i obciążeń podatkowych, czego skutki widzimy do dnia dzisiejszego. Nie wspominając już o niezliczonej liczbie afer politycznych, tworzenia grup interesów, "kolesiostwa", które mieliśmy w Polsce przez te wszystkie lata.

Pozostaje jeszcze zatem pytanie: czy na wolnym rynku możliwe jest powstanie monopolu (bez wsparcia państwa)? Odpowiedź: tak, ale tylko w sytuacji jeśli taka wielka firma utrzymuje swoje produkty tudzież usługi na bardzo wysokim poziomie oraz oferuje wyjątkowo konkurencyjne ceny co nie jest szkodliwe ani dla konsumentów ani dla rynku jako takiego. Co jeszcze ważniejsze: utrzymanie takiego monopolu jest bardzo trudne, a na dłuższą metę praktycznie nierealne. Dzieje się tak dlatego, że przy pełnej swobodzie wchodzenia na rynek dla każdego oraz wolnej konkurencji, prędzej czy później nawet najpotężniejszemu przedsiębiorstwu wyrośnie konkurencja. Proces ten zaburzyć może jednak prawo własności intelektualnej, a zwłaszcza prawo patentowe. Dlatego wraz z wolnym rynkiem powinien pójść w parze tzw. infoanarchizm, czyli odrzucenie lub przynajmniej ograniczenie prawa własności intelektualnej, które swoją drogą godzi w własność prywatną (przykładowo przedsiębiorca nie może użyć własnych środków produkcji, bo zabrania mu patent posiadany przez konkurencję).   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz