Social Icons

środa, 31 grudnia 2014

Co nas czeka w 2015?

Idzie nowy rok, a z nim jak zwykle idą zmiany w prawie. Co nam Rząd przygotował na 2015?

Lista najważniejszym reform wchodzących w życie:
  • Wzrost ustawowej płacy minimalnej z 1680 zł do 1750 zł (brutto)
  • "Ozusowanie umów zlecenie" - od 1 stycznia 2015 r. rząd chce wprowadzić obowiązkowe oskładkowanie wszystkich umów zleceń, aż do momentu, gdy łączna kwota wynagrodzeń z ich tytułu będzie równa minimalnemu wynagrodzeniu za pracę 
  • Zwiększenie o 20% ulgi na wychowanie trzeciego i kolejnego dziecka oraz umożliwieniu skorzystania z pełnej kwoty ulgi tym osobom, które dotychczas wykazywały zbyt mały podatek, aby w pełni rozliczyć przysługującą ulgę
  • Ustawa budżetowa przewiduje obniżenie stawek podatku akcyzowego od paliw silnikowych w zależności od rodzaju paliwa odpowiednio o 25 zł/1000 l lub 25 zł/1000 kg (jednocześnie podwyższenie w ustawie o autostradach płatnych oraz Krajowym Funduszu Drogowym stawek opłaty paliwowej dla poszczególnych paliw o te same wartości)
  • Nastąpi zwolnienie z opodatkowania wynagrodzeń związanych z ustanowieniem służebności przesyłu
  • Nastąpi przesunięcie opodatkowania dochodu z tytułu wniesienia przez m. in. uczelnie wyższe, instytuty badawcze, a także osoby fizyczne (twórców innowacyjnych) do spółki wkładu niepieniężnego w postaci własności intelektualnej (np. patentu, praw autorskich, know-how) na okres 5 lat od dnia objęcia w ten sposób udziałów/akcji),
  • Zmiany w egzaminie na prawo jazdy - Od 1 stycznia 2015 r. zdający będą musieli wykazać się w tzw. "ekojeździe" (jazda przy jak najmniejszym zużyciu paliwa)
  • Rezygnacja z pozwoleń na budowę i przebudowę domu jednorodzinnego - zamiast dotychczasowego pozwolenia, wystarczy zgłoszenie budowy z projektem budowlanym oraz dołączenie dokumentów wymaganych w trybie pozwolenia na budowę dla tego budynku
  • Zmiany w świadczeniach z zakresu lecznictwa uzdrowiskowego - lekarze w trakcie specjalizacji oraz lekarze z I stopniem specjalizacji będą mogli udzielać świadczeń gwarantowanych z zakresu lecznictwa uzdrowiskowego
  • Zmiany w egzaminie maturalnym - uczeń będzie musiał zdać co najmniej jeden przedmiot na poziomie rozszerzonym. Nie będzie już także szeroko krytykowanego przez ekspertów systemu oceniania kluczem wypracowań z języka polskiego. Zamiast tego prace uczniów będą oceniane holistycznie.

sobota, 13 grudnia 2014

Pułapki pożyczki na święta

Idą święta a wraz z nimi wielu Polaków sięga po kredyt lub pożyczkę. Jednak czy wszyscy mają świadomość z pułapek, które się z nimi wiążą? Najwyraźniej nie, skoro według badań Fundacji Kronenberga jedynie mniej niż połowa pożyczkobiorców przeczytała całą umowę przed jej podpisaniem.


Na co należy zwrócić szczególną uwagę biorąc pożyczkę?

Forma pożyczki
Do najbardziej popularnych należą:
  • limit kredytowy w koncie osobistym - można go dostać tylko w banku, w którym mamy rachunek. Zwykle za udzielenie kredytu banki pobierają prowizję, rzędu 100-150 zł.
  • standardowa pożyczka gotówkowa - można ją wziąć nie tylko w banku, który prowadzi nasz rachunek osobisty, ale w każdym innym, jak również w SKOK-u czy parabanku. Bank pożycza określoną kwotę, którą - powiększoną o odsetki i inne opłaty (prowizja, ubezpieczenie) - spłacamy po prostu w miesięcznych ratach.
  • kredyt ratalny - również pożyczka spłata w ratach wraz z odsetkami, z tą różnicą że kredyt ratalny zaciąga się w sklepie na zakup konkretnego towaru, np. sprzętu AGD/RTV. Choć kredytu z pozoru udziela sklep, to prawie zawsze stoi za nim jakaś instytucja finansowa.
  • karta kredytowa - umożliwia dokonywanie zakupów na kredyt. Zaletą karty kredytowej jest to, że zaciągnięty na zakupach dług spłaca się dopiero mniej więcej po miesiącu. Co więcej, jeśli zwrócimy pieniądze do określonego dnia, nie zapłacimy odsetek. 
Koszt pożyczki
Przede wszystkim pożyczkę trzeba potraktować jak normalny towar. A więc wybrać towar możliwie jak najtańszy. W tym przypadku to kwestia jak najmniejszych odsetek. Należy pamiętać że najłatwiej dostać kredyt w banku, w którym mamy konto, jednak niekoniecznie będzie on najbardziej korzystny, warto porównać go z ofertami innych banków. Dużo łatwiej niż w banku można dostać pożyczkę w innych instytucjach finansowych, zwłaszcza tzw. chwilówki. Jednak należy pamiętać że tu możemy łatwo naciąć się na dużo wyższe zwłaszcza jeśli nie sprawdzimy dobrze firmy od której pożyczamy pieniądze i nie czytamy umów.  

Umowa z pożyczkodawcą
Przed podpisaniem umowy należy ją dokładnie przeczytać, zwracając szczególną uwagę na oprocentowanie pożyczki oraz jakie są konsekwencje zwłoki w spłacie zobowiązania. Właśnie w tych kwestiach czai się najwięcej pułapek. Np. zamiast oprocentowania w skali roku mamy podane oprocentowanie w skali miesiąca czy nawet tygodnia. Różnica w odsetkach może się okazać kolosalna. Inną popularną pułapką są dodatkowe koszty (często bardzo dotkliwe) kiedy spóźnimy się z terminem spłaty pożyczki. Wszystko oczywiście zawarte jest w umowie, trzeba ją jednak znać.

Ile naprawdę potrzebujemy pożyczyć
Jeśli znamy wszystkie pułapki warto pomyśleć jeszcze ile tak naprawdę potrzebujemy pieniędzy i czy aby na pewno pożyczka jest nam niezbędna. W okresie przedświątecznym łatwo pokierować emocjami i wydać sporo niepotrzebnych pieniędzy, a potem odsetki spłacać trzeba zanim nie urosną jeszcze większe.

piątek, 28 listopada 2014

Mit zbitej szyby

Metafora zbitej szyby, to jedna z najbardziej znanych metafor wybitnego francuskiego ekonomisty Frederica Bastiata, obrazująca błędne przeświadczenie, że jakakolwiek katastrofa może napędzić rozwój gospodarki. Ten popularny mit, został również dokładnie omówiony w książce "Ekonomia w jednej lekcji", autorstwa Henry'ego Hazlitta.


Metafora ta odnosi się do następującej sytuacji: wyobraźmy sobie chuligana, który wybija szybę w piekarni i ucieka. Wściekły piekarz wybiega na zewnątrz, ale chuliganowi udaje się uciec. Zbiera się tłum gapiów, którzy z początku współczują piekarzowi straty. Ale po chwili ktoś z tłumu zauważa, że w sumie nie stało się tak źle, bo przecież będzie to oznaczało zarobek dla szklarza. Zarobione pieniądze szklarz wyda u kogoś innego, ten u kogoś innego i tak ożywi się lokalna gospodarka. Być może stanie się tak, że tłumek podchwyci myśl i ostatecznie dojdzie do wniosku, że chłopiec nie zrobił nic złego. Bo w gruncie rzeczy, co stałoby się ze szklarzami, gdyby nikt nie wybijał szyb?

Myśląc w ten sposób tłum gapiów popełnia oczywisty błąd. Wynika on z tego że nie dostrzega drugiej strony medalu. Załóżmy że nowa szyba będzie kosztować 250$. Tłum zauważa tu tylko zysk szklarza, który zarobi 250$ i wyda je dalej. Jednak zapomina się że przed wybiciem szyby piekarz miał i 250$ i szybę. Teraz będzie miał już tylko szybę, a nie będzie miał już pieniędzy, które chciał wydać np. na nowy garnitur. Tak więc zysk szklarza oznacza jednocześnie stratę dla krawca. Podstawowy błąd w ocenie, dokonanej przez gapiów wynika z tego że myślą tylko o nowej szybie i zysku szklarza, ale nie zdają sobie sprawy z tego, czego nie widać na pierwszy rzut oka, czyli ze straty krawca.

Z podobnym błędnym przypisywaniu pozytywnego efektu katastrof mamy dość często do czynienia. Np. dostrzeganie wzrostu w sektorze budowlanym po klęskach żywiołowych, wojnie itd. Ponownie dostrzega się zyski w jednym sektorze gospodarki, a nie zauważa się strat w innych sektorach.
Jeszcze ciekawszym przykładem są organizowane przez rząd programy robót publicznych. Na pierwszy rzut wygląda to tak: "państwo tworzy miejsca pracy" i wszyscy to pochwalają. Jednocześnie zapomina się że tego typu programy obciążają społeczeństwo koniecznością podwyższenia podatków lub zwiększeniem inflacji. Gdyby te pieniądze pozostały w rękach obywateli wydaliby je na inne dobra i usługi, tym samym powodując wzrost zatrudnienia w innych branżach. Tak więc rząd nie tworzy nowych miejsc pracy a jedynie przenosi je z jednych gałęzi gospodarki do innych, jednocześnie obciążając podatnika.

Polecam również przedstawienie mitu zbitej szyby na krótkim filmiku:

poniedziałek, 24 listopada 2014

Gurgaon - bogate i wolnościowe miasto w sercu Indii

Jakiś czas temu pisałem o tzw. wolnościowych społeczeństwach, a więc o przykładach wyjątkowo wolnych, wręcz quasi-libertariańskich społecznościach, które doskonale sobie radzą/radziły bez większej ingerencji państwa. Wymieniłem m. in. celtycką Irlandię, średniowieczną Islandię, Dziki Zachód oraz współczesną Szwajcarię i Liechtenstein. Tym razem postanowiłem omówić Gurgaon, czyli pewne indyjskie miasto, które jest o tyle ciekawym przykładem, że pozwolę sobie przedstawić go w osobnym wpisie.


Czym jest i jak powstał Gurgaon?

Indie przez wiele lat były biednym socjalistycznym i niezwykle skorumpowanym państwem. W ostatnich latach w końcu rozpoczęły się tam reformy gospodarcze i gospodarka faktycznie zaczęła się rozwijać. Jednak nadal wielu mieszkańców żyje w skrajnej biedzie i pewnie minie jeszcze sporo czasu zanim sytuacja ulegnie poprawie. Tymczasem omawiany Gurgaon to miasto, gdzie może odnaleźć naziemną linię metra, wielkie szklane biurowce, bogate apartamentowce, luksusowe hotele czy efektowne centra handlowe. Jak do tego doszło?

W 1979 roku władze indyjskiego stanu Haryana postanowiły zrobić odważny eksperyment. Dystrykt Faridabad został podzielony na dwie części. W pierwszej wokół miasta Faridabad władzę utrzymał rząd. Obszar ten miał dobrą infrastrukturę między innymi połączenie kolejowe ze stolicą New Delhi i żyzną ziemię. Z kolei druga część, Gurgaon została wydzielona z nieużytków i kamienistej ziemi. Nie było tam żadnej infrastruktury, czy połączeń kolejowych. W tym mieście postawiono praktycznie na całkowity wolny rynek, bez żadnego wpływu władz. W efekcie Gurgaon nie tylko znacznie przegonił Faridabad ale stał się ogólnie najbogatszym regionem w całych Indiach (także pod względem zarobków mieszkańców).

Rezultat ten był wynikiem mocno rozwiniętego prywatnego biznesu. Na miejscu gdzie wcześniej były nieużytki i kamienista ziemia wyrosły jak grzyby po deszczu: bogate apartamentowce, duże galerie handlowe, pięciogwiazdkowe hotele, wysokiej jakości szkoły, dwa duże stadiony, pola golfowe, luksusowe sklepy (Chanel, Louis Vuitton), salony Mercedesa i BMW oraz siedziby wielu międzynarodowych korporacji jak: Airtel, American Express, EXL, IBM, Microsoft, Sapient, DLF, Maruti Suzuki, Hero Honda, Infosys, Ericsson, Oracle, Bank of America, American Airlines, The Coca-Cola Company, Nokia, Motorola.

W mieście Gurgaon praktycznie wszystko działa na zasadach wolnorynkowych. W rękach prywatnych znajdują się nawet: drogi, chodniki czy transport. W mieście funkcjonują setki prywatnych autobusów oraz taksówek, które można zamawiać przez Internet, zamiast miejskich przystanków na parkingach znajdują się monitory na których możemy znaleźć listę oczekujących samochodów z zapisanymi na nie pasażerami. Rolę poczty pełnią prywatni kurierzy. Mieszkańcy mogą skorzystać z siedmiu wysokiej klasy prywatnych szpitali wraz z prywatnymi karetkami. W mieście nie działa nawet państwowa policja, tylko tysiące prywatnych ochroniarzy, zapewniających bezpieczeństwo a nawet kierując ruchem ulicznym.
W praktyce w Gurgaonie istnieją swego rodzaju oazy, które są właściwie małymi samowystarczalnymi miastami zarządzanymi niemal całkowicie przez prywatny sektor, w których standard życia jest wysoki. Jednak poza tymi oazami infrastruktura wygląda marnie. Z tymże jest to akurat wina państwa które zobowiązało się do budowy publicznych dróg łączących poszczególne "oazy wolności". Jak to zwykle bywa tak się jednak nie stało. Miasto to oczywiście nie jest całkowitym rajem na ziemi. Jednym z większym problemów są chociażby problemy z dostawami prądu (częste awarie zwłaszcza latem), jednak to ponownie wina państwa, które za to odpowiada. Tego typu problemy występują w całych Indiach, a Gurgaon to jedyne miasto w całym kraju w którym elektryczność dociera do wszystkich mieszkańców. Gurgaon walczy jednocześnie z przerwami w dostawach prądu, prywatny sektor zapewnił zabezpieczenie w postaci dieslowskich generatorów prądu które mogą zapewnić elektryczność nawet do pięciu dni. Jednym zdaniem to za co odpowiada państwa działa tam źle, to co funkcjonuje na wolnym rynku działa bardzo dobrze. Wygląda na to, że do pełni szczęścia potrzeba jeszcze wybudowanie prywatnych elektrowni oraz prywatnych dróg łączących wspomniane "oazy" :)

Polecam również obszerny artykuł New York Times'a na temat miasta Gurgaon (całość w języku angielskim):
http://www.nytimes.com/2011/06/09/world/asia/09gurgaon.html?_r=3&pagewanted=1

sobota, 8 listopada 2014

Sześć reguł Roberta Cialdiniego

O manipulacji oraz sposobach bronienia się przed nią pisałem już na blogu niejednokrotnie. Ten wpis ma za zadanie zebrać podstawowe techniki manipulacji w jednym miejscu. Warto podkreślić że wszelkie sposoby manipulacji występujące zarówno w polityce, marketingu, sprzedaży, uwodzeniu, czy relacjach międzyludzkich opierają się głównie na tzw. regułach Cialdiniego, profesora psychologii Uniwersytetu Stanowego w Arizonie zajmujący się psychologią społeczną, które przedstawił w książce "Wywieranie wpływu na ludzi".


Reguła wzajemności



Jeśli ty zrobiłeś dla mnie coś dobrego, to ja także zrobię coś dobrego dla ciebie.

Przykładem są wszelkie darmowe próbki, degustacje, czy promocje w sprzedaży. Nieco bliżej omówiłem tę technikę w tym poście.

Społeczny dowód słuszności



Jednym ze sposobów określania co jest właściwe jest podpatrywanie, co inni ludzie uznają za poprawne. Postrzegamy zachowanie jako bardziej poprawne w jakiejś sytuacji w stopniu w jakim widzimy, że inni to czynią. Ta zasada może być używana do stymulowania ustępstwa wobec żądania przez poinformowanie kogoś, że wielu innych (im więcej, im bardziej znani, sławni, tym lepiej) już się na to zgodziło. Technika ta działa szczególnie silnie jeśli występują dwa warunki: poczucie niepewności swojej decyzji oraz podobieństwo ludzi których naśladujemy (np. są w podobnym wieku, ta sama płeć, podobny status materialny). 

Reguła lubienia i sympatii


Chętniej spełniamy prośby osób które lubimy oraz tych, którzy są do nas podobni. Naszą sympatię druga osoba może również wywołać dając nam komplementy. W regule lubienia i sympatii ważną rolę odgrywa też tzw. efekt aureoli, czyli tendencja do automatycznego przypisywania cech osobowościowych (pozytywnych lub negatywnych) na podstawie pozytywnego lub negatywnego wrażenia. Np. widząc osobę atrakcyjną fizycznie automatycznie przypisujemy jej inne pozytywne cechy, pomimo że ich nie znamy. Reguła lubienie i sympatii jest także bardzo często stosowana przez polityków, którzy przedstawiają się nam od dobrej strony w mediach, jacy to są sympatyczni, rodzinni, uczciwi i towarzyscy.

Reguła autorytetu


Skłonność do podporządkowania się uznanym autorytetom pochodzi z systematycznej praktyki nakierowanej na wpajanie ludziom poczucia, że takie posłuszeństwo tworzy właściwe postępowanie. Dodatkowo, jest to dostosowanie się do tego, że ci, którzy mają autorytet, zwykle mają wiedzę, mądrość, i siłę. Z tych powodów, zdanie się na autorytet może wystąpić bez namysłu, jako odruch przy decydowaniu. Gdy reaguje się na autorytet w automatyczny sposób występuje także tendencja by reagować na sam symbol autorytetu, niż na rzeczywisty autorytet, np. tytuł naukowy, ubiór.

Reguła niedostępności



Jak mówi popularne przysłowie: "lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu". Jednak ten gołąb na dachu zawsze wyda nam się bardziej atrakcyjny niż wróbel w garści. Dobra rzadkie są cenniejsze, a co jest trudniejsze do zdobycia stanie się atrakcyjniejsze. Wie o tym każda kobieta zgrywająca niedostępną, wiedzą o tym także sprzedawcy przedstawiający oferty "last minute". Innym ciekawym przykładem jest to że ograniczony dostęp do wiadomości powoduje, że ludzie bardziej chcą ją otrzymać, bardziej ją cenią, i ona bardziej ich przekonuje (tylko my znamy prawdę). Z tego też względu niektórzy ludzie są skłonni uwierzyć w najbardziej absurdalne teorie spiskowe.

Reguła zaangażowania i konsekwencji


Jeżeli zaangażowałem się w coś, to będę kontynuował to działanie, ponieważ chcę być postrzegany jako osoba konsekwentna. 

Tak to mniej więcej wygląda, każdy chce być postrzegany jako osoba konsekwentna, racjonalna i odpowiedzialna, która jeśli powiedziała A to musi powiedzieć B. Stąd mamy darmowe próbki, abonament TV za darmo na miesiąc czy próbną jazdę samochodem. Z reguły zaangażowania i konsekwencji wywodzą się także takie techniki manipulacji jak: Stopa w drzwi,  Niska piłka praz 3 razy TAK.

piątek, 31 października 2014

Reklama podprogowa - czy naprawdę działa?

Reklama podprogowa, polegająca na oddziaływaniu na mózg informacji bez jego świadomości ich spostrzegania jest zakazana prawnie w większości krajów. Ale czy przekaz podprogowy naprawdę jest możliwy?

Eksperyment Jamesa Vicary'ego 

W 1957 r. James Vicary, ekspert w dziedzinie badań nad rynkiem przeprowadził ciekawy eksperyment. Podmienił on pojedyncze klatki filmu wyświetlanego w kinie dla zmotoryzowanych w Fort Dix na reklamy. Pomiędzy scenami w filmie na około 3 milisekundy pojawiały się napisy "pij colę" oraz "jedz popcorn". Badania te potwierdziły istnienie sugestii podprogowej – sprzedaż coli miała wg nich wzrosnąć o 20%, a popcornu o 60%. I to właśnie przyczyniło się do niemałej histerii na temat reklamy podprogowej i w konsekwencji zakazania jej prawnie w większości państw. Późniejsze badania jednak nie potwierdziły skuteczności percepcji podprogowej, a sam Vicary w 1962 r. przyznał że sfabrykował wyniki swojego eksperymentu. Zakaz reklamy podprogowej obowiązuje do dziś, mimo że większość psychologów uznaje że percepcja podprogowa nie jest możliwa, gdyż nie można ulec propagandzie nie widząc elementu propagandy.

A może jednak jest w tym ziarenko prawdy?

W 2006 roku trójka holenderskich badaczy: Johan Karremans, Wolfgang Stroebe i Jasper Claus postanowiła zrewidować dotychczas panujące poglądy i stanowisko Vicarego. Stąd też wysnuli oni hipotezę, że bodźce podprogowe mogą działać, ale pod dwoma istotnymi warunkami. Po pierwsze, że prezentowane będą one nie jako słowa, a jako obrazy zachęcające do wykonania jakiejś czynności – co wynikać miało z tego, że struktury podświadome i pierwotne ludzkiego mózgu myślą głównie obrazami, a kora nowa (neocortex), odpowiedzialna za zdolności językowe wyewoluowała stosunkowo niedawno i nie jest dobrze połączona z układem limbicznym odpowiedzialnym za emocje. W końcu, jeśli przyjąć że żyjemy na Ziemi od 24h, to raptem od 1h posługujemy się językiem, a przez cały dotychczasowy okres czasu porozumiewaliśmy się niewerbalnie. Drugim warunkiem było stwierdzenie, że podprogowe torowanie będzie skuteczne, jeśli osoby badane będą spragnione. Samo torowanie na poziomie nieświadomym nie jest w stanie człowieka do niczego zmusić, bo człowiek ogólnie posiada system obrony przeciwko narzucaniu mu czyjejś woli. System ów zwany jest reaktancją, a za jej odkrywcę uważa się Jacka Brehma. Jeżeli jednak jednostka znajduje się w stanie jednej z potrzeb z piramidy Maslova, jak np. głód czy pragnienie, wówczas sam będzie on poszukiwał sposobów na zmianę tego stanu rzeczy.

Holendrzy zaprojektowali eksperyment, w którym podczas wyświetlania filmu puszczany był podprogowo obraz Lipton Ice. Puszczany był on do grupy, która wcześniej została odwodniona oraz grupy kontrolnej, która nie odczuwała pragnienia. Wyniki okazały się zaskakujące dla dużego grona naukowców i badaczy. Eksponowany podprogowo napój okazał się w grupie osób spragnionych dużo bardziej pożądany niż inne napoje.

Nasuwa się wniosek, że w pewnym wymiarze przekaz podprogowy może wpływać na nasze decyzje. Trudno jednak mówić o niebezpieczeństwie, ponieważ nie zostało udowodnione trwałe oddziaływanie tego przekazu na naszą psychikę, a jedynie na chwilowe potrzeby. Wpływ torowania podświadomego utrzymuje się przez bardzo krótki czas.

sobota, 11 października 2014

Wolnościowe społeczeństwo - to całkiem możliwe

Przeciwko libertarianizmowi często wysnuwa się argument że taki system nigdy nie funkcjonował i jest całkowitą utopią. Tymczasem w historii a nawet w obecnych czasach możemy odnaleźć wiele przykładów społeczeństw, które może nie są libertariańskim ideałem, ale czymś bardzo zbliżonym.

Średniowieczna Irlandia - tysiąc lat bez władzy państwowej

Celtycka Irlandia aż do samego XVII wieku, kiedy została ostatecznie podbita przez Anglików przez cały 1000 lat funkcjonowała bez istnienia państwa, nie było w niej władzy ustawodawczej ani sądowniczej ani żadnego państwowego wymiaru sprawiedliwości, czy przymusowego poboru podatków.

Rolę państw pełniły tzw. tuath, określane czasem mianem państw w stanie embrionalnym. Wszyscy „wolni” obywatele, którzy posiadali ziemię, wykonywali jakiś zawód lub też byli rzemieślnikami, mieli prawo zostać członkami tuath. Członkowie każdego tuath zbierali się raz do roku i uzgadniali wspólną politykę, decydowali o wypowiedzeniu wojny lub zawarciu pokoju z innymi tuath oraz wybierali lub usuwali „króla”.

Na czele tuath stał król, który początkowo pełnił funkcję najwyższego kapłana. Poza tym przewodził radzie tuath, reprezentował tuath na zewnątrz oraz dowodził wojskiem. Nowy król wybierany był przez tuath spośród członków rodziny królewskiej; całkowicie podlegał prawu i mógł być sądzony. Po wprowadzeniu chrześcijaństwa królowie nadal pełnili funkcje religijne.

Tuath był instytucją dobrowolną. Każdy wolny Irlandczyk mógł sam wybrać, do którego z nich chce należeć. Często zdarzało się, że przedstawiciele jednego rodu należeli do różnych tuath. Terytorium tuath stanowiły ziemie jego członków.

Społeczeństwo podzielone było na dwie klasy: wolnych i nie-wolnych. Do wolnych należeli królowie, właściciele ziemi oraz przedstawiciele dochodowych zawodów (artyści, rzemieślnicy itp.). Nie-wolni to nieposiadający własności i niewolnicy. Podział ten jednak nie był stały, nie-wolny mógł się stać wolny, tylko przestępcy nie mogli poprawić swojej pozycji społecznej. Każdy Irlandczyk posiadał określoną rangę, zależną od ilości posiadanej własności i liczby klientów. Od rangi zależała cena honorowa czyli wartość, którą trzeba było zapłacić, jeżeli naruszono honor lub prawa danej jednostki. Przez naruszenie honoru rozumiano: złamanie kontraktu, zadanie obrażeń fizycznych, naruszenie praw własności, naruszenie dobrego imienia.

Rozbudowany był także system prywatnej własności. Właścicieli nie miały jedynie szczyty gór i lasy. W przypadku potrzeby osobistej można było jednak naruszyć prawo własności – na przykład złowić rybę w czyimś stawie. Istniała również współwłasność. Jednym z jej przykładów może być młyn wodny, którego współwłaścicielem był zwykle właściciel rzeki.

W celtyckiej Irlandii nie było też legislatury państwowej (prawa stanowionego), zamiast tego dobrze funkcjonowało prawo zwyczajowe. Prawo było produktem brehonów – profesjonalnych prawników. Urząd brehona był dziedziczny i pod względem statusu społecznego ustępował jedynie królowi. Istniało kilka regionalnych brehońskich szkół prawa, z których każda tworzyła własne kodeksy. Brehoni nie mieli żadnych związków z poszczególnymi tuatha ani koneksji z ich królami. Byli całkiem zwykłymi obywatelami, a ich działalność miała zasięg ogólnokrajowy. Z ich usług korzystały zwaśnione strony w całej Irlandii. Co więcej – i co bardzo istotne – inaczej niż w systemie prywatnych prawników rzymskich, brehoni stanowili cały wymiar sprawiedliwości; poza nimi nie było w starożytnej Irlandii innych sędziów ani żadnych „powszechnych” sądów.

W przypadku sporu sądowego każda strona procesu musiała zapewnić sobie poręczycieli, którzy zapewniali honorowanie wyroku. Musieli oni posiadać wysoką rangę i cenę honorową. Istniały trzy rodzaje poręczycielstwa:
  • wspomaganie pokrzywdzonego – wówczas po wyroku winny stawał się dłużnikiem pokrzywdzonego, poręczyciele zaś odpowiadali za spłatę długu;
  • odpowiadanie swoją wolnością za spłatę długu (mógł później domagać się rekompensaty od winnego);
  • uiszczenie kary nałożonej na winnego – winny był zobowiązany zapłacić mu później swoją cenę honorową.
Celtycka Irlandia zwłaszcza już w okresie wczesnego średniowiecza stanowiła jedno z najbardziej rozwiniętych cywilizacyjnie ówczesnych społeczeństw w Europie. Upadła dopiero na skutek wieloletniej inwazji angielskiej. Warto też podkreślić że Anglicy musieli poświęcić wiele wieków na podbicie Irlandii właśnie dlatego, że ta nie posiadała z góry ustanowionej struktury władzy, musieli nie tylko podbić terytorium ale także zbudować państwo od początku, na przekór ogromnego oporu zamieszkałemu tam społeczeństwu.

Przykład celtyckiej Irlandii stanowił ważny punkt odniesienia dla Murraya Rothbarda (jednego z czołowych przedstawicieli anarchokapitalizmu) w opisie m.in. prywatnego sądownictwa, o czym pisał w Manifeście Libertariańskim.

Średniowieczna Islandia - 300 lat bez rządu

Islandzka Wolna Wspólnota istniejąca między X a XIII wiekiem (założona głównie przez uciekinierów z Norwegii) to kraj, którego system konstytucyjny miał charakter policentryczny – nie istniał w nim scentralizowany aparat wykonawczy i w całości opierał się na prywatnych mechanizmach tworzenia, stosowania i egzekwowania prawa. Kraj ten nie miał na czele żadnego króla czy innego władcy. Jedynym urzędnikiem publicznym był tzw. godi (naczelnik). Pełnił on funkcje sakralne jako właściciel świątyni, a także oferował usługi prawne swoim klientom. Każdy obywatel Islandii był zobowiązany wybrać sobie własnego godi. Godord (status naczelnika) był dobrem wymienialnym – można było go sprzedawać, wymieniać itd., ale kupno godordu nie wiązało się jeszcze automatycznie ze zdobyciem władzy. Należało przekonać do siebie klientów. Każdy godi zasiadał w parlamencie islandzkim – althingu. W związku z tym status posła był, jako związany z godordem, przedmiotem obrotu handlowego. Althing zbierał się raz do roku na dwa tygodnie. Nie miał budżetu i nie zatrudniał pracowników poza logsogumadrem – zatrudnianym na trzy lata mówcą, który przewodniczył althingowi, zapamiętywał prawo, udzielał porad prawnych, a także raz w czasie kadencji recytował cały zbiór prawa Islandii. Jeżeli nie wyrecytował jakiegoś przepisu i nikt nie zaprotestował, dany przepis tracił moc prawną.

Prawo karne przewidywało tylko dwa rodzaje kar, odszkodowania i banicje. Nie istniał publiczny aparat ścigania, a wyroki sądów arbitrażowych wykonywali sami zainteresowani.
W przypadku sporu prawnego organizowano doraźny sąd, który składał się z arbitrów przedstawianych przez każdą ze stron. Jeżeli sąd nie był w stanie wydać wyroku, sprawę kierowano do wyższej instancji, czasem aż do poziomu ogólnokrajowego. Winny naruszenia prawa był zobowiązany do zapłaty ustalonego odszkodowania. Odszkodowanie za zabicie zwykłego człowieka było równowartością zarobków, na zdobycie których przeciętny Islandczyk potrzebował od 12 do 50 lat. Trzeba było zapłacić za każdą ofiarę, również zabitą w czasie „wojny”. Warto zauważyć, że jeśli zabójca od razu poinformował kogoś o swoim czynie, mógł liczyć na usprawiedliwienie i niższy wyrok. Nie istniała władza wykonawcza. Wyroki egzekwowali sami pokrzywdzeni. Gdy pokrzywdzony nie był w stanie tego uczynić, miał możliwość odsprzedaży swojego prawa do odszkodowania komuś o większych możliwościach działania.

W czasie procesu i egzekucji wyroku strony były wspierane przez swoje koalicje. Koalicje takie powstawały łatwo, ponieważ ich członkowie liczyli, że w przypadku zabójstwa będą mieli udział w wergeld – odszkodowaniu. Jeżeli oskarżony nie był w stanie zapłacić wysokiego odszkodowania, z pomocą przychodzili mu zazwyczaj członkowie koalicji. Odszkodowanie można było również odpracować jako tymczasowy niewolnik. Jeśli jednak oskarżony w ogóle nie uiścił zasądzonej kary, można było wytoczyć mu kolejny proces, w którym sąd skazywał go na banicję. Banita miał kilka tygodni na opuszczenie wyspy, w przeciwnym razie pokrzywdzony (lub nabywca praw do odszkodowania) mógł go zabić. Zakazana była pomoc banicie. Jeżeli ktoś to robił, sam mógł być skazany.

Ten ciekawy przykład prywatnego tworzenia i egzekwowania prawa jest często przywoływany m.in. przez Davida Friedmana (jeden z najważniejszych współczesnych przedstawicieli libertariańskich) w rozważaniach na temat funkcjonowania anarchokapitalizmu w praktyce.

Dziki Zachód (który wcale nie był taki dziki)

Dziki zachód to popularny termin określający zachodnie tereny USA na przełomie XIX i XX wieku. W westernach zawsze to miejsce było przedstawiane jako szalejące bezprawie i niekończące się zmagania Indian, kowbojów, taperów i osadników. 

Tymczasem rzeczywistość znacznie odbiegała od literackiej, a następnie filmowej fikcji. Przykładowo taki kowboj (z angielskiego cowboy - czyli dosłownie "chłopiec od krów") był nikim innym jak pasterzem bydła (czasem także hodował konie), w filmach za to najczęściej jest przedstawiany jako bohater, symbol wartości i sprawiedliwości. Również najwięksi bandyci Dzikiego Zachodu zostali mocno podkoloryzowani, taki Billy the Kid, któremu  przypisywano ponad 20 zabójstw, prawdopodobnie zabił około 4 osób, nie był też tak dobrym strzelcem jak przedstawiona go na rycinach.

Ogólnie poziom przestępczości nie był aż taki wysoki jak to zostało to przedstawione w westernach. W miastach: Abilene, Ellsworth, Wichita, Dodge City, and Caldwell, czyli największych miastach kowbojskich tamtych czasów, w latach 1870 do 1875 miało miejsce zaledwie 45 zabójstw, czyli 1,5 zabójstwa w sezonie. W Abilene, które uchodziło za najdziksze z tych miast, nikt nie zginął w latach 1869 i 1870. W najgorszym roku w miejscowości Tombstone, tam gdzie miała miejsca sławna strzelanina O.K. Corral, zginęło 5 osób. Przytoczone liczby oznaczają współczynnik zabójstw wynoszący około 1 w przeliczeniu na 100 tysięcy mieszkańców. Dla porównania, dane obecne: USA – 5,0, Polska – 1,28, Finlandia – 2,17, Szwajcaria – 1.01, Europa – 5,4, Świat – 7,6. Do roku 1900 nie było napadów na banki w żadnym z większych miast stanów Colorado, Wyoming, Montana, obu stanach Dakota, Kansas, Nebraska, Oregon, Washington, Idaho, Nevada, Utah, New Mexico, a jedynie kilka napadów w stanach California i Arizona. W ciągu czterech dekad 1859-1900 w 15 stanach miało miejsce w ogóle zaledwie kilka napadów na banki. Dziś rocznie w Polsce ma miejsce więcej napadów na banki niż na Dziki Zachodzie przez całe dekady. Sam Buffalo Bill na starość przyznał, że kłamał na temat swoich brutalnych czynów, by sprzedać więcej powieści. W bitwach z Indianami został ranny dokładnie raz, a nie, jak twierdził, 137 razy.

Jak zatem w rzeczywistości funkcjonowało wolnościowe społeczeństwo Dzikiego Zachodu? 
Jedną ze specyficznych form instytucjonalnych wytworzonych przez amerykańskich pionierów były związki działkowe. Związki te powstawały, aby zapewnić ochronę oraz prawo własności, jak też usprawnić mechanizm obrotu ziemią. Pojedynczy związek miał swoich własnych urzędników oraz konstytucję, a zajmował się głównie rozstrzyganiem sporów między członkami i prowadzeniem rejestrów praw własności. Każdy członek był zobowiązany do przestrzegania określonych reguł – w przeciwnym razie groziło wykluczenie ze związku, choć często stosowano również sankcje siłowe.

Na Środkowym Zachodzie powstawały liczne związki hodowców bydła, których celem była ochrona stad. W ich ramach zatrudniano detektywów oraz rewolwerowców. Warto zauważyć, że związki te były z reguły niewielkie. Nieliczne większe ugrupowania powstawały poprzez kontrakty rządowe.

Trzecią formą instytucjonalną były dystrykty górnicze. Każda z osad górniczych tworzyła własny system zasad, zebranych w kodeksy prawne. Do obsługi dystryktu zatrudniano urzędników, wśród nich archiwistę, odpowiedzialnego za przechowywanie jego oficjalnych rejestrów. Spory między górnikami rozstrzygały sądy górnicze, lecz w przypadku niezadowolenia z wyroku odpowiednio duża część górników mogła oddzielić się i utworzyć własny okręg sądowy.

Szwajcaria i Liechtenstein - wyjątkowo liberalne państwa

Przenosimy się do współczesności żeby przyjrzeć się dwóm miejscom w Europie, które co prawda są państwami z rządem na czele a także innymi państwowymi organami jak bank centralny, czy państwowe sądownictwo, jednak jak na panujący powszechnie na świecie etatyzm niewątpliwie państwami mocno wolnościowymi. 

Szwajcaria - to niewielkie aczkolwiek jedno z najbogatszych państw na świecie (przeciętny obywatel ma majątek wartości 1,5 mln zł). Szwajcaria jest państwem federacyjnym, składającym się z 26 kantonów i 2890 gmin, które posiadają bardzo szeroką autonomię. Aż do połowy XIX wieku kantony były samodzielnymi mini-państwami, które posiadały własne armie, same strzegły granic i biły własną monetę. Przekształcenie Szwajcarii z luźnej federacji nieposiadającej instytucji centralnych w państwo federalne nastąpiło dopiero w 1848 roku. Obecnie każdy kanton ma swoją własną konstytucję, która określa zasady działania ciał tworzących prawo (parlamenty lokalne), sprawujących rządy (rządy lokalne) i egzekwujących prawo (lokalne sądy, prokuratury i policję). W większości kantonów funkcjonują jednoizbowe parlamenty, w których zasiada od 58 do 200 posłów. Rządy kantonów liczą od 5 do 7 ministrów. Niemal wszystkie elementy władzy są realizowane przez kantony, gdyż szwajcarska konstytucja maksymalnie ogranicza prerogatywy rządu i parlamentu centralnego.

Szwajcaria jest federacją demokratyczną oraz parlamentarną, gdzie na szeroką skalę wykorzystywana jest instytucja referendum (demokracja bezpośrednia).

Szwajcaria jest jednym z najbardziej wolnorynkowych państw na świecie. Obecnie zajmuje czwarte miejsce na świecie i pierwsze w Europie w rankingu wolności gospodarczej (IEF). Kraj jest znany z wyjątkowo niskich podatków, podatek dochodowy jest pobierany na trzech poziomach - federalnym, kantonalnym i gminnym. Większość podatków pobieranych jest na poziomie kantonalnym i gminnym. Kantony rywalizują między sobą w kwestii wysokości stawek podatkowych. Najwyższa stawka podatku krajowego wynosi 11,5%  i jest nakładana na dochód powyżej 655 100 CHF wobec pojedynczych podatników oraz 775 900 CHF dla małżeństw. Podatek dochodowy w kantonach jest bardzo różny. Jeżeli ktoś zarobił przykładowo 50.000 CHF, to należny podatek dochodowy do zapłacenia będzie się wahał od 5% do 13% w zależności od kantonu.
Firmy płacą federalny podatek CIT w wysokości 8,5% (7,83% po różnych odliczeniach), do tego dochodzi podatek kantonowy (zależny od kantonu). Łączna stawka do zapłaty waha się mniej więcej od 12% do 22%, jednak  firmy mogą wynegocjować indywidualną stawkę podatku sięgającą zaledwie kilku procent.

Standardowa stawka VAT wynosi jedynie 8%. Niektóre produkty i usługi, w tym żywność, lekarstwa, gazety i książki, podlegają niższej stawce 2,5%. VAT na zakwaterowanie w hotelu pobierany jest na poziomie 3,6%. Istnieje szereg sektorów, które są całkowicie zwolnione z podatku VAT, w tym zdrowie publiczne i opieka społeczna, edukacja i hazard.

Szwajcaria jest również znana z nienaruszalności tajemnicy bankowej. Szwajcarskie prawo zabrania bankom udzielania jakichkolwiek informacji o koncie i jego właścicielu bez zgody właściciela konta. Błąd w zeznaniu podatkowym czy wykazywaniu dochodów nie jest w Szwajcarii traktowane jako przestępstwo. Frank szwajcarski najdłużej ze wszystkich światowych walut (bo aż do 2000 r.) był oparty na standardzie złota.

Szwajcaria jest znana również z wyjątkowo liberalnych przepisów dotyczących posiadania broni palnej, czego efektem jest jeden z najwyższych współczynników dotyczących posiadania broni przez obywateli na świecie. Przepisy w tej kwestii i tak w ostatnich latach zostało zaostrzone, zwłaszcza ustawą przyjęta w 1999 r., dawnej i trwało to dobre 700 lat można było kupić nawet broń maszynową bez zezwolenia i nosić ją w miejscach publicznych.

Ciekawostką jest również fakt, że Szwajcaria praktycznie nie posiadana zawodowej armii, jednak jest w stanie przeprowadzić pełną mobilizację w ciągu 72 godzin. Organizacja szwajcarskiego wojska polega na armii typu milicyjnego. Do wojska powołany zostaje każdy mężczyzna (kobiety mogą służyć dobrowolnie) w wieku od 20 do 30 lat, zamiast jednak siedzieć w koszarach, odbywa trzytygodniowe szkolenie z używania broni , a reszta służby (łącznie 18-21 tygodni) polega na obowiązkowym przechowywaniu broni osobistej we własnym domu oraz stawianiu się raz w roku na 19-dniowe szkolenia. Stąd wzięło się szwajcarskie powiedzenie: "Szwajcaria nie ma armii, Szwajcaria jest armią". Państwo to od prawie 200 lat utrzymuje neutralność w konfliktach zbrojnych.

Przez wiele lat Szwajcaria także nie miała prawa patentowego (w 1888 r. wprowadziła tylko możliwość patentowania wynalazków, które można było przedstawić w postaci „mechanicznych modeli”). Celowo nie wprowadzono patentów na chemiczne i farmaceutyczne technologie, ponieważ Szwajcarzy wówczas masowo kopiowali je z Niemiec, które były w nich światowym liderem. Bezpośrednim powodem wprowadzenia prawa patentowego, w 1907 r., była zresztą groźba sankcji handlowych właśnie ze strony Niemiec. Co ważne, Szwajcarzy wprowadzili możliwość zastrzegania praw do chemicznych technologii, ale nie patentowania chemicznych substancji. Taką opcję zalegalizowali dopiero w 1978 r.

Liechtenstein (a właściwie Księstwo Liechtensteinu) - małe górskie państwo leżące między Austrią i Szwajcarią, które powstało w sposób całkowicie pokojowy poprzez zakup ziem przez rodzinę Liechtensteinów. To także jedno z najbogatszych państw świata. Podobnie jak Szwajcaria charakteryzuje się liberalną gospodarką i niskimi podatkami, podatek dochodowy zarówno dla osób fizycznych jak i prawnych (liniowy) wynosi 12,5%, podstawowa stawka VAT wynosi 8% (na niektóre dobra 2,5%). Nie zapłacenie podatku stanowi w tym kraju jedynie wykroczenie, a nie przestępstwo. Niskie podatki wraz z liberalną politykę względem depozytów bankowych powodują że Liechtenstein stanowi jeden z niewielu rajów podatkowych w Europie, czego efektem jest że w liczącym około 35 tys. mieszkańców jest zajestrowane około 80 tys. firm :)

Liechtenstein od 1868 r. nie ma armii, w razie zagrożenia jednak może zostać powołany każdy obywatel (nawet do 60 roku życia) co jednak nigdy się nie zdarzyło. Nieoficjalnie za bezpieczeństwo Liechtensteinu odpowiada Szwajcaria, jednak nie jest to potwierdzone w żadnych oficjalnych dokumentach. Podobnie jak Szwajcaria Liechtenstein od lat utrzymuje neutralność. O tym że kraj może czuć się bezpiecznie chyba najlepiej świadczy fakt że nie został napadnięty (podobnie jak Szwajcaria) nawet przez samą III Rzeszą w czasie II wojnie światowej.

Liechtenstein pod względem ustrojowym stanowi monarchię konstytucyjną. Od 1989 panuje tu książę Jan II Adam (Hans-Adam II). Bieżące sprawy polityczne podlegają księciu następcy tronu (kronprinz) Aloisowi (Aloizowi). Władza prawodawcza należy do księcia i landtagu, liczącego 25 deputowanych i wybieranego co cztery lata w wyborach proporcjonalnych. Książę ma prawo absolutnego weta w stosunku do ustaw uchwalanych przez parlament. Władza wykonawcza uzewnętrznia się w osobie premiera i rządu jako kolegium. Obecnie funkcję szefa egzekutywy sprawuje Adrian Hasler, wspomagany przez 4 ministrów (tzw. radców rządowych), mianowanych przez księcia na wniosek landtagu. Książę ma prawo do zdymisjonowania rządu i powołania gabinetu przejściowego, który musi w ciągu 4 miesięcy uzyskać votum zaufania parlamentu. Co ciekawe monarcha może zostać odwołany lub też nabyć większe prawa na drodze referendum, a monarchia utrzymuje dzięki dochodom z własnych biznesów, a nie z podatków. Wszystkie gminy w państwie mają prawo do secesji.

Jako że Liechtenstein jest małym państwem, nie jest uwzględniany w niektórych statystykach (jak np. ranking IEF), nieoficjalnie jednak można go uznać za najbardziej libertariański kraj na świecie.
Z tego też względu niejaki Hans-Hermann Hoppe (niemiecki sympatyk anarchokapitalizmu, określany również czasem mianem anarchokonserwatysty) w swoich publikacjach postuluje koncepcję "tysiąca Liechtensteinów", a więc na drodze secesji prowadzić do jak największej decentralizacji, tworząc dziesiątki tysięcy osobnych krajów, regionów i kantonów, oraz setek tysięcy niepodległych wolnych miast, takich jak współczesne "osobliwości" w rodzaju Monako, Andory, San Marino, Liechtensteinu, Hong Kongu czy Singapuru.

Więcej przykładów "wolnościowych społeczeństw" można znaleźć m.in. na stronach:
http://libertarianin.org/libertarianizm/spoleczenstwa-wolnosciowe/
http://mises.pl/wp-content/uploads/2007/09/prawo-bez-panstwa.pdf

poniedziałek, 8 września 2014

Korporacjonizm to nie kapitalizm, czyli jak naprawdę powstają monopole i wielkie korporacje

W ostatnim czasie Prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Cezary Kaźmierczak napisał list otwarty do premiera Donalda Tuska. List ten opublikował portal wGospodarce.pl. Całość możemy przeczytać tutaj: http://wgospodarce.pl/opinie/15269-niech-premier-odda-50-proc-swoich-zarobkow-list-otwarty. Jak widzimy treść listu jest bardzo ostra i krytyczna pod adresem rządu. Możemy w nim przeczytać m.in. takie fragmenty:
"Pod nóż idą sektory rozproszone, które skupiają małe i średnie polskie firmy. Korporacji, najczęściej zagranicznych, nie ruszacie. Po takiej akcji cały sektor pada, bo nikt nie jest w stanie zapłacić 5 lat wstecz wyimaginowanych podatków z odsetkami"
"Chciałbym Panu uświadomić, że jak już wyrżniecie cały sektor MSP, to korporacje nie będą w stanie zarobić na wasze kolacje z winami po 800 PLN, bo jest ich zwyczajnie za mało. To sektor MSP tworzy 67% PKB, daje pracę dla ¾ Polaków. 99,8% firm w Polsce to sektor MSP. Nie ryzykujcie aż tak."
Czyli w skrócie: prezes ZPP zarzuca rządowi gloryfikowanie korporacji przy jednoczesnym szkodzeniu sektorowi małych i średnich przedsiębiorstw (MSP).

To państwo, nie wolny rynek tworzy korporacje i monopole

I to bynajmniej nie tylko w Polsce, ale w praktycznie wszystkich krajach rozwiniętych i rozwijających się

Tak czy inaczej przyjrzyjmy się głównym przyczynom powstawania monopoli czy chociażby największych firm utrzymujących pozycję dominującą na rynku:
  • biurokracja, skomplikowane regulacje, obciążenia podatkowe - logicznym jest, że z dużymi obciążeniami finansowymi znacznie łatwiej poradzą sobie duże firmy niż początkujące i małe przedsiębiorstwa. Ale to nie wszystko, korporacje dzięki swoim dużym wpływom i doświadczeniu wykorzystują takie zjawiska jak lobbing (wpływanie na treść ustaw), korupcja (przekupywanie urzędników i polityków), czy kruczki prawne aby tych obciążeń uniknąć. Gdzie mamy koncesje i licencje tam i kupowanie koncesji i licencji, gdzie wysokie podatki, tam i unikanie płacenia podatków (np. rozliczanie się w tzw. rajach podatkowych). No i na to wszystko potrzeba dużych środków finansowych i dobrych prawników
  • prawo patentowe - patent to nic innego jak monopol na zarabianie pieniędzy na danym produkcie. Ale żeby jeszcze tylko jakieś nowe odkrycia podlegały opatentowaniu. Historia odnotowała m. in. patent na aplikację pokazującą przewracanie kartek w elektronicznych czytnikach (firma Apple), czerwone podeszwy (firma obuwnicza Christian Louboutin), a nawet patent na słowo "face" (Facebook)
  • cła importowe - dzięki nim korporacje mogą produkować produkty gorszej jakości na masową skalę i jednocześnie windować ich wyższe ceny
  • restrykcyjne przepisy ochrony środowiska - ograniczają one produkcję i powodują wysokie ceny dostępnej ziemi. Ochrona środowiska bywa także nierzadko pretekstem do wycofania całej konkurencyjnej branży, przykładem jest chociażby unijny zakaz produkcji i importu tradycyjnych żarówek (z korzyścią dla firm produkujących żarówki energooszczędne). Podobną drogą co do żarówek idą m. in. Kanada, Chiny czy Korea Południowa
  • pomoc społeczna dla pracowników wielkich korporacji - idealny przykład z USA: pracownicy sieci McDonald's i Wal-Mart otrzymują hojną pomoc społeczną, dzięki której firmy te mogą utrzymywać wynagrodzenia na bardzo niskim poziomie oraz osiągać wysokie zyski
  • jawne tworzenie korporacji przez rząd - o ile większość państw tworzy korporacje w sposób ukryty, a nawet pozornie z nimi walczy (ustawodawstwo antymonopolowe) to zdarzają się przypadki wielkich korporacji, koncernów itd. jawnie wspieranych przez rząd, przykładem są choćby tzw. czebole w Korei Południowej
Jak widać wspólnym mianownikiem jest interwencjonizm państwowy w gospodarkę oraz ewentualnie interwencja organizacji międzynarodowych jak Unia Europejska. 

Ale chwila, ktoś w tym momencie mógłby przypomnieć że przecież rolą państwa jest właśnie ograniczać prawnie możliwość powstawania wielkich firm dyktujących warunki na rynku. Co z przepisami prawa gospodarczego, ustawami antymonopolowymi czy ustawami o ochronie konkurencji i konsumentów? Mówiąc najdelikatniej, to nie działa w praktyce. Gdyby było inaczej korporacji z tak dużymi wpływami by po prostu nie było, a rynek nie byłby tak mocno skoncentrowany w ich rękach.
Dzieje się tak dlatego iż przepisy tego typu mogą zostać wykorzystane praktycznie przeciwko każdemu przedsiębiorstwu, które można oskarżyć np. o celowe obniżanie cen (tzw. dumping), jak i celowe zawyżanie cen czyli nadużywanie pozycji dominującej na rynku, tworzenie monopolu itd. Nawet jak cena produktu lub usługi pozostaje na poziomie ceny konkrecyjnej to zawsze można firmę oskarżać o branie udziału w tzw. zmowie cenowej. W praktyce przez te przepisy najlepiej przebijają się przedsiębiorstwa najsilniej lobbujące. I na tym polega cały paradoks: przepisy które oficjalnie mają chronić wolną konkurencję i zapobiegać powstawaniu monopoli i oligopoli w rzeczywistości dają efekt odwrotny: ograniczają konkurencję i wynoszą na piedestał największe i najsilniejsze korporacje. Przyczyna jak zawsze ta sama: zamknięte grupy interesów, pomiędzy politykami, a ludźmi wielkiego biznesu.

Etatyzm i interwencjonizm państwowy - czyli plutokracja w praktyce

Etatyzm to mówiąc najprościej system oparty o gospodarkę mieszaną (państwowo-prywatną), w którym co prawda funkcjonują prywatne przedsiębiorstwa ale podlegają państwowej kontroli, a w gospodarce państwo rości sobie prawo do daleko idącej interwencji, jak i samo przejmuje wiele jej dziedzin, a w niektórych ma całkowity monopol. Wbrew pozorom obecnie w większości krajów to właśnie etatyzm jest system dominującym a nie kapitalizm i wolny rynek jak wielu sądzi. Państwowa interwencja sięga bardzo daleko zarówno w gospodarce, polityce monetarnej jak i życiu zwykłych obywateli.

Jak działa etatyzm możemy zobaczyć na grafice poniżej:





















Przesada? A co jeśli powiem że państwo polskie zabiera zwykłemu obywatelowi nawet 2/3 zarobków (uwzględniając wszystkie podatki)? Jak to się odbywa możemy zobaczyć na filmie poniżej:



Podsumowując:
Etatyzm to system, rozrośniętych wpływów państwa, który żywi się pracą zwykłych obywateli, tworząc tym samym zamknięte grupy interesów: polityków, urzędników, służb, bankierów, ludzi wielkiego biznesu, mafii, różnego rodzaju cwaniaków i kombinatorów. Niewiele ma to wspólnego z wolnym rynkiem, gdzie powinna panować wolna konkurencja i swoboda działalności. Taki system można by nazwać spokojnie także korporacjonizmem czy zwykłą plutokracją (rządy najbogatszych).

Najbogatsi nie lubią wolnego rynku

Zastanawiałeś/aś się kiedyś jak to jest, że pomimo powszechnej opinii jakoby gospodarka kapitalistyczna oparta na wolnym rynku i poszanowaniu własności prywatnej sprzyjała tylko ludziom bogatym i wpływowym jednocześnie w większości państw wybory notorycznie wygrywają partie socjaldemokratyczne, chadeckie i tym podobne, przeciwne wolnorynkowej gospodarce, z kolei partie liberalne osiągają dużo gorsze wyniki, a partie wyjątkowo silnie stawiające na wolny rynek (libertariańskie) mają wręcz symboliczne poparcie? Dlaczego najbogatsi nie lobbują za takimi ugrupowaniami i nie wywindują je do władzy? Odpowiedź nasuwa się sama: dlatego iż jak już pisałem wyżej to właśnie etatyzm i interwencjonizm państwowy sprzyjają dużym korporacjom i ludziom wielkiego biznesu więc to właśnie za takimi systemami lobbują najsilniej. 

Być może w tym momencie niektórzy uznają to za nieprawdę, czy wręcz jakąś teorię spiskową. Pozwolę sobie więc przytoczyć kilka przykładów:
  • Goldman Sachs - jeden z największym banków inwestycyjnych na świecie, w roku 2008 wydali ponad milion dolarów na kampanię Baracka Obamy, w dużej mierze dzięki temu został on prezydentem USA
  • Warren Buffett - amerykański inwestor, jeden z najbogatszych ludzi na świecie (4 miejsce na liście forbes), jednocześnie znany ze swoich antykapitalistycznych poglądów, jest zdania że "czas, aby rząd sprawił, by wszyscy poświęcali się w równy sposób" (chodzi o znaczną podwyżkę podatków dla najbogatszych)
  • George Soros - amerykański finansista i spekulant walutowy, kolejny przykład antykapitalistycznego miliardera, głoszący m. in. ideę tzw. społeczeństwa otwartego czy zwiększenie interwencji państwa w rynki finansowe 
  • Bill Gates - znany wszystkim założyciel firmy Microsoft, wielokrotnie przodujący w rankingach najbogatszych ludzi świata, jednocześnie otwarcie popiera podatki progresywne, podobnie jak Buffet nawet sam wyraża ubolewanie że płaci zbyt niskie podatki, propagator państwowej służby zdrowia, krytyk wolnego rynku. Swego czasu także na konferencji poświęconej zmianom klimatycznym przedstawił pogląd że emisję CO2 można zmniejszyć poprzez ... zmniejszenie liczby ludności o 15% przy pomocy programów zdrowia reprodukcyjnego oraz stosowaniu odpowiednich szczepionek (dość specyficzna forma ochrony środowiska)
  • Nick Hanauer - kolejny amerykański miliarder nie lubiący wolnego rynku, popierający podatki progresywne, w głoszonych przez niego poglądach można się dowiedzieć także m. in. że przedsiębiorcy tak naprawdę nie tworzą miejsc pracy, a podniesienie płacy minimalnej zmniejsza bezrobocie
  • Richard Branson - brytyjski miliarder, właściciel koncernu Virgin Group, krytyk kapitalizmu, który według niego miałby zastąpić tzw. kapitalizm 24902 (nazwa od 24 902 mil, które ma Ziemia). Nowa wersja kapitalizmu miałaby stawiać na zrównoważony rozwój i kierować się "dobrem ludzkości"
  • King Camp Gillette - przykład z kolei już historyczny, żyjący na przełomie XIX i XX wieku w USA Gillette był zwolennikiem socjalizmu, w swoich publikacjach wieszczył upadek kapitalizmu i nastanie socjalistycznego raju, jednocześnie jednak założył jedną z największych korporacji na świecie, produkującą żyletki do golenia
Powyższe przypadki to tylko przykłady, w których widzimy jawne propagowanie poglądów antykapitalistycznych przez miliarderów. Nie wiadomo jednak jak duże jest to zjawisko nieoficjalnie, czyli ile spraw zostaje załatwianych "pod stołem" poza widokiem opinii publicznej. Zgadywać można że bardzo duże, jako że etatyzm i korporacjonizm mają się dobrze a wszem i wobec straszy się bliżej nieokreślonym "neoliberalizmem". Co to oznacza dla zwykłych ludzi? Coraz większy rozrost państwa, wzrost biurokracji, podwyżki podatków, podwyższanie wieku emerytalnego, a państwowy dług i tak rośnie w nieskończoność. 

Wolny rynek i infoanarchizm - młot na korporacjonizm

Dlaczego korporacje i miliarderzy tak nie lubią wolnego rynku? Dlatego że chcą kapitalizmu dla siebie i socjalizmu dla innych. A to wpisuje się w tzw. dylemat więźnia, o którym pisałem już kiedyś na blogu. Mówiąc najprościej oni chętnie umawiają się ze społeczeństwem na wyższe podatki czy wyższe koszty działalności, ponieważ po pierwsze: lepiej sobie z nimi poradzą niż potencjalna konkurencja, a wzrost konkurencji to dla nich większa strata niż te obciążenia, po drugie i ważniejsze: wiedzą że wiele z tych obciążeń uda im się uniknąć dzięki swoim dużym wpływom (wykorzystując lobbing, korupcję i rady od najlepszych prawników). 
No dobra ale jak wolny rynek miałby konkretnie poprawić sytuację?
Przede wszystkim spowodowałby znaczne rozproszenie rynku. Znika problem biurokracji i klin podatkowy, powstaje zatem wiele mikro-, małych oraz średnich przedsiębiorstw. Tym samym tworzą się nowe miejsca pracy, spadek bezrobocia powoduje wzrost płac (przedsiębiorcy muszą rywalizować o pracowników a nie na odwrót jak jest przy wysokim bezrobociu, w dodatku ludzie znacznie więcej dostają do ręki, gdyż państwo już im nie nalicza wysokich podatków), a dużym korporacjom zaczyna rosnąć konkurencja, nie mogą więc tak jak do tej pory utrzymywać swoich wpływów, hierarchia społeczna zaczyna się zawężać. Przedsiębiorstwa zaczynają między sobą rywalizować, co prowadzi do spadku cen produktów i usług, przy jednoczesnej poprawie ich jakości, następuje także szybki rozwój technologiczny. Wizja zbyt optymistyczna? Pewną namiastkę mieliśmy już kiedyś w Polsce. Po przyjęciu tzw. Ustawy Wilczka w 1988 r. która w wyjątkowo prosty i liberalny sposób regulowała prowadzenie działalności gospodarczej powstało w naszym kraju około 2 mln nowych firm (głównie małych i średnich) i od 5 do nawet 6 mln miejsc pracy. Szkoda tylko że w latach kolejnych, już po transformacji ustrojowej, coraz bardziej odeszliśmy od tej ustawy na rzecz rozrostu biurokracji i obciążeń podatkowych, czego skutki widzimy do dnia dzisiejszego. Nie wspominając już o niezliczonej liczbie afer politycznych, tworzenia grup interesów, "kolesiostwa", które mieliśmy w Polsce przez te wszystkie lata.

Pozostaje jeszcze zatem pytanie: czy na wolnym rynku możliwe jest powstanie monopolu (bez wsparcia państwa)? Odpowiedź: tak, ale tylko w sytuacji jeśli taka wielka firma utrzymuje swoje produkty tudzież usługi na bardzo wysokim poziomie oraz oferuje wyjątkowo konkurencyjne ceny co nie jest szkodliwe ani dla konsumentów ani dla rynku jako takiego. Co jeszcze ważniejsze: utrzymanie takiego monopolu jest bardzo trudne, a na dłuższą metę praktycznie nierealne. Dzieje się tak dlatego, że przy pełnej swobodzie wchodzenia na rynek dla każdego oraz wolnej konkurencji, prędzej czy później nawet najpotężniejszemu przedsiębiorstwu wyrośnie konkurencja. Proces ten zaburzyć może jednak prawo własności intelektualnej, a zwłaszcza prawo patentowe. Dlatego wraz z wolnym rynkiem powinien pójść w parze tzw. infoanarchizm, czyli odrzucenie lub przynajmniej ograniczenie prawa własności intelektualnej, które swoją drogą godzi w własność prywatną (przykładowo przedsiębiorca nie może użyć własnych środków produkcji, bo zabrania mu patent posiadany przez konkurencję).   

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Opodatkowanie najbiedniejszych w Polsce

Podobno jedną z podstawowych funkcji państwa jest zapewnienie obywatelom pewnego minimum socjalnego niezbędnego do przeżycia. Tymczasem najbiedniejsi Polacy jedyne czego mogą być głównie pewni to konieczność wywiązania się z obciążeń podatkowych, które w dodatku systematycznie rosną.

Kwota wolna od podatku w Polsce

Kwota wolna od podatku to kwota rocznego dochodu niepowodującego obowiązku zapłaty podatku dochodowego. W Polsce wynosi ona 3091,00 zł.

W porównaniu z innymi państwami jest to kwota wyjątkowo niska, co możemy zobaczyć na poniższej tabeli:

Kraj
Kwota wolna od podatku
 Niemcy33 902 zł
 Wielka Brytania50 600 zł
 Francja25 066 zł
 Austria45 870 zł
 Finlandia67 137 zł
 Polska  3 091 zł
Źródło: worldwide-tax.com
 

Tak wygląda to na tle bogatych krajów zachodnich. A jak wygląda to na tle krajów biednych? Również bardzo marnie:

Kraj
Kwota wolna od podatku
 Kolumbia45 172 zł
 Namibia14 250 zł
 Tajlandia14 040 zł
 Botswana12 384 zł
 Zambia12 878 zł
 Maroko11 127 zł
 Tanzania7 408 zł
 Polska  3 091 zł
Źródło: Ernst&Young, Worldwide Personal Tax Guide

Co to oznacza w praktyce? 


Po pierwsze: to że Polacy nawet żyjący na granicy ubóstwa muszą zapłacić podatek dochodowy, co zostało zobrazowane na wykresie i tabeli poniżej:


































Po drugie: podatek dochodowy uderza głównie w najbiedniejszych, o czym pisałem już kiedyś w wpisie Ukryte podatki. Dzieje się tak dlatego, że od rocznego dochodu nie odlicza się po prostu 18%, a 18% minus kwota zmniejszająca podatek stanowiąca 556,02 zł. Kwota wolna od podatku wynosi 3091 zł, ponieważ przy takim właśnie dochodzie podatek do zapłacenia wynosi 0 zł (18% * 3091 zł – 556,02 zł = 0,36 zł, po zaokrągleniu 0 zł). Tak więc im wyższa kwota wolna od podatku tym więcej zostanie w kieszeni podatnika (przez większą kwotę zmniejszającą podatek), a im niższa tym więcej wyniesie podatek. 
 Ktoś jednak byłby teraz przypomnieć, że 18% to tylko pierwsza stawka PIT, ale przecież lepiej zarabiający płacą drugą stawkę czyli 32%. Należy pamiętać że każdego roku liczba obywateli łapiących się na 32% podatku dochodowego waha się w granicach 1-2%, a więc ponad 98% Polaków obejmuje stawka PIT w wysokości 18%. Poza tym stawka 32% obejmuje jedynie nadwyżkę dochodów przekraczających 85 528 zł, a nie cały dochód. 

Wysokość podatku dochodowego w praktyce

Według statystyk GUS, przeciętna miesięczna pensja w Polsce wynosi obecnie 3823 zł. W skali roku wynagrodzenie przeciętnego Polaka osiąga więc wartość 45 876 zł. Ta statystyka jest jednak jednak mocno przekłamana, ponieważ wlicza się do niej jedynie zatrudnionych w firmach zatrudniających co najmniej 10 osób (zaledwie 34% wszystkich zatrudnionych). Ale o tym napiszę trochę później.  

Zamiast tego kilka ciekawych przykładów z rocznym dochodem wynoszącym 45 876 zł (rzekoma polska średnia krajowa)

Kraj
Kwota wynagro-
dzenia
 Najniższa stawka PIT
Kwota wolna od podatku
Podatek do zapłatyEfektywna stopa opodatkowania
 Niemcy45 876   14%33 902 zł   1 676 zł      4%
 Wielka Brytania   20%50 600 zł          0 zł      0%
 Francja   5,5%25 066 zł   1 145 zł      2%
 Austria 36,5%45 870 zł          2 zł0,005%
 Finlandia  6,5%67 137 zł          0 zł       0%
 Kolumbia  19%45 172 zł      134 zł    0,3%
 Namibia  18%14 250 zł   5 693 zł     12%
 Tajlandia   5%14 040 zł   1 592 zł       3%
 Botswana   5%12 384 zł   1 675 zł       4%
 Maroko 10%11 127 zł   3 475 zł       8%
 Tanzania   2%  7 408 zł      769 zł       2%
 Polska  18%  3 091 zł   7 701 zł     17%

Jak widzimy z powyżej tabeli w takiej Wielkiej Brytanii, pomimo iż najniższa stawka PIT wynosi 20% (a więc o 2% więcej niż w Polsce) przy dochodzie 45 876 obywatel nie zapłaci podatku dochodowego, w Austrii z kolei chociaż pierwsza stawka PIT to aż 36,5% obywatel przy takim dochodzie zapłaci 2 zł podatku, a Polak z takim dochodem zapłaciłby całe 7 701 zł. A wszystko przez to że kwota wolna od podatku jest u nas nawet kilkunastokrotnie niższa w porównaniu z innymi krajami.

Zamrożenie kwoty wolnej od podatku, czyli sposób na niewidoczną podwyżkę podatku dochodowego

Praktycznie każdego roku mamy do czynienia z podwyższeniem płacy minimalnej (a już zwłaszcza w roku, w którym wypadają ważne wybory). Tymczasem dla osób najmniej zarabiających o wiele korzystniejsze byłoby znaczne podwyższenie kwoty wolnej od podatku, nie mówiąc już o całkowitej likwidacji podatku dochodowego. Takie rozwiązanie w dodatku byłoby zdecydowanie lepsze dla gospodarki, ponieważ zostałoby więcej pieniędzy w kieszeniach podatników, w dodatku płaca minimalna zwiększa poziom bezrobocia.

Dlaczego zatem politycy chętnie podwyższają płacę minimalną a nie kwotę wolną od podatku? 
Po pierwsze: dlatego że płaca minimalna jest kryterium bardziej widocznym dla ludzi, stwarza pozory że od tego roku nikt nie zarobi mniej od danej sumy. Ale nie należy przecież zapominać, że liczy się ile pieniędzy pracownik dostanie "do ręki" oraz o tym że płaca minimalna nie obejmuje wszystkich umów o pracę. 
Po drugie: jest to przeniesienie odpowiedzialności na przedsiębiorców, to oni mają się martwić skąd brać pieniądze na koszty pracy swoich pracowników a nie rząd, który musiałby się głowić jak domknąć budżet z mniejszymi wpływami z podatku dochodowego.
Po trzecie w końcu: zamrożenie kwoty wolnej od podatku to w praktyce podwyżka podatku dochodowego. Dzieje się tak dlatego iż ciągle występująca inflacja powoduje spadek wartości pieniądza i wzrost cen dóbr i usług, czyli za tę samą sumę można kupić mniej. 

A jak kształtowała się kwota wolna od podatku w ostatnich latach?

Od roku 2009 kwota nie została podwyższona (i w 2015 też nie będzie jej podwyższenia). Mamy więc gotowy sposób rządu na podwyższanie podatku dochodowego co roku, bez konieczności przyjęcia ustawy, w sposób niewidoczny dla przeciętnego obywatela. Ostatnio kwota wolna od podatku została podwyższona w 2009 roku, z 3089 do 3091 zł :). I jeszcze w roku 2003 wynosiła ona 2789,89 zł. Jak widać także przed 2009 waloryzacja KWoP była wyjątkowa niska. 

Tak wygląda porównanie wzrostu kwoty wolnej od podatku w Polsce i w Anglii:

































Widać różnicę prawda?

Podatek dochodowy to nie jedyny podatek

Jak już pisałem Polak żyjący poniżej minimum socjalnego a nawet tzw. minimum egzystencji musi zapłacić podatek dochodowy. A to nie koniec. Wydając sumę która mu została zapłaci jednocześnie jeden z podatków pośrednich (VAT, akcyza itd.). Trochę dokładniej opisałem to w wpisie Wszyscy płacą podatki. Nie wspominając o inflacji i tym podobnych ukrytych formach opodatkowania. 

Biedę można zmniejszyć.... statystyką

Jak już pisałem wcześniej według GUS, przeciętna miesięczna pensja w Polsce wynosi obecnie 3823 zł brutto. Tymczasem 2/3 Polaków zarabia poniżej tej kwoty? Jak to możliwe? Kwestia sposobu liczenia. Do wyliczenia średniej krajowej bierze się pod uwagę tylko pensje pracowników w przedsiębiorstwach zatrudniających co najmniej 10 osób oraz tylko pracowników zatrudnionych w oparciu umowę o pracę. A więc nie wlicza się pracowników z umową zlecenie, o dzieło czy chociażby pracujących w firmach z liczbą pracowników 1-9.

Inny przykład "zmniejszenia biedy" widzimy na schemacie poniżej:

Strony z których korzystałem pisząc ten wpis: