Social Icons

niedziela, 2 sierpnia 2015

Mity na temat wolnego rynku i ich obalenie

Temat gospodarki wolnorynkowej od lat wzbudza wiele kontrowersji. W związku z tym narodziło się wiele mitów na temat tego w zasadzie nieskomplikowanego modelu gospodarczego opartego na dobrowolnej wymianie handlowej, własności prywatnej i dobrowolnych umowach między ludźmi. I dziś postaram się te mity obalić.



Mit 1: Wolny rynek prowadzi do nierówności społecznych, wyzysku klasy robotniczej, tworzy biedę, bogacenie się wybranych grup kosztem reszty społeczeństwa

Na wolnym rynku bogaci się ten kto poprzez swoją działalność w najlepszym stopniu zaspakaja potrzeby społeczeństwa. Przedsiębiorcy nie są "wyzyskiwaczami" tylko stroną wymiany z pracownikami oraz konsumentami. Przedsiębiorca zarabia dostarczając na rynek potrzebne dobra i usługi, jest to działalność obarczona ryzykiem, z tego względu jest opłacalna. Pracownicy z tego ryzyka są zwolnieni, dlatego też zarabiają mniej. Oprócz pracodawców i pracowników występują również inne formy zarobkowania: mamy także inwestorów (np. inwestujących na giełdzie lub w rynek nieruchomości), czy przedstawicieli wolnych zawodów, freelancerów, firmy jednoosobowe itd. Wolny rynek polega na możliwości wyboru własnej ścieżki. Im bardziej dana działalność jest ryzykowna, wymagająca kreatywności i zaangażowania tym większy przynosi zysk. Pomiędzy uczestnikami rynku ciągle dochodzi do procesów wymiany np. między pracodawcą i pracobiorcą, między pożyczkodawcą i pożyczkobiorcą, czy między sprzedawcą a kupcem. Proces takiej wymiany przynosi korzyść obu stronom. Dzięki temu jest możliwy podział pracy i racjonalna alokacja zasobów. Np. krawiec pracując, dostaje wynagrodzenie, które następnie wydaje na chleb. W ten sposób krawiec nie musi sam upiec chleba, wystarczy że dokona wymiany z piekarzem, a czas który musiałby poświęcić na pieczenie chleba może przeznaczyć na własną pracę.

Do uprzywilejowania wybranych grup i wyzysku dochodzi jedynie na skutek działalności państwa poprzez tworzenie licznych regulacji oraz wysokich podatków, co prowadzi do zubożania społeczeństwa, kryzysów finansowych, bezrobocia oraz uprzywilejowania najsilniej lobbujących grup społecznych (jak np. największe koncerny i korporacje). Do tego działanie sektora państwowego prowadzi do nierówności społecznych także z tego względu że najbogatsi mieszkając w największych miastach najsolidniej zasilają lokalny budżet z podatków, co za tym idzie znajdują się tam lepsze drogi, szkoły, czy szpitale. Tak właśnie powstaje podział na "kraj A" i "kraj B"

Mit 2: "Dziki" kapitalizm już był w XIX wieku z tragicznymi konsekwencjami, w postaci wyzysku i nieludzko ciężkiej pracy 

Przede wszystkim błędem jest ocenianie danej epoki przez pryzmat epok przyszłych zamiast epok minionych. To tak jakby po podaniu leku pacjentowi z 40 stopniową gorączką stwierdzić że skoro obecnie jego temperatura wynosi 37,5 stopnia tzn. że lek jest szkodliwy, bo jego zażyciu człowiek ma temperaturę 37,5 °C. 

Żeby sprawiedliwie ocenić wiek XIX trzeba spojrzeć jak wyglądało życie ludzi przed tą epoką. A faktem jest że przez wiele stuleci synonimem od słowa bieda był głód i analfabetyzm. I to właśnie władza odpowiadała za ten stan rzeczy poprzez takie działania jak: przymusowe niewolnictwo, konfiskata mienia czy tworzenie kast. Przykładowo jeszcze w II połowie XVIII wieku 4/5 rodzin we Francji wydało 90% swoich dochodów na sam chleb.

Tymczasem XIX wiek przyniósł w krajach kapitalistycznych znaczną poprawę życia zwykłych ludzi. Przykładowo w Wielkiej Brytanii w drugiej połowie XIX wieku nastąpił gwałtowny wzrost płac, przy jednoczesnym spadku cen (wpływ standardu złota), dzięki czemu poziom życia robotników wzrósł o niemal 100%. Bezrobocie regularnie oscylowało w granicach 4%.
Podobnie liberalna gospodarka w USA w tamtym okresie również znacznie podniosła poziom życia. Najlepszym tego wyrazem był wyjątkowo wysoki wzrost liczby urodzeń. Między 1865 a 1915 rokiem liczba ludności w USA zwiększyła się z 35 mln do 101 mln.

Krótko mówiąc XIX wiek to epoka, w której najbiedniejsi zaczęli coraz widoczniej wychodzić z ubóstwa. Charakterystyczna dla tego okresu była również szeroko rozwinięta pomoc charytatywna. Nie zapominajmy również że to była także epoka ogromnego skoku cywilizacyjnego i technologicznego. Wynaleziono w niej m. in. kolej, elektryczność, żarówkę, kuchenkę gazową, gaśnicę, rewolwer, silnik elektryczny, aparat fotograficzny, telegraf, zapałki, silnik spalinowy, samochód, samolot, telefon, dynamit, żelazko, karabin maszynowy, radio, aspirynę czy rentgen.

Więcej na temat gospodarki w XIX wieku i mitach z nią związanych możemy poczytać pod linkami:
http://tomaszcukiernik.pl/artykuly/artykuly-historyczne/xix-wieczny-kapitalizm-w-wielkiej-brytanii/
http://mises.pl/blog/2015/01/27/benedyk-dziki-kapitalizm-w-stanach-zjednoczonych/
http://gps65.salon24.pl/596074,pogromcy-mitow-xix-wieczny-kapitalizm

Mit 3: Wolny rynek wiąże się z kryzysami gospodarczymi

Na wolnym rynku nie możliwe jest aby doszło do kryzysu w całej gospodarce. Rynek reguluje się sam, kapitał w postaci zysku zostaje przenoszony do graczy rynkowych, którzy podejmują najlepsze decyzje. Ten mechanizm zapewnia najbardziej racjonalną alokację zasobów i korzystne określenie kierunków produkcji. Występują jedynie naturalne fluktuacje (raz lepiej stoi jedna branża, raz inna, w zależności od preferencji konsumentów). Natomiast kryzys w całej gospodarce może nastąpić jedynie na skutek błędnej polityki monetarnej, ponieważ pieniądz to jedyny towar uczestniczący w niemal każdym procesie wymiany rynkowej. Przyczyną kryzysów jest przede wszystkim ekspansja monetarna prowadzona przez bank centralny, skutkująca inflacją, tworzeniem baniek spekulacyjnych i nadmiarem nierentownych inwestycji. Rozwiązaniem byłoby wprowadzenie wolnej bankowości i oparcie pieniądza na standardzie złota. Dzięki temu niemożliwy byłby dodruk pieniędzy bez pokrycia, a banki działałyby jako normalne przedsiębiorstwa, zmuszone do prowadzenia rozważnej polityki kredytowej (w przeciwnym razie groziłoby im bankructwo).
Polecam również przeczytać mój post o kryzysach gospodarczych:
http://liberum-cerebrum.blogspot.com/2014/04/skad-tak-na-prawde-biora-sie-kryzysy.html

Mit 4: Służba zdrowia musi być państwowa, sektor prywatny nie byłby w stanie sobie poradzić chociażby w przypadku nowotworu czy skomplikowanej operacji, co zrujnowałoby pacjenta

Przede wszystkim mitem jest jakoby państwo wydało jakieś wielocyfrowe sumy na leczenie nowotworów itp. I tak np. według planu finansowego NFZ na rok 2015 państwo na chemioterapię zamierza wydać 1,4 mld, czyli w przeliczeniu na jednego Polaka około... 37 zł rocznie. Sprawę drogich terapii załatwia ubezpieczenie. Jeśli na daną chorobę choruje np. 1 na 1000 osób wystarczy niewielka składka ubezpieczeniowa aby wszyscy mogli być ubezpieczeni, nawet na bardzo drogie leczenie. Różnica między państwowym ubezpieczycielem (jak NFZ) a prywatnym jest taka że ten pierwszy jest monopolistą, tymczasem prywatni ubezpieczyciele muszą ze sobą konkurować o klienta oferując coraz bardziej atrakcyjne oferty.

Taki system służby zdrowia i opieki społecznej oparty na prywatnych ubezpieczeniach już kiedyś funkcjonował w formie tzw. stowarzyszeń braterskich w USA, Wielkiej Brytanii czy Australii na przełomie XIX i XX wieku.

Grupa ludzi (najczęściej z klasy robotniczej) formowała zrzeszenie (albo dołączała do lokalnej gałęzi, albo „loży” albo istniejącego zrzeszenia) i wpłacała comiesięczne opłaty do kasy; poszczególni członkowie mogli później czerpać z zebranych środków w razie potrzeby. Stowarzyszenia służyły więc jako rodzaj samopomocowej firmy ubezpieczeniowej (główne usługi to ubezpieczenie zdrowotne, ubezpieczenie od niepełnosprawności i ubezpieczenie na życie.

Lekarz otrzymywał z góry regularną pensję, zamiast pobierania opłat za wizytę; członkowie płacili coroczną opłatę i korzystali z usług lekarza, gdy zachodziła taka potrzeba. Jeśli usługi medyczne nie spełniały wymagań, potrącano karę z pensji lekarza, a kontrakt mógł nie zostać odnowiony. Członkowie lóż podobno zasmakowali w stopniu kontroli, jaki ten system dawał klientom. A tendencja, by zbyt często nie korzystać z usług lekarza była utrzymywana w ryzach przez „samokontrolę” stowarzyszeń; członkowie loży, którzy chcieli uniknąć przyszłych wzrostów składek byli zmotywowani, by pilnować, czy inni członkowie nie naginają systemu.

Na przełomie wieków, średni koszt „praktyki lożowej” dla pojedynczego członka mieścił się między jednym a dwoma dolarami rocznie. Dzienna płaca mogła opłacić opiekę zdrowotną na rok. Dla porównania, średni koszt usług lekarskich na regularnym rynku wynosił od jednego do dwóch dolarów za wizytę. W 1911 r. w Wielkiej Brytanii w takich stowarzyszeniach działało 9 milionów ludzi, a w 1920 r. w USA, 18 mln ludzi, czyli niemal 30% populacji.

Więcej na temat:
http://liberalis.pl/2007/09/22/roderick-t-long-jak-panstwo-rozwiazalo-kryzys-sluzby-zdrowia/

Mit 5: Z kapitalizmem nierozerwalnie wiążę się problem bezrobocia, związany głównie z ciągłą mechanizacją

Bezrobocie tworzy państwo poprzez biurokrację, klin podatkowy, ustawową płacę minimalną oraz liczne inne obciążenia znacznie zawyżające koszty pracy. Rozwój technologi nie tworzy bezrobocia, ponieważ powoduje znaczne obniżenie się kosztów produkcji, które następnie powodują rozwój gospodarczy inicjujący powstawanie nowych miejsc pracy. Dokładniej omówiłem to poniżej:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz