Social Icons

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Jakie zmiany przyniesie rok 2016?

Nadciąga nowy rok, a z nim jak zawsze pewne zmiany w prawie, gospodarce, itd.

Nadchodzące zmiany to przede wszystkim:
  • Zmiany w przepisach o opodatkowaniu dochodów nieujawnionych (opodatkowane stawką 75%)- Zgodnie z nowelizacją ustawy do definicji nieujawnionych przychodów trafią także te ze źródeł ujawnionych (czyli na przykład z firmy) , ale w ocenie skarbówki zbyt wysokie i niemające pokrycia w dokumentach. W definicji pojawia się również nadwyżka wydatków nad przychodami, o ile podatnik nie będzie w stanie wskazać dochodów, z których podejrzane wydatki zostały sfinansowane
  • Zmiany w działaniu urzędów skarbowych - Jak wynika z projektu ustawy o administracji podatkowej, od 1 stycznia 2016 r. w urzędzie skarbowym będzie można nie tylko rozliczyć podatki oraz otrzymać konieczne zaświadczenia, ale także zarejestrować firmę i złożyć dokumenty do ZUS. Przedsiębiorcy prowadzący działalność krócej niż 18 miesięcy do pomocy dostaną asystenta. Po wejściu w życie nowej ustawy każdy urząd skarbowy będzie musiał obsłużyć podatnika bez względu na miejsce jego zamieszkania (koniec rejonizacji)
  • Zmiany w prawie pracy - Za najważniejszą zmianę uznać należy wprowadzenie maksymalnego okresu, na jaki mogą być zawierane umowy o pracę na czas określony (33 miesiące). Do tej pory kwestia ta nie była w jakikolwiek sposób uregulowana, co dawało pracodawcom dużą swobodę przy ustalaniu okresu, na jaki zawierane były terminowe umowy o pracę. Wieloletnie umowy o pracę na czas określony były ograniczane jedynie przez sądy pracy, które wskazywały, że takie umowy mogą stanowić obejście przepisów prawa.
  • Rodzinne Ośrodki Diagnostyczno-Konsultacyjne (RODK) zostaną zastąpione przez opiniodawcze zespoły sądowych specjalistów (OZSS) - niestety poza zmianą nazwy instytucji praktycznie nic się nie zmieni
  • Ustawowa płaca minimalna wzrośnie z 1750 do 1850 zł
  • Prawdopodobnie zostaną wprowadzone nowe podatki dla banków i hipermarketów 
  • Możliwe że rozpocznie się proces likwidacji gimnazjów i zostaną wprowadzone reformy w szkolnictwie i edukacji, w tym odejście od obowiązku szkolnego dla 6-latków

środa, 23 grudnia 2015

Dlaczego tylko wolny rynek jest w stanie zapewnić godne płace?

Wyobraź sobie taki produkt:
Jego ilość na rynku rośnie w dość wolnym tempie, natomiast jego jakość ciągle się poprawia. Istnieje również na niego duży popyt, który ciągle rośnie. Jak kształtowałyby się ceny takiego towaru? Nie trzeba być ekonomistą żeby stwierdzić że ciągle by rosły. Taki produkt istnieje, jest nim.... ludzka praca.


Podaż siły roboczej rośnie stosunkowo wolno, bo przecież ludzi nie przybywa w nie wiadomo jakim tempie. Wraz z rozwojem gospodarczym wzrasta krańcowa produktywność pracy, a popyt na pracę jest duży, ponieważ jest ona najrzadszym i najcenniejszym z zasobów. Jest tak dlatego, że po pierwsze praca jest jedynym z zasobów koniecznych przy każdym etapie produkcji a po drugie cechą kapitału ludzkiego jest wyłączność, czyli nie można go podzielić tak jak jest z kapitałem rzeczowym, czy finansowym. Człowiek wykonujący pracę w danej firmie nie może jej wykonywać w tym samym czasie w innej firmie, a swojej wiedzy czy umiejętności nie może podzielić na kilka równoczesnych działań. Dlatego też płaca (czyli cena pracy) w gospodarce rynkowej ciągle rośnie. Ze względu na duży popyt na pracę, nie ma również większego problemu z bezrobociem. Ciągła produkcja, wzrost podaży dóbr, powoduje spadek ich cen na rynku, co również zwiększa płace realne. Tak właśnie było przez większość epoki kapitalizmu i rewolucji przemysłowej, kiedy z jednej strony płace rosły, a z drugiej ceny spadały, więc płace realne rosły dosyć szybko.

Niestety kiedy państwo zaczyna w ten proces ingerować, rodzą się problemy. Możemy sobie wyobrazić co by było gdyby w cenę wspomnianego wyżej produktu wliczony był wysoki podatek, np. 40%, wówczas popyt nie niego by spadł, więc cena już byłaby niższa (to odpowiednik klina podatkowego, wysokiego opodatkowania pracy). Do tego konsumenci tego produktu są objęci ścisłymi regulacjami, mniej konsumentów, znowu popyt mniejszy i produkt robi się tańszy (to odpowiednik regulacji państwowych dla pracodawców). Cena produktu już mocno spadła, a tu jeszcze trafia się ustawowa cena minimalna, nie można obniżyć ceny produktu, nawet jeśli nie schodzi, część towarów więc zalega półki w sklepie (to kolejno odpowiedniki płacy minimalnej wyższej niż płaca rynkowa i bezrobocia). Podsumowując interwencja państwa w gospodarkę obniża płace oraz tworzy bezrobocie. Płace realne zostają dodatkowe obniżone przez opodatkowanie pracowników oraz zwiększanie podaży pieniądza przez bank centralny, co skutkuje wzrostem cen na rynku.

niedziela, 22 listopada 2015

Dlaczego logika czasem nas zawodzi?

Człowiek to najbardziej racjonalna istota na ziemi. Nasz rozwinięty mózg pozwala nam w odróżnieniu od zwierząt na myślenie abstrakcyjne i racjonalne. Niestety też mechanizm nie jest idealny. Ludzki mózg przetwarza 400 miliardów bitów informacji na sekundę, z czego jedynie 2 tys. jesteśmy świadomi. Dzieje się tak dlatego że "racjonalna” część mózgu, czyli nowa kora mózgowa ukształtowała się całe miliony lat później niż „emocjonalna” a więc pień mózgu, układ limbiczny itd. To wszystko sprawia że niekiedy ulegamy błędom poznawczym i logicznym, pewnym skrótom myślowym, przez co wyciągamy fałszywe wnioski, choć w pierwszej chwili wydają się nam one słuszne.


Heurystyki wydawania sądów

Są to pewne uproszczone reguły wnioskowania. Posługujemy się nimi automatycznie i bezwiednie po to, aby wydawać szybkie sądy. Stosowanie heurystyk często prowadzi do wystąpienia błędów poznawczych.

Heurystyki wydawania sądów dzielą się na trzy grupy:
  • Heurystyka dostępności - przypisywanie większego prawdopodobieństwa zdarzeniom, które łatwiej przywołać do świadomości i są bardziej nacechowane emocjonalnie. Przykładowo osoby, które padły ofiarą kradzieży, przeceniają możliwość wystąpienie takiego zdarzenia w przyszłości. Częstotliwość wypadków lotniczych jest uznawana za znacznie wyższą zaraz po każdym takim wypadku, chociaż zdarzają się rzadziej niż np. wypadki samochodowe. Podobnie ludzie bardziej obawiają się bardzo rzadkich przyczyn śmierci, jeśli są one dramatyczne: atak rekina, zamach terrorystyczny. Z tą heurystyką wiąże się również tzw. błąd konfirmacji, czyli tendencja do preferowania informacji, które potwierdzają wcześniejsze oczekiwania i hipotezy, niezależnie od tego, czy te informacje są prawdziwe. Przykładem może być inwestor, który przecenia zalety jakiejś inwestycji, ignorując dowody, że może ona doprowadzić do strat. Innym przykładem może być wiara w uzdrowienie przy pomocy danej terapii, bez zweryfikowania alternatywnego wyjaśnienia naukowego, na takiej naiwnej wierze bazuje wielu oszustów podających się za uzdrowicieli. Błąd konfirmacji jest też źródłem wielu znanych przesądów oraz mitów
  • Heurystyka reprezentatywności - dokonywanie klasyfikacji na podstawie częściowego podobieństwa do przypadku typowego, charakterystycznego, reprezentatywnego, który już znamy. Przykładowo, mamy takie pytanie: „Steve jest bardzo nieśmiały i wycofany. Zawsze jest chętny do pomocy, ale nie interesuje się zbytnio ludźmi ani rzeczywistością. Jest człowiekiem porządnym i potulnym, ma potrzebę porządku i jasno określonej struktury, jest bardzo dbały o szczegóły. Co jest bardziej prawdopodobne – czy to, że Steve jest bibliotekarzem, czy to, że jest rolnikiem?". Ludzie zazwyczaj skłaniają się do odpowiedzi że jest bibliotekarzem, jako że jego osobowość stereotypowo pasuje do tego zawodu. Tymczasem bardziej prawdopodobnym jest że Steve jest rolnikiem, ponieważ rolników jest zdecydowanie więcej (np. w USA na jednego bibliotekarza przypada 20 rolników). Tak więc jest bardziej prawdopodobne że Steve jest nieśmiałym i potulnym rolnikiem, niż nieśmiałym i potulnym bibliotekarzem
  • Heurystyka zakotwiczenia i dostosowania - uproszczona metoda wnioskowania polegająca na oparciu się (zakotwiczeniu) na jakiejś informacji, a następnie zmodyfikowaniu jej (dostosowaniu się do niej) w celu uzyskania odpowiedzi na pytanie lub wydania sądu. Przykładem jest pewien eksperyment, gdzie badacze poprosili osoby badane o oszacowanie jaki procent krajów afrykańskich należy do ONZ. Jako punkt wyjściowy potraktowano liczbę wskazaną przez koło ruletki, a badani mieli oszacować, czy procent krajów jest większy, czy mniejszy od tego, który wskazała ruletka oraz podać ile on − według nich − wynosi. W grupie A koło ruletki wskazało 10%, a mediana z oszacowania osób badanych wyniosła 25%. W grupie B koło ruletki wskazało 65%, a mediana z oszacowania osób badanych wyniosła tym razem 45%. Jak widać ta heurystyka sprawia, że osoba przy umiejętnym użyciu sugestii potrafi odpowiednio nakierować rozmówcę na odpowiedzieć. Tak samo np. ludzie zapytani "Z jaką prędkością samochód uderzył w drzewo?" podają mniejsze wyniki niż przy pytaniu: "Z jaką prędkością samochód rozstrzał się o drzewo?". Z heurystyką zakotwiczenia i dostosowania wiąże się również efekt aureoli

Błąd koniunkcji 

Jest to błąd poznawczy i logiczny  polegający na przypisaniu koniunkcji zdarzeń (nałożenie się kilku zdarzeń losowych w tym samym czasie) wyższego prawdopodobieństwa niż pojedynczym zdarzeniom należącym do tej koniunkcji.

Błąd koniunkcji wykazał eksperyment przeprowadzony przez Amosa Tversky'ego i Daniela Kahnemana w 1982 r. Badanym zostało podane następujące pytanie:

"Linda ma 31 lat, jest otwartą, inteligentną, i niezamężną kobietą. Ukończyła filozofię. Jako studentka poświęcała dużo czasu problemom sprawiedliwości społecznej i dyskryminacji, uczestniczyła też w demonstracjach antynuklearnych. Co jest bardziej prawdopodobne?
-Linda pracuje w banku
-Linda pracuje w banku i jest aktywną działaczką ruchu feministycznego"

85% badanych wybrało odpowiedź nr 2. Jednak prawdopodobieństwo jednoczesnego wystąpienia dwóch zdarzeń nie może być większe niż prawdopodobieństwo wystąpienia któregokolwiek z nich ocenianego pojedynczo, gdyż dodatkowe kryteria mogą jedynie zmniejszyć prawdopodobieństwo. Przykładowo, nawet jeśli prawdopodobieństwo tego że Linda pracuje w banku jest bardzo małe (np. 5%), a prawdopodobieństwo że jest aktywną feministką jest bardzo duże (np. 95%), to nadal prawdopodobieństwo obu tych zdarzeń jednocześnie nie może być większe niż prawdopodobieństwo tego, że pracuje w banku i wynosi 4,75%.

Paradoks Monty Halla 

Nazwa paradoksu pochodzi od Monty’ego Halla, prowadzącego teleturnieju "Let’s make a deal" (w polskiej wersji znanego jak "Idź na całość"). 

Sytuacja wygląda następująco: gracz ma do wyboru jedną z trzech bramek, tylko w jednej z nich jest nagroda. Po dokonaniu wyboru, prowadzący odsłania jedną z dwóch pozostałych bramek i okazuje się że tam nie ma nagrody. Teraz gracz ma wybór albo zostać przy pierwotnie wybranej bramce albo ją zmienić. Intuicyjnie wydaje się że to nie żadnego znaczenia, bo skoro zostały dwie bramki szansa na wygraną i tak wynosi 1/2. Tymczasem jak się okazuje zmiana bramki podwaja jego szansę na wygraną. Jak?

Przykładowo:
Gracz obstawił bramkę nr 1, prowadzący odsłonił bramkę nr 3 bez nagrody. Teraz zostają bramka nr 1 i bramka nr 2. Pozostanie przy bramce nr 1 okaże się skuteczną strategię tylko i wyłącznie wtedy gdy gracz od samego początku gry miał rację, a na to szansa wynos 1/3. Jeśli jednak pierwszy wybór był chybiony, a na to szansa wynosi 2/3, to zmiana bramki okaże się taktyka skuteczną. I właśnie dlatego zmiana decyzji zwiększa szansę na wygrana z 1/3 do 2/3. 

wtorek, 3 listopada 2015

Eksperyment Johnsona - siła sugestii

W roku 1939 w Davenport w stanie Iowa został przeprowadzony wyjątkowo nieetyczny eksperyment na dzieciach, którego sprawcami byli znany i ceniony w USA logopeda Wendell Johson i jego studentka Mary Tudor. Celem badania było odkrycie przyczyn jąkania oraz udowodnienie wpływu perswazji na tę wadę wymowy. Miało ono też potwierdzić, że poprzez sugestię można wywołać jąkanie u zdrowych ludzi. Do eksperymentu wybrano 22 dzieci, wszystkie pochodziły z jednego domu dziecka. Tylko 10 z nich jąkało się naprawdę przed rozpoczęciem testów.



W eksperymencie pomagało Johnsonowi 6 studentów, jednak decydującą rolę odegrała w nim Mary Tudor, która pisała pracę dyplomową u Johnsona. To ona podjęła się zastosowania środków perswazji w praktyce. Studentka co kilka tygodni pojawiała się w sierocińcu i na osobności rozmawiała z każdym dzieckiem z osobna około 45 minut. Samym dzieciom powiedziano, że pani przyjeżdża, by pomóc im w wymowie. Uprzednio dzieci podzielono na dwie grupy. Te z pierwszej grupy Tudor cały czas chwaliła za poprawną mowę. Nawet jeśli się jąkały, zapewniała, że to tylko przejściowe i że w rzeczywistości mówią bardzo dobrze. Natomiast dzieciom z grupy drugiej Tudor powtarzała, że mówią źle. Nawet jeśli w ogóle się nie jąkały, przekonywała, że wkrótce będą. Zwracała uwagę na każde nawet najdrobniejsze przejęzyczenie.

Efekty "terapii" u zdrowych dzieci przyszły bardzo szybko. Już po drugiej wizycie kobiety, bardzo trudno było namówić je do mówienia. Dzieci odmawiały wypowiadania się na zajęciach. Inne, jak Mary Korlaske, która miała wtedy 12 lat, zaczęły się jąkać. Dzieci, które nigdy nie miały kłopotów z porozumiewaniem, teraz przezywano w szkole od "jąkał". Choć badania nie trwały długo, bo tylko przez 6 miesięcy, nie ma wątpliwości, że poczyniły naprawdę duże szkody w psychice dzieci, które stały się mniej pewne siebie.

Johson miał dobre intencje, chciał pomóc osobom jąkającym się i opracować skuteczną terapię na tę wadę wymowy, co ciekawe sam na nią cierpiał. Niestety jego eksperyment przyniósł fatalne konsekwencje dla dzieci, którym problemy z mówieniem i obniżona samoocena zniszczyły życie. Z tego względu nie mógł opublikować wyników swoich badań, bał się porównań z nazistami przeprowadzających w tamtym okresie szereg okrutnych doświadczeń na ludziach w czasie II wojny światowej. Eksperyment Johsona przez studentów nazywany był "Monster Study" (potworne badania).

Wspomniana wcześniej Mary Korlaske (jedna z ofiar eksperymentu) nigdy nie wybaczyła Mary Tudor tego, co z nią zrobiła, pozbawiając ją wiary w siebie i powodując u niej nawyk jąkania w kryzysowych sytuacjach. Po latach Korlaske wysłała do Tudor list, w którym nazwała ją nazistką i potworem. Napisała także: "Pamiętam twoją twarz, to, że byłaś dla mnie miła i wyglądałaś jak moja mama. Ale byłaś tam po to, by zniszczyć moje życie". Badacze mieli ogromne wyrzuty sumienia z powodu konsekwencji swojego eksperymentu. Po jakimś czasie Mary Tudor powróciła do domu dziecka, by przeprowadzić terapię, która miała zniwelować skutki poprzedniej. Starała się przekonywać dzieci, że nigdy się nie jąkały. W głębi serca wiedziała, że swoim zachowaniem uczyniła im szkodę, wierzyła, jednak że można cofnąć następstwa testów. Przed swoją śmiercią Tudor wyznała, że żałuje tego, co się stało. Przyznała, iż wraz z Johnsonem powinni zrobić więcej, by naprawić swoje błędy. Po wojnie Tudor pracowała jako logopeda w szkołach. Jej uspokajający i przekonywający głos dobrze wpływał na postępy u dzieci. Oczywiście tym razem jednak nikomu nie wmawiała, że się jąka.

Prawda o okrutnym eksperymencie wyszła na jaw dopiero w 2001 roku za sprawą artykułu w dzienniku "San Jose Mercury News". Co ciekawe, niektórzy badani nie zdawali sobie sprawy, że padli ofiarą eksperymentu. W 2007 roku 6 dzieci, które były królikami doświadczalnymi, otrzymało odszkodowanie w wysokości 925 tysięcy dolarów. Niektórzy przez całe życie borykali się z jąkaniem, inni mieli trudności w szkole oraz stali się zamknięci w sobie.

Mimo swoich fatalnych konsekwencji eksperyment udowodnił jak wielka potrafi być siła sugestii, osoba zdrowa może zacząć się jąkać tylko dlatego że zostało to jej wmówione. Dodatkowo na sugestie wyjątkowo podatne są dzieci a zaniżana samoocena w dzieciństwie rzutuje na całe życie. Badanie nie wyjaśniło jednak pełni przyczyn jąkania się, np. tego dlaczego niektórzy jąkają się od urodzenia.

niedziela, 4 października 2015

Huśtawka emocjonalna

Huśtawka emocjonalna to jedna z technik wpływu społecznego. Jej mechanizm polega na wprowadzeniu osoby w stan lęku, następnie po nieoczekiwanym i nagłym wycofaniu bodźca wywołującego daną emocję, następuje ulga, której towarzyszy stan bezrefleksyjności. Owa sekwencja emocji sprzyja zwiększonej uległości wobec próśb, bądź sugestii kierowanych do osoby poddanej technice. Mechanizm działania huśtawki emocjonalnej został po raz pierwszy opisany przez polskich psychologów, Dariusza Dolińskiego i Ryszarda Nawrata w 1998 roku



Dobry i zły glina

Dobry i zły policjant to częsty motyw znany z filmów i literatury. Polega on na niczym innym jak na wykorzystaniu mechanizmu huśtawki emocjonalnej. Początkowo przesłuchiwanie przebiega w drastyczny sposób, podejrzany odmawia składania zeznań, jest traktowany w brutalny sposób - krzyczy się na niego, poniża i grozi surowymi konsekwencjami w razie odmowy współpracy. Następnie miejsce „złego policjanta” zajmuje „dobry”, który odnosi się do podejrzanego z należytym szacunkiem. Oferuje mu na przykład papierosa czy kawę. Zazwyczaj podejrzany w zaskakujący sposób zmienia swoje nastawienie, zaczyna współpracować i zeznawać, często pogrążając siebie oraz swoich wspólników. Na podstawie strategii stosowanej przez policjantów, badacze zauważyli, że to właśnie wprowadzenie emocji lęku i jej nieoczekiwane wycofanie powoduje zwiększoną uległość wobec próśb i sugestii. Przeprowadzono serię badań potwierdzających tę hipotezę. Okazało się, iż ten specyficzny stan po wprowadzeniu bodźca (lęk) i nagłym, nieoczekiwanym jego wycofaniu (ulga) związany jest ze stanem bezrefleksyjności, który ostatecznie prowadzi do uległości.

Badania na temat stanu bezrefleksyjności

Mechanizm działania huśtawki emocjonalnej związany jest ze stanem bezrefleksyjności i deficytem zasobów poznawczych. Osoby poddane działaniu owego mechanizmu, są skłonne  do myślenia o tym, co mogłoby się zdarzyć, chociaż się nie zdarzyło i wyobrażania sobie alternatywnych scenariuszy. Koncentracja na przeszłości oraz zaangażowanie w myślenie kontrfaktyczne powodują , iż jednostce brakuje wolnych zasobów poznawczych do efektywnego poradzenia sobie z aktualnym zadaniem. Natomiast deficyt zasobów poznawczych objawia się automatyczną i bezrefleksyjną odpowiedzią na bodźce docierające z zewnątrz ( w tym przypadku prośby i sugestie).

Badanie, mające na celu potwierdzenie istnienia stanu bezrefleksyjności podczas spełniania próśb przeprowadzono we Wrocławiu w 2002 roku. Polegało ono na tym, że udający niewidomą osobę student (czarne okulary, biała laska), z zaskoczenia zaczepiał ludzi wychodzących z pomieszczenia za ramię, jednocześnie wzbudzając w nich strach. W pierwszej grupie eksperymentalnej zwracał się do ludzi mówiąc „przepraszam”, natomiast w drugiej grupie pytał, ile czasu zostało do konkretnej godziny. Badacze wyszli z założenia, że obliczenie czasu będzie wymagało aktywności poznawczej i doprowadzi do stanu refleksyjności. Grupa kontrolna nie spotykała na swojej drodze „niewidomego” studenta. Każdą z osób, biorącą nieświadomie udział w badaniu, proszono o wypełnienie 5 minutowej ankiety. Zgodnie z przewidywaniami technika była skuteczna tylko w grupie ze słowem „przepraszam" (53%), jednak w pozostałych grupach prośbie uległo tylko 30% osób badanych. Owe badanie potwierdziło, iż to stan bezrefleksyjności jest przyczyną zwiększonej uległości wobec próśb i sugestii, kierowanych do osób poddanych technice huśtawki emocjonalnej.

Innym badaniem był eksperyment przeprowadzony przez Dariusza Dolińskiego i Ryszarda Nawrata w 1998 roku polegający na badaniu kierowców, którzy parkowali w niedozwolonym miejscu. W pierwszej grupie eksperymentalnej badacze zostawiali za wycieraczką samochodów ulotki, które przypominały mandat policyjny (wprowadzenie bodźca wywołującego lęk). W momencie gdy badany wracał do samochodu i zabierał rzekomy „mandat” do ręki, dochodził do wniosku, iż jest to tylko reklama produktu na porost włosów (wycofanie negatywnego bodźca - ulga). W drugiej grupie eksperymentalnej te same ulotki przyklejano do drzwi (policjanci nigdy nie dostarczają w ten sposób mandatów, dlatego kierowcy nie mieli poczucia lęku). Natomiast w grupie kontrolnej nie dawano żadnych kartek. Przed odjazdem każdego z badanych, eksperymentator wcielający się w rolę studenta zwracał się z prośbą o wypełnienie ankiety dotyczącej usprawnienia komunikacji w mieście (uzupełnienie miało zająć 15 minut). W pierwszej grupie prośbie uległo 68% osób badanych. Dla porównania w grupie z ulotką umieszczoną na klamce od drzwi było to 40%. W grupie kontrolnej jedynie 36%.

niedziela, 13 września 2015

Okno Overtona - jak przekonuje się społeczeństwo do nieakceptowalnych idei

„Okno Overtona” to model inżynierii społecznej opracowany w latach 90-tych przez Josepha P. Overtona (1960-2003), byłego wiceprezydenta amerykańskiego centrum analitycznego Mackinac Center for Public Policy. Jego teoria opiera się na interwale idei, które mogą być w każdej chwili przyjęte przez społeczeństwo i o których w rezultacie mówią otwarcie politycy nie chcący, aby postrzegano ich jako ekstremistów.

Idea przechodzi przez etapy:

  1. Unthinkable (niedopomyślenia, zabronione);
  2. Radical (radykalna; zabronione, ale z zastrzeżeniami);
  3. Acceptable (akceptowalne);
  4. Sensible (sensowne);
  5. Popular (popularne; możliwa do przyjęcia przez społeczeństwo);
  6. Policy (decyzja polityczna, legalizacja, umocnienie się w polityce państwowej).


Na wykorzystaniu „Okna Overtona” oparto techniki manipulowania opinią publiczną w celu stopniowego przyjęcia przez społeczeństwo wcześniej nieznanych mu idei, na przykład tematów tabu. Istota tej techniki polega na tym, że pożądaną zmianę opinii dzieli się na kilka etapów, z których każdy przenosi postrzeganie idei w określone stadia, a ogólnie przyjętą normę przesuwa na ich obrzeża. Powoduje to późniejsze przesunięcie samego okna, tak aby osiągnięta pozycja znów znalazła się po środku, co pozwala na przejście do kolejnego etapu w jego granicach.

Think tanks (dosłownie: zbiornik myśli) tworzą i rozpowszechniają opinie poza granicami „Okna Overtona” w celu uczynienia społeczeństwa bardziej podatnym na wszelkiego rodzaju idee w polityce. Gdy tego typu centrum chce wprowadzić jakąś ideę, którą opinia publiczna uważa za niedopuszczalną, to stopniowo wykorzystuje się model okna

Jako przykład tego, w jaki sposób można stopniowo zmienić opinię publiczną, można wymienić małżeństwa homoseksualne. Przez wiele lat w systemie „Okna Overtona” idea małżeństw homoseksualnych znajdowała się w zakazanej strefie, społeczeństwo nie akceptowało idei małżeństw między osobami tej samej płci. Ale media nieustanie wpływały na opinię publiczną popierając mniejszości homoseksualne. Małżeństwa homoseksualne zaczęto traktować jako zakazane, ale z zastrzeżeniami. Następnie jako dopuszczalne, a potem jako neutralne. Teraz postrzega się je jako „dopuszczalne z zastrzeżeniami”. Wkrótce, być może, będą w pełni akceptowalne.

niedziela, 2 sierpnia 2015

Mity na temat wolnego rynku i ich obalenie

Temat gospodarki wolnorynkowej od lat wzbudza wiele kontrowersji. W związku z tym narodziło się wiele mitów na temat tego w zasadzie nieskomplikowanego modelu gospodarczego opartego na dobrowolnej wymianie handlowej, własności prywatnej i dobrowolnych umowach między ludźmi. I dziś postaram się te mity obalić.



Mit 1: Wolny rynek prowadzi do nierówności społecznych, wyzysku klasy robotniczej, tworzy biedę, bogacenie się wybranych grup kosztem reszty społeczeństwa

Na wolnym rynku bogaci się ten kto poprzez swoją działalność w najlepszym stopniu zaspakaja potrzeby społeczeństwa. Przedsiębiorcy nie są "wyzyskiwaczami" tylko stroną wymiany z pracownikami oraz konsumentami. Przedsiębiorca zarabia dostarczając na rynek potrzebne dobra i usługi, jest to działalność obarczona ryzykiem, z tego względu jest opłacalna. Pracownicy z tego ryzyka są zwolnieni, dlatego też zarabiają mniej. Oprócz pracodawców i pracowników występują również inne formy zarobkowania: mamy także inwestorów (np. inwestujących na giełdzie lub w rynek nieruchomości), czy przedstawicieli wolnych zawodów, freelancerów, firmy jednoosobowe itd. Wolny rynek polega na możliwości wyboru własnej ścieżki. Im bardziej dana działalność jest ryzykowna, wymagająca kreatywności i zaangażowania tym większy przynosi zysk. Pomiędzy uczestnikami rynku ciągle dochodzi do procesów wymiany np. między pracodawcą i pracobiorcą, między pożyczkodawcą i pożyczkobiorcą, czy między sprzedawcą a kupcem. Proces takiej wymiany przynosi korzyść obu stronom. Dzięki temu jest możliwy podział pracy i racjonalna alokacja zasobów. Np. krawiec pracując, dostaje wynagrodzenie, które następnie wydaje na chleb. W ten sposób krawiec nie musi sam upiec chleba, wystarczy że dokona wymiany z piekarzem, a czas który musiałby poświęcić na pieczenie chleba może przeznaczyć na własną pracę.

Do uprzywilejowania wybranych grup i wyzysku dochodzi jedynie na skutek działalności państwa poprzez tworzenie licznych regulacji oraz wysokich podatków, co prowadzi do zubożania społeczeństwa, kryzysów finansowych, bezrobocia oraz uprzywilejowania najsilniej lobbujących grup społecznych (jak np. największe koncerny i korporacje). Do tego działanie sektora państwowego prowadzi do nierówności społecznych także z tego względu że najbogatsi mieszkając w największych miastach najsolidniej zasilają lokalny budżet z podatków, co za tym idzie znajdują się tam lepsze drogi, szkoły, czy szpitale. Tak właśnie powstaje podział na "kraj A" i "kraj B"

Mit 2: "Dziki" kapitalizm już był w XIX wieku z tragicznymi konsekwencjami, w postaci wyzysku i nieludzko ciężkiej pracy 

Przede wszystkim błędem jest ocenianie danej epoki przez pryzmat epok przyszłych zamiast epok minionych. To tak jakby po podaniu leku pacjentowi z 40 stopniową gorączką stwierdzić że skoro obecnie jego temperatura wynosi 37,5 stopnia tzn. że lek jest szkodliwy, bo jego zażyciu człowiek ma temperaturę 37,5 °C. 

Żeby sprawiedliwie ocenić wiek XIX trzeba spojrzeć jak wyglądało życie ludzi przed tą epoką. A faktem jest że przez wiele stuleci synonimem od słowa bieda był głód i analfabetyzm. I to właśnie władza odpowiadała za ten stan rzeczy poprzez takie działania jak: przymusowe niewolnictwo, konfiskata mienia czy tworzenie kast. Przykładowo jeszcze w II połowie XVIII wieku 4/5 rodzin we Francji wydało 90% swoich dochodów na sam chleb.

Tymczasem XIX wiek przyniósł w krajach kapitalistycznych znaczną poprawę życia zwykłych ludzi. Przykładowo w Wielkiej Brytanii w drugiej połowie XIX wieku nastąpił gwałtowny wzrost płac, przy jednoczesnym spadku cen (wpływ standardu złota), dzięki czemu poziom życia robotników wzrósł o niemal 100%. Bezrobocie regularnie oscylowało w granicach 4%.
Podobnie liberalna gospodarka w USA w tamtym okresie również znacznie podniosła poziom życia. Najlepszym tego wyrazem był wyjątkowo wysoki wzrost liczby urodzeń. Między 1865 a 1915 rokiem liczba ludności w USA zwiększyła się z 35 mln do 101 mln.

Krótko mówiąc XIX wiek to epoka, w której najbiedniejsi zaczęli coraz widoczniej wychodzić z ubóstwa. Charakterystyczna dla tego okresu była również szeroko rozwinięta pomoc charytatywna. Nie zapominajmy również że to była także epoka ogromnego skoku cywilizacyjnego i technologicznego. Wynaleziono w niej m. in. kolej, elektryczność, żarówkę, kuchenkę gazową, gaśnicę, rewolwer, silnik elektryczny, aparat fotograficzny, telegraf, zapałki, silnik spalinowy, samochód, samolot, telefon, dynamit, żelazko, karabin maszynowy, radio, aspirynę czy rentgen.

Więcej na temat gospodarki w XIX wieku i mitach z nią związanych możemy poczytać pod linkami:
http://tomaszcukiernik.pl/artykuly/artykuly-historyczne/xix-wieczny-kapitalizm-w-wielkiej-brytanii/
http://mises.pl/blog/2015/01/27/benedyk-dziki-kapitalizm-w-stanach-zjednoczonych/
http://gps65.salon24.pl/596074,pogromcy-mitow-xix-wieczny-kapitalizm

Mit 3: Wolny rynek wiąże się z kryzysami gospodarczymi

Na wolnym rynku nie możliwe jest aby doszło do kryzysu w całej gospodarce. Rynek reguluje się sam, kapitał w postaci zysku zostaje przenoszony do graczy rynkowych, którzy podejmują najlepsze decyzje. Ten mechanizm zapewnia najbardziej racjonalną alokację zasobów i korzystne określenie kierunków produkcji. Występują jedynie naturalne fluktuacje (raz lepiej stoi jedna branża, raz inna, w zależności od preferencji konsumentów). Natomiast kryzys w całej gospodarce może nastąpić jedynie na skutek błędnej polityki monetarnej, ponieważ pieniądz to jedyny towar uczestniczący w niemal każdym procesie wymiany rynkowej. Przyczyną kryzysów jest przede wszystkim ekspansja monetarna prowadzona przez bank centralny, skutkująca inflacją, tworzeniem baniek spekulacyjnych i nadmiarem nierentownych inwestycji. Rozwiązaniem byłoby wprowadzenie wolnej bankowości i oparcie pieniądza na standardzie złota. Dzięki temu niemożliwy byłby dodruk pieniędzy bez pokrycia, a banki działałyby jako normalne przedsiębiorstwa, zmuszone do prowadzenia rozważnej polityki kredytowej (w przeciwnym razie groziłoby im bankructwo).
Polecam również przeczytać mój post o kryzysach gospodarczych:
http://liberum-cerebrum.blogspot.com/2014/04/skad-tak-na-prawde-biora-sie-kryzysy.html

Mit 4: Służba zdrowia musi być państwowa, sektor prywatny nie byłby w stanie sobie poradzić chociażby w przypadku nowotworu czy skomplikowanej operacji, co zrujnowałoby pacjenta

Przede wszystkim mitem jest jakoby państwo wydało jakieś wielocyfrowe sumy na leczenie nowotworów itp. I tak np. według planu finansowego NFZ na rok 2015 państwo na chemioterapię zamierza wydać 1,4 mld, czyli w przeliczeniu na jednego Polaka około... 37 zł rocznie. Sprawę drogich terapii załatwia ubezpieczenie. Jeśli na daną chorobę choruje np. 1 na 1000 osób wystarczy niewielka składka ubezpieczeniowa aby wszyscy mogli być ubezpieczeni, nawet na bardzo drogie leczenie. Różnica między państwowym ubezpieczycielem (jak NFZ) a prywatnym jest taka że ten pierwszy jest monopolistą, tymczasem prywatni ubezpieczyciele muszą ze sobą konkurować o klienta oferując coraz bardziej atrakcyjne oferty.

Taki system służby zdrowia i opieki społecznej oparty na prywatnych ubezpieczeniach już kiedyś funkcjonował w formie tzw. stowarzyszeń braterskich w USA, Wielkiej Brytanii czy Australii na przełomie XIX i XX wieku.

Grupa ludzi (najczęściej z klasy robotniczej) formowała zrzeszenie (albo dołączała do lokalnej gałęzi, albo „loży” albo istniejącego zrzeszenia) i wpłacała comiesięczne opłaty do kasy; poszczególni członkowie mogli później czerpać z zebranych środków w razie potrzeby. Stowarzyszenia służyły więc jako rodzaj samopomocowej firmy ubezpieczeniowej (główne usługi to ubezpieczenie zdrowotne, ubezpieczenie od niepełnosprawności i ubezpieczenie na życie.

Lekarz otrzymywał z góry regularną pensję, zamiast pobierania opłat za wizytę; członkowie płacili coroczną opłatę i korzystali z usług lekarza, gdy zachodziła taka potrzeba. Jeśli usługi medyczne nie spełniały wymagań, potrącano karę z pensji lekarza, a kontrakt mógł nie zostać odnowiony. Członkowie lóż podobno zasmakowali w stopniu kontroli, jaki ten system dawał klientom. A tendencja, by zbyt często nie korzystać z usług lekarza była utrzymywana w ryzach przez „samokontrolę” stowarzyszeń; członkowie loży, którzy chcieli uniknąć przyszłych wzrostów składek byli zmotywowani, by pilnować, czy inni członkowie nie naginają systemu.

Na przełomie wieków, średni koszt „praktyki lożowej” dla pojedynczego członka mieścił się między jednym a dwoma dolarami rocznie. Dzienna płaca mogła opłacić opiekę zdrowotną na rok. Dla porównania, średni koszt usług lekarskich na regularnym rynku wynosił od jednego do dwóch dolarów za wizytę. W 1911 r. w Wielkiej Brytanii w takich stowarzyszeniach działało 9 milionów ludzi, a w 1920 r. w USA, 18 mln ludzi, czyli niemal 30% populacji.

Więcej na temat:
http://liberalis.pl/2007/09/22/roderick-t-long-jak-panstwo-rozwiazalo-kryzys-sluzby-zdrowia/

Mit 5: Z kapitalizmem nierozerwalnie wiążę się problem bezrobocia, związany głównie z ciągłą mechanizacją

Bezrobocie tworzy państwo poprzez biurokrację, klin podatkowy, ustawową płacę minimalną, ustanowioną powyżej płacy rynkowej oraz liczne inne obciążenia znacznie zawyżające koszty pracy. Rozwój technologi nie tworzy bezrobocia, ponieważ powoduje znaczne obniżenie się kosztów produkcji, które następnie powodują rozwój gospodarczy inicjujący powstawanie nowych miejsc pracy. Dokładniej omówiłem to poniżej:

niedziela, 26 lipca 2015

Medytacja - sposób na relaks i zdrowie

Słowo medytacja często nasuwa skojarzenie z religiami Dalekiego Wschodu jak buddyzm, taoizm, czy hinduizm. Jest jednak ona praktyką samodoskonalenia i relaksu, która nie musi mieć nic wspólnego z religijnością i duchowością. Każdy może ją stosować na własny użytek. Coraz większa liczba psychologów i naukowców potwierdza jej pozytywne skutki, jak np. Daniel Goleman, Paul Ekman, Richard J. Davidson, czy Andrew Newberg. Medytacja obniża poziom stresu, podnosi odporność organizmu, poprawia metabolizm, zwiększa zdolność do empatii, podnosi kreatywność i koncentrację.


Czym jest medytacja?

W zasadzie nie da się tego precyzyjnie ująć w słowa. To tak jak nie da się opisać smaku danej potrawy, jedynym sposobem żeby w pełni poznać ten smak to spróbowanie wspomnianego dania. Tak samo jedynie doznanie w praktyce medytacji pozwala w pełni poznać czym ona jest. W skrócie można powiedzieć że jest ona pewnym stanem umysłu, który polega na "zatrzymaniu działania". Tak jak zamknięcie oczu pozwala zatrzymać proces patrzenia, zatkanie uszu słyszenia, tak celem medytacji jest całkowite zaprzestanie jakiegokolwiek działania, łącznie z ... zaprzestaniem myślenia

Jak medytować?

Najtrudniejsze w medytacji jest jak można się domyślać zatrzymanie procesu myślenia. Pozornie wydaje się to niemożliwe, bo w końcu myślimy praktycznie cały czas. Główną barierą w osiągnięciu stanu medytacji jest ciągła werbalizacja dokonywana przez umysł. Jest to proces polegający na tym, że wszystko co widzimy nasz umysł automatycznie zamienia w słowa, np. widzisz drzewo więc myślisz "drzewo". Aby medytować musimy zatrzymać ten proces. Jeśli tego nie potrafimy, nasz umysł przestaje być naszym narzędziem działania, a staje się naszym panem. Medytacja polega na tym, że to ty jesteś panem, a twój umysł narzędziem, nie odwrotnie. Żeby to stało się możliwe musimy nauczyć się obserwować rzeczywistość, ale nie zamieniać tego w słowa. Przykładowo: jest wschód słońca, nie zdajesz sobie sprawy z przestrzeni pomiędzy widzeniem go a werbalizowaniem. Widzisz słońce, czujesz je … i natychmiast to werbalizujesz. Przestrzeń między widzeniem i werbalizowaniem zostaje zagubiona. Musisz zdać sobie sprawę z tego, że wschód słońca nie jest słowem. Jest to pewien fakt, pewna obecność. Umysł automatycznie zamienia doznanie w słowa, a te wchodzą między Ciebie a to doznanie. Aby móc osiągnąć medytację musisz nauczyć się dostrzegać przestrzeń między doznaniem a słowem, czyli moment tuż przed tym jak umysł zaczyna werbalizować dane doznanie. W myślach między każdym słowem znajduje się przestrzeń, gdyby nie było przestrzeni między słowem pierwszym a drugim, nie byłyby one dwoma słowami tylko jednym słowem. Gdy nie zauważasz przestrzeni między słowami istnieją tylko słowa i twój umysł nie może osiągnąć medytacji, z kolei gdy zaczynasz dostrzegać tę przestrzeń to słowa znikają, i twój umysł wchodzi w stan medytacji.

Proste techniki medytacji

Technik medytacji jest wiele, pozwolę sobie przytoczyć dwie naprawdę proste i łatwe do wykonania, wymagające poświecenia około kilkunastu minut czasu:

Liczenie oddechów
1. Usiądź w wygodnej pozycji, nie ma znaczenia czy siedzisz na krześle, na kanapie czy podłodze, ani czy siedzisz "po turecku" czy w innej pozycji, ważne żeby było Ci wygodnie
2. Zamknij oczy i zacznij swobodnie oddychać. Licz każdy swój wdech i wydech (wdech - 1, wydech - 2, wdech - 3, wydech - 4), gdy doliczysz do 12 zaczynasz liczyć od początku (wdech - 1, wydech - 2), jeśli się pomyślisz, również zaczynasz liczyć od początku
3. Skup się na liczeniu oddechów, jednak nie staraj się robić tego na siłę. Pozwól, aby twoje myśli swobodnie przepływały. Obserwuj je, jakbyś patrzył z okna na przechodniów. Nie biegnij za żadną, ale pozwalaj każdej spokojnie przejść. Nie kontroluj oddechu. Nie staraj się, by był szybszy czy wolniejszy. Sam z siebie zacznie się wydłużać, ty jednak nie staraj się o to, a jedynie licz ilość oddechów.
4. Gdy zauważysz pojawienie się jakichkolwiek myśli, odnotuj ten fakt i wróć do liczenia oddechów. Jeśli zwrócisz uwagę na określone odczucie w swoim ciele, skoncentruj się na nim, zanim zniknie. Następnie na nowo skoncentruj się na wdechu i wydechu oraz na liczeniu oddechów.

Mantra
1. Usiądź wygodnie
2. Zamknij oczy i weź kilka głębokich oddechów
3. Powtarzaj sobie w myślach wybrane słowo lub sylabę, uniwersalną "mantrą" najbardziej rozpowszechnioną na świecie jest "OM", jednak to może być jakiekolwiek inne słowo, ważne żeby miało przyjemne brzmienie
4. Gdy zaczniesz myśleć o czymś innym, uznaj ten fakt i ponownie skoncentruj się na swojej mantrze. Jeśli do Twojej świadomości dotarł jakiś sygnał z ciała, uznaj to odczucie i wróć do powtarzania mantry. Nie musisz niczego robić na siłę. Pozwól, by odpowiedni rytm znalazł się sam.

sobota, 13 czerwca 2015

Dlaczego socjalizm i etatyzm nie działają

Z historii wiemy że socjalizm pomimo pięknych haseł o równości, sprawiedliwości społecznej i równych szansach w praktyce nie przyniósł upragnionego dobrobytu i bezklasowego społeczeństwa. Przeciwnie, socjalizm zawsze niósł za sobą biedę i problemy społeczne. Głód i nędza w ZSRR, zwłaszcza w okresie stalinowskim to najbardziej skrajny przykład, ale nie jedyny. I tak np. RFN musiała przekazać ponad bilion euro (przeliczenie na dzisiejszy kurs) pomocy dla NRD na ratowanie ich gospodarki. Współczesne państwa socjalistyczne również "klepią biedę" jak np. Korea Północna, Bangladesz, Kuba, Wietnam, Kambodża. Także wiele państw afrykańskich zaliczyło nieudany eksperyment z socjalizmem jak np. Tanzania, Etiopia, Mali czy Gwinea.
Do tego wszystkiego również łagodniejsza forma socjalizmu, a więc etatyzm i socjaldemokracja także nie przynoszą satysfakcjonujących wyników, co widać chociażby na przykładzie współczesnej Hiszpanii, Grecji, czy Portugalii, a także w mniejszych lub większym stopniu wielu innych krajów, nie wykluczając także Polski.

A tak patrząc z drugiej strony barykady, dla przykładu Singapur dzięki kapitalistycznej gospodarce w ciągu 50 lat z małej brytyjskiej kolonii stał się prawdziwą potęgą gospodarczą, PKB na mieszkańca zwiększył się osiemdziesięciokrotnie, a 17% mieszkańców jest dziś milionerami (pod względem tego czynnika prześcignęli nawet Katar). Podobny "cud gospodarczy" przeszły także inne "tygrysy azjatyckie" jak Hong Kong czy Tajwan. Innym przykładem dorobienia się małego kraju na wolnorynkowej gospodarce stanowią również np. Szwajcaria, Liechtenstein, Nowa Zelandia czy Chile.

Ale właściwie dlaczego tak się dzieje? Dlaczego socjalistyczne rozwiązania nie działają? O tym w dzisiejszym poście.











Kwestia własności prywatnej

Socjalizm neguje prawo do własności prywatnej środków produkcji, a to oznacza że właściwie wszystko poza tzw. mieniem osobistym jest "dobrem publicznym". Tyle że dobro wspólne jest dobrem niczyim (bo nikt nie ma pełnego prawa do jego korzystania). A w praktyce zawsze dobro "niczyje" oznaczało że należy ono do władzy, ponieważ to ludzie rządzący decydują wówczas w jaki sposób przebiega alokacja zasobów. Z tego względu w państwie socjalistycznym człowiek jest bardzo mocno uzależniony od władzy i praktycznie nie ma prawa do posiadania majątku, co jest przyczyną biedy. 

W etatyzmie człowiek ma prawo do własności, jednak jest ono wyraźnie ograniczone, np. ma prawo do posiadania nieruchomości, ale musi zapłacić od niej podatek, ma prawo do ziemi ale bez zgody urzędu nie może np. wyciąć drzewa na własnej posesji, może prowadzić działalność gospodarczą, ale na warunkach podyktowanych przez regulacje prawne. Im więcej regulacji, tym wolniej rozwija się gospodarka i tym więcej negatywnych skutków ubocznych jak np. korupcja czy bezrobocie. Prywatne przedsiębiorstwo w odróżnieniu od państwowego posiada konkretnego właściciela, od którego skuteczności działania zależy jego zysk. Z tego względu ma ekonomiczną motywację do tego żeby w jak największym stopniu zaspakajać potrzeby konsumentów, bo od tego głownie zależy jego zysk. Dlatego też konkurujące ze sobą prywatne przedsiębiorstwa oferują zdecydowanie wyższej jakości i niższej ceny dobra i usługi niż zrobiłby to państwowy monopolista.

Prawo popytu i podaży


Powyższy wykres przedstawia krzywą popytu i podaży. Popyt i podaż na dane dobro czy usługę dążąc do równowagi ustanawiają cenę równowagi rynkowej. Takie zjawisko występuje niezależnie od systemu politycznego i gospodarczego, ponieważ wynika wprost z ludzkiej natury. Wolny rynek pozwala temu zjawisku działać, co zapewnia najbardziej racjonalną alokację zasobów i stabilność gospodarki. Tymczasem kiedy państwo decyduje się na interwencję zostaje zaburzona równowaga rynkowa.

Częstą praktyką w socjalizmie jest ustanawianie cen ustawowych, a więc państwo ustanawia np. maksymalne ceny produktów. Jeśli cena danego dobra zostaje ustanowiona poniżej ceny równowagi rynkowej powoduje to powstanie tzw. nadpopytu a więc puste pułki w sklepach i niekończące się kolejki po towary których jest coraz mniej (producentom nie opłaca się im produkować). Taka sytuacja występowała w PRL-u, czy obecnie w Wenezueli.

Innym przykładem jest ustawowa płaca minimalna, która jeśli zostaje ustalona powyżej płacy rynkowej (czyli rynkowej ceny za pracę) powoduje nadpodaż siły roboczej, czyli krótko mówiąc bezrobocie. W dodatku klin podatkowy sprawia, że nawet niewygórowana płaca minimalna powoduje wzrost bezrobocia, np. w Polsce płaca minimalna wynosi 1750 zł brutto, jednak jej koszt dla pracodawcy wynosi już 2112,95 zł, a pracownik dostaje z tego "do ręki" 1286,16 zł i jeszcze musi się liczyć z zapłatą podatków pośrednich jak VAT czy podatek akcyzowy.

Przykładem zaburzenia krzywej popytu i podaży jest również ustanowienie przez bank centralny stóp procentowych poniżej tzw. realnych stóp procentowych. A więc obniżka stopy procentowej jest decyzją czysto administracyjną, a nie następuje na skutek zmniejszenia preferencji czasowej (czyli sytuacji w której ludzi są skłonni do większych oszczędności) co prowadzi do ekspansji kredytowej przy niskim poziomie oszczędności co skutkuje wystąpieniem cyklu koniunkturalnego, czyli kryzysu gospodarczego następującego po poprzedzającym go okresie boomu.

Do rozwoju potrzebne są inwestycje 

Socjalizm zawsze staje na bakier ze światem biznesu gloryfikując "normalną" pracę (zwłaszcza fizyczną). Tymczasem żeby gospodarka szła do przodu poza pracą ważne są także inwestycje. Do tego potrzeba działalności gospodarczej, działalności bankowej, czy działania rynków finansowych (w tym kapitałowych). Tego typu działań brakuje w socjalizmie, z kolei w etatyzmie są do pewnego stopnia tłamszone np. poprzez podatki czy regulacje. Tymczasem to przedsiębiorcy tworzą miejsca pracy oraz zaspakajają potrzeby konsumentów, wprowadzając na rynek nowe produkty i usługi. Z kolei inwestorzy (np. giełdowi) pobudzają gospodarkę poprzez przenoszenie kapitału z sektorów mniej efektywnych do bardziej efektywnych. W ramach gospodarki wolnorynkowej zarobki zależą od stopnia podjętego ryzyka. Działalność gospodarcza jak i inwestowanie potrafią przynosić większe zyski aniżeli praca na etacie, ponieważ właśnie wiążą się z większym ryzykiem. Jest to zachęta do dobrych inwestycji. Rynek reguluje się sam wypierając błędne posunięcia gospodarcze na skutek tych pozytywnych.

Koszty utrzymanie państwa

Państwo utrzymuje się z podatków obywateli. Pracownik administracji publicznej (urzędnik) nie bierze udziału w procesie produkcji ani inwestycji, jego rolą jest sprawowanie swego rodzaju nadzoru nad obywatelami i ich przestrzeganiem prawa. Logicznym jest zatem, że administracja publiczna powinna być możliwie jak najmniejsza w przeciwnym razie zaczyna generować duże koszty. Prawo z kolei powinno być jak najprostsze i najbardziej zrozumiałe aby nie hamować ludzkiej aktywności. Z tego względu przerost administracji publicznej oraz nadmiar regulacji i biurokracja potrafi być zabójcza dla rozwoju gospodarczego kraju.

Mocny pieniądz to stabilna gospodarka

Pieniądz jest niezwykle istotnym dobrem w gospodarce. To właśnie niewłaściwa polityka monetarna prowadzi do wielkich kryzysów gospodarczych. Podczas gdy w gospodarce występują naturalne fluktuacje (raz lepiej stoi jedna branża, raz inna, w zależności od preferencji konsumentów) kryzys w całej gospodarce może nastąpić właśnie poprzez złą politykę monetarną, ponieważ pieniądz uczestniczy w niemal każdym procesie wymiany rynkowej. Szkodliwa jest przede wszystkim ekspansja monetarna i kredytowa, prowadząca do inflacji oraz nadmiaru nierentownych inwestycji. Najbardziej stabilnym pieniądzem jest pieniądz oparty na parytecie złota, ponieważ to właśnie złoto (ewentualnie inny kruszec jak np. srebro) było pieniądzem wyłonionym na skutek procesów rynkowych. Śledząc historię pieniądza możemy się dowiedzieć że pieniądz był potrzebny do uskutecznienia wymiany handlowej. Barter, a więc wymiana towar za towar był zbyt niepraktyczny, potrzebne było wprowadzenie towaru, który będzie stanowił uniwersalny środek wymiany. W tej roli najczęściej i najlepiej występowało złoto. Aby ułatwić wymianę powstał pieniądz papierowy, który początkowy był niczym innym jak kwitem na daną ilość złota. Więcej na ten temat można poczytać w książce Murraya Rothbarda  pt. "Złoto, banki ludzie - krótka historia pieniądza".

Jednak nawet jeśli pieniądz nie jest oparty na złocie, restrykcyjna polityka monetarna potrafi być bardzo korzystna dla gospodarki. I tak np. po II Wojnie Światowej gdy w wielu państwach popularne były idee keynesizmu panowała wysoka inflacja skutkując następnie recesją (chociażby USA i Wielka Brytania) kraje które postawiły na bardziej twardą politykę monetarną  (Niemcy Zachodnie, Szwajcaria, Francja, Włochy, Japonia) osiągnęły znacznie lepsze wyniki gospodarcze. 

niedziela, 17 maja 2015

Rodzaje manipulacji


Manipulacja niejedno ma imię, chociaż jej cel jest zawsze jeden: wpłynąć na drugiego człowieka. Czy można się przed nią bronić? Do pewnego stopnia tak (każdy z nas jest mniej lub bardziej podatny na jej działanie) ale trzeba wiedzieć na czym to wszystko polega. Tematykę manipulacji dość często poruszam na blogu, bo czyż nie ma lepszej drogi do wolności niż uwolnienie swojego umysłu od wpływu z zewnątrz?

Podstawowe rodzaje manipulacji

  1. Manipulacja psychiczna (psychomanipulacja) - wywieranie wpływu poprzez wykorzystanie ludzkiej podświadomości, szeregu uczuć, potrzeb i automatycznych mechanizmów zachodzących w umyśle człowieka. Opiera się głównie na regułach wywierania wpływu Cialdiniego. Do psychomanipulacji można zaliczyć także afirmowanie podświadomości, czyli np. wzbudzanie sympatii komplementami lub wprost przeciwnie, podcinanie pewności siebie drugiej osobie ciągłą krytyką, co często ma miejsce w tzw. toksycznych związkach.
  2. Wywoływanie określonego stanu emocjonalnego i fizjologicznego -  w najbardziej skrajnej wersji polega na podaniu drugiej osobie substancji psychoaktywnych. W mniej radykalnej wywołanie bodźcami zewnętrznymi takich stanów jak: dekoncentracja, otępienie, ekscytacja, podniecenie seksualne, lęk, strach, frustracja, ból emocjonalny. Przykładem może być odpowiednia gra świateł i dźwięków w kasynach "nakręcająca" graczy na kontynuowanie gry.
  3. Mentalizm - krótko mówiąc sztuka iluzji z wykorzystaniem takich technik jak zimny odczyt, odczytywanie mowy ciała, sugestii, hipnozy czy podawanie truizmów rozmówcy. Jest z powodzeniem wykorzystywana przez iluzjonistów, jasnowidzów, astrologów, numerologów w celu wywołania zjawisk pozornie nadprzyrodzonych. Może być także zastosowana przez zwykłego człowieka np. w celu wywołania wrażenia że wie o drugim człowieku więcej niż on sam. 

niedziela, 12 kwietnia 2015

Przewlekły stres - sprawca wszelkiego zła

Stres to swoisty stan alarmowy organizmu, w czasie którego nasze ciało wstępuje w stan gotowości (staje się przygotowane do walki lub ucieczki). Reakcja ta jest niezbędna z punktu widzenia przetrwania, dlatego też natura nam ją sprezentowała, dzięki niej mamy większą szansę na przeżycie w sytuacjach zagrożenia. Niestety ma to również i efekty uboczne. O ile krótkotrwały stres może być bardzo pomocny o tyle utrzymujący się zbyt długo przynosi szereg fatalnych konsekwencji. Dzieje się tak dlatego, że w czasie tego "stanu alarmowego" organizm stara się zaoszczędzić maksymalnie jak największą ilość energii potrzebną do reakcji w sytuacji zagrożenia, z tego też względu m.in osłabia działanie układu immunologicznego (odpornościowego), oraz zwalnia metabolizm. O ile taka reakcja trwa krótko nie powoduje większych problemów to niestety kiedy stres pojawia się często lub trwa przewlekle znacznie obniża odporność organizmu, sprzyja otyłości (wolniejszy metabolizm), stanowią podstawę zaburzeń psychicznych i emocjonalnych takich jak depresja, nerwica, czy różnorakie fobie oraz jest naczelną przyczyną popadania w nałogi (osoby żyjące w stresie szukają jego rozładowania w używkach takich jak alkohol, narkotyki czy niezdrowe odżywianie się). Według informacji podanych na swojej stronie internetowej przez Centrum Zwalczania Chorób (CDC) przy Rządzie Federalnym USA, nawet 90% wszystkich chorób związanych jest ze stresem. Wśród chorób psychosomatycznych możemy odnaleźć takie poważne schorzenia jak: astma oskrzelowa, choroba niedokrwienna serca, nadciśnienie tętnicze, choroby tarczycy, choroba wrzodowa żołądka i dwunastnicy, wiele chorób skórnych, problemy ginekologiczne i urologiczne (zaburzenia erekcji, pochwica, wulwodynia). Stres potrafi wpływać także negatywnie na pamięć poprzez uszkadzanie hipokampu (część mózgu w układzie limbicznym odpowiedzialna za proces zapamiętywania). Stres prawdopodobnie zwiększa również ryzyko występowania nowotworów.



Biologia stresu

Żeby pokonać przeciwnika trzeba go najpierw poznać, przyjrzyjmy się zatem mechanizmowi stresu w naszym organizmie.

Żeby doszło do reakcji stresowej najpierw musi zaistnieć bodziec stresowy czyli tzw. stresor. To jak silny musi być bodziec żeby doszło do reakcji jest sprawą indywidualną. Osoby silniejsze psychiczne mają mniejszą wrażliwość na bodźce stresowe, ludzie bardziej nieśmiali i nerwowi potrafią reagować również w przypadku w pozornie zwykłych okolicznościach. Pod wpływem stresora zostaje pobudzone ciało migdałowate, a więc część układu limbicznego odpowiedzialna za ludzkie emocje oraz tzw. pamięć emocjonalną. Ciało migdałowate, które jest połączone z wszystkimi ważniejszymi częściami mózgu ma teraz za zadanie ocenić czy bodziec jest wystarczający do podniesienia "alarmu". Jeśli tak się stanie przekazuje informację do układu współczulnego (część autonomicznego układu nerwowego odpowiedzialna za reakcje walki i ucieczki) do pobudzenia nadnercza do wydzielania adrenaliny i noradrenaliny i wywołuje takie skutki jak rozszerzenie źrenic, przyspieszenie tętna i oddechu, przyspieszenie akcji serca. Po pewnym czasie pobudzone zostaje także podwzgórze, które to z kolei wytwarza hormon kortykoliberynę (CRH), która następnie pobudza przysadkę do wytworzenia kortykotropiny (ACTH), a ta z kolei pobudza korę nadnerczy do wydzielania glukokortykoidów, z których u ludzi w największych ilościach występuje kortyzol (potocznie nazywany hormonem stresu). Kortyzol zwiększa stężenie glukozy we krwi i przyspiesza rozkład kwasów tłuszczowych do ciał ketonowych. Powoduje również zmianę przetwarzania informacji docierających do narządów zmysłów. Zmniejsza wrażliwość zmysłów, czyli zdolność odbioru najsłabszych bodźców, ale zwiększa zdolność rozróżniania odrębnych bodźców. Pod wpływem wysokiego poziomu kortyzolu można nie usłyszeć bardzo cichego dźwięku, ale być w stanie bez problemu rozróżnić dwa różne dźwięki. Glukokortykoidy odpowiadają też za hamowanie aktywności przysadki i podwzgórza, dzięki czemu regulują aktywność reakcji stresowej. Wysoki poziom kortyzolu na również negatywny wpływ na metabolizm oraz układ odpornościowy.

W reakcji stresowej oprócz adrenaliny, noradrenaliny i kortyzolu biorą udział również inne hormony takie jak np.: serotonina, dopamina, endorfiny, tyroksyna, aldosteron. U kobiet duże znaczenie ma również prolaktyna, to właśnie podwyższony poziom tego hormonu jest głównym "sprawcą" zespołu napięcia przedmiesiączkowego (PMS).

Jak obniżyć poziom stresu

Skoro stres jest taki szkodliwy, warto zastanowić się jak co można zrobić żeby jemu przeciwdziałać. 

Przykładowe sposoby:
  • Pobudzenie "racjonalnej" części mózgu - reakcja stresowa następuje niestety w sposób automatyczny poza świadomością człowieka. Na szczęście jednak na jej ustanie możemy mieć świadomy wpływ. Kora przednich części płatów czołowych pełni rolę menedżera emocji, rozważając różne reakcje przed przystąpieniem do którejś z nich w sposób, który polega na stłumieniu sygnałów do aktywizacji całego ciała wysyłanych przez ciało migdałowate i inne ośrodki układu limbicznego. Rolę swoistego "wyłącznika" negatywnych emocji pełni lewy płat czołowy. Czasem wystarczy że uświadomimy sobie jaka aktualnie rządzi nami emocja i się nad nią zastanowimy, żeby przynajmniej częściowo zmniejszyć jej działanie. Bardzo pomocne jest tzw. przeramowanie sytuacji, jest to jedna z technik NLP polegająca na spojrzenie na daną sytuację z innej perspektywy np. w sytuacji gdy ktoś nas zdenerwował zaczynamy myśleć: "a może ma zły dzień i dlatego tak się zachował", "może nie miał nic złego na myśli, tylko źle go zrozumiałem" itd.
  • Praca nad samooceną - tutaj główna rolę ma powtarzanie się sobie pozytywnych afirmacji, zaniechanie porównywania się do ideałów promowanych przez media (idealna sylwetka, duże pieniądze, powodzenie, duża liczba sukcesów na koncie) oraz odrzucanie obiektywnie nieuzasadnionej krytyki na własny temat
  • Medytacja - pozwala pozbyć się natłoku myśli, prowadzących do negatywnych emocji
  • Dieta bogata w kwasy Omega 3 (głównie ryby) - kwasy Omega 3 w naturalny sposób obniżają poziom kortyzolu
  • Zioła - naturalne działanie antystresowe mają m. in. zielona i czarna herbata a także melisa, mięta i rumianek
  • Żucie gumy - obniża poziom kortyzolu oraz niweluje uczucie niepokoju
  • Aromaterapia - wśród zapachów obiżających poziom stresu można wyróżnić m. in lawendę, miętę, pomarańcza, cytrynę
  • Zimny prysznic - właściwie to prysznic naprzemienny (najpierw ciepła, potem zimna woda) - taki prysznic pobudza krążenie oraz pobudza na skórze receptory, które wysyłają do naszego mózgu ogromną ilość impulsów elektrycznych. Przyczynia się to do produkcji zwiększonej ilości endorfin, a co za tym idzie – znacznej poprawy nastroju
  • Słuchanie ulubionej muzyki - szybki sposób na poprawę samopoczucia
  • Ćwiczenia fizyczne - pobudzają wydzielanie endorfin
  • Wykorzystanie tzw. mimicznego sprzężenia zwrotnego - np. uśmiechając się pobudzasz swój mózg do poprawy nastroju

sobota, 21 marca 2015

Cała prawda o horoskopach

Czy na podstawie układu ciał niebieskich można przepowiedzieć przyszłość? Czy tzw. znak Zodiaku naprawdę powie nam jaką osobowość ma dany człowiek? W poniższym wpisie postaram się obalić największe mity dotyczące horoskopów, wróżbiarstwa i astrologii.

Efekt Forera, czyli dlaczego ludzie wierzą w horoskopy

Zanim omówię efekt Forera polecam Ci z uwagą przeczytać poniższy tekst i ocenić na ile trafnie oddaje twoją osobę:

"Masz potrzebę by ludzie cię lubili i podziwiali, jednak jesteś osobą krytyczną wobec siebie. Masz pewne wady osobowości, ale potrafisz je kompensować tym, co jest w tobie dobre. Masz duże możliwości, które wciąż pozostają niewykorzystane. O ile na zewnątrz możesz wyglądać na osobę zdyscyplinowaną i opanowaną, wewnątrz często trapi cię niepewność i martwisz się o wiele spraw. Niekiedy masz poważne wątpliwości, czy twoja decyzja była dobra albo czy twoje czyny były właściwe. Lubisz pewną ilość zmian i różnorodności, a kiedy osaczają cię ograniczenia odczuwasz niezadowolenie. Cenisz sobie własną niezależność myślenia i nie przyjmujesz cudzych twierdzeń bez przekonujących dowodów. Życie nauczyło cię, aby nie przesadzać ze szczerością kiedy się przed kimś otwierasz. Czasem bywasz osobą otwartą na ludzi, przystępną i towarzyską, ale innym razem zamkniętą, ostrożną i zdystansowaną. Niektóre z twoich marzeń wydają się być nierealistyczne"

Być może ze względu na tytuł domyśliłeś/aś się w tekście zawarto pewną podpuchę ale musisz przyznać że tekst wcale nie najgorzej pasuje do twojej osobowości i gdyby ktoś przedstawiłby Ci go np. jako opis twojego znaku Zodiaku przeszłaby Ci przez głowę myśl że "coś w tym jest".

O co zatem chodzi? Powyższy tekst został użyty w badaniu psychologa Bertrama R. Forera w 1948 r. Uczestnicy eksperymentu mieli ocenić na ile wspomniany tekst trafnie opisuje ich osobowość w skali od 0 do 5, oczywiście nie wiedząc tego że każdy otrzymał tekst o dokładnie tej samej treści. Aż 87% badanych dało ocenę 4 lub 5, średnia ocen zatem wyniosło całe 4,26. Najciekawsze jest jednak to, że wspomniany tekst został złożony z fragmentów horoskopów.

Tak właśnie wygląda konstrukcja horoskopu. Podaje się konkretnej osobie truizmy, pasujące do bardzo dużej liczby osób. Do tego przeprowadza się sprytny zabieg polegający na podaniu danej cechy i jej jednoczesnemu zaprzeczeniu. Jest to tzw. tęczowy fortel. Np. wygląda to tak: "Jesteś szczerą osobą, ale są takie sprawy, którymi nie chcesz dzielić się ze wszystkimi i możliwe że nawet bliskie Ci osoby o nich nie wiedzą."; "Jesteś dobrą i uczynną osobą, ale kiedy ktoś straci twoje zaufanie, to potrafisz naprawdę się zdenerwować"; "Jesteś odważny, ale starasz się unikać niepotrzebnego ryzyka". Szansa że osoba czytająca taki tekst uzna że przynajmniej w miarę pasuje do niej jest bardzo duża. Tego typu "zabiegi" stosuje się również w wróżbiarstwie, czy numerologii.

Astrolog powie Ci na kogo wyrośniesz... a może jednak nie

W jednym z wielu tego typu badań (Verle Muhrer, 1989) znani astrologowie i numerolodzy mieli określić charakter pewnej osoby na podstawie samej daty urodzenia. Jeden z astrologów określił że życie tego człowieka będzie miało bardzo pozytywny charakter. Inny wróżbita wyczytał w gwiazdach, że to osoba życzliwa, łagodna, troszcząca się o potrzeby innych. Jeszcze inny z kolei stwierdził że ten człowiek powinien pracować z młodzieżą, ponieważ będzie potrafił wyciągnąć z nich to co najlepsze. Na ile sprawdziły się prognozy uznanych astrologów? Cóż, osobą badaną na podstawie daty urodzenia był niejaki John Gacy, seryjny morderca, skazany na karę śmierci za gwałty, torturowanie oraz zamordowanie 33 ludzi, w tym dzieci. Komentarz pozostawiam czytelnikom :).

Bliźniaki czasowe

Kolejne badania w kwestii rzekomego związku pomiędzy cechami charakteru czy talentami a datą urodzenia i układem planet przeprowadzili w 2003 r. Geoffrey Dean i Ivan Kelly. Stworzyli oni bazę zawierającą dane 2101 osób urodzonych w Londynie. Poprzez analizę dat i godzin ich urodzin udało się wyselekcjonować 73% osób, które urodziły się w przeciągu 5 minut od drugiej osoby z bazy. Takie osobniki, nazywane bliźniakami czasowymi, stanowią świetny materiał do zbadania zależności pomiędzy dniem urodzenia a cechami charakteru.
Według astrologii powinny występować silne powiązania pomiędzy tymi osobami. W celu ustalenia podobieństw i różnić badani Londyńczycy byli poddawani testom w wieku 11, 16 oraz 23 lat. Podczas tych badań sprawdzano 110 rozmaitych cech, począwszy od fizycznych, takich jak wzrost, waga i słuch, przez psychiczne, jak iloraz inteligencji, zdolność czytania czy liczenia, a gdy byli już dorośli, to sprawdzano, czy zawarli związki małżeńskie oraz inne dane demograficzne. Zapytano także rodziców i nauczycieli o ocenę agresji, towarzyskości, nerwowości i innych cech charakteru. Pytano badanych o ich ocenę własnych umiejętności i zdolności w sztuce, muzyce, sporcie itp. Na dobrą sprawę sprawdzono właściwie wszystko, co sprawdzić się dało.

Jak wypadły wyniki tak rozległych i długoletnich badań? Nie wykryto żadnych zależności! Nie ustalono żadnych prawidłowości pomiędzy bliźniakami czasowymi. To, że dane osoby urodziły się praktycznie w tym samym czasie, nie wpłynęło ani na to, jak wyglądają, jak się rozwijają ani jakie cechy charakteru posiadają.

Autosugestia a wiara w horoskopy

Eksperyment przeprowadzony przez Hansa Eysencka, badacza i teoretyka osobowości, wykazał, że wiara w horoskopy ma wielką moc. Eysenck poprosił około 2 tys. studentów i klientów szkoły astrologii prowadzonej przez astrologa Jeffa Mayo o wypełnienie kwestionariusza badającego stopień ich neurotyczności, introwertyzmu i ekstrawertyzmu jak również o podanie daty urodzenia. Okazało się, że wyniki były zgodne z przewidywaniami astrologicznymi! Osoby spod znaku Barana, Bliźniąt, Lwa, Wagi, Strzelca i Wodnika były w większości ekstrawertyczne, a pozostali – najczęściej introwertyczni. Byki, Panny i Koziorożce okazały się zrównoważone emocjonalnie, a Raki, Skorpiony i Ryby – najbardziej neurotyczne. Eysenck uświadomił sobie jednak później, że wszyscy uczestnicy eksperymentu wierzyli w astrologię i sporo o niej wiedzieli (byli to uczniowie oraz klienci Jeffa Mayo). Już wcześniej znali cechy przypisywane im na podstawie ich znaku Zodiaku. Postanowił zatem powtórzyć badania na osobach nie wierzących w astrologię. Zrobił więc badanie na grupie 1000 dzieci, które nie znały swoich znaków Zodiaku. Okazało się, że nie zaobserwował korelacji. Później badał jeszcze dorosłych z uwzględnieniem ich znajomości znaków Zodiaku i również nie udało mu się uzyskać efektu, jaki otrzymał w pierwszym eksperymencie, w którym badał uczniów astrologii oraz klientów. Jak zatem widać wierząc w astrologię, horoskop itp. człowiek potrafi rozwijać w sobie cechy, które zostały mu przypisane poprzez horoskop tylko dlatego że głęboko wierzy w jego prawdziwość.

Z tego płynie wniosek że zamiast czytać horoskopy i chodzić do wróżki lepiej powtarzać sobie tzw. afirmacje, czyli pozytywne twierdzenia na temat własnej osoby.

niedziela, 8 marca 2015

Kwestia praw kobiet wolnościowym okiem

Dziś Dzień Kobiet, a zatem świetna okazja aby poruszyć sprawę praw kobiet, równouprawnienia, wszystkich pozytywnych zmian dokonanych na przestrzeni wieków, jak i absurdów i mitów, które niestety jak zwykle musiały wystąpić w przemianach politycznych. Oraz co powinno, a czego nie powinno się zmieniać w przyszłości.

Libertarianizm a sprawa kobieca

Libertarianizm, a więc najbardziej konsekwentny wolnościowy pogląd, do którego odwoływałem się wielokrotnie na blogu załatwia sprawę bardzo prosto. Kobieta tak samo jak każdy inny człowiek ma prawo do swobodnego dysponowania własną osobą (aksjomat samoposiadania) oraz podejmowania wszelkiego działania o ile nie stanowi to krzywdzenia innych ludzi (aksjomat nieagresji). Na tym właściwie mógłbym zakończyć, jednak takie ogólnikowe ujęcie sprawy pewnie nie usatysfakcjonowałoby żadnego czytelnika (tym bardziej czytelniczki) więc wypadałoby omówić tę kwestię z uwzględnieniem różnych dziedzin życia.

Równość wobec prawa
Trudno mówić o równouprawnieniu w sytuacji kiedy jakakolwiek grupa jest dyskryminowana, jak również gdy jest uprzywilejowana. Nie istnieje coś takiego jak "pozytywna dyskryminacja" co coraz częściej jest proponowane przez współczesną lewicę. Dyskryminacja to zawsze dyskryminacja. W dodatku uprzywilejowywanie danej grupy przez państwo w ramach "wyrównania szans", "pozytywnej dyskryminacji" i tym podobne określenia nie tylko jest formą dyskryminacji, ale także na dłuższą metę przynosi szkodę uprzywilejowanej grupie.

Kilka przykładów dotyczących kobiet:
  • Parytety na szwedzkich uczelniach - prawdziwy rekord świata w dziedzinie osiągania efektu odwrotnego od zamierzonego. Parytet płci 50/50 miał spowodować "wyrównanie" szans dla kobiet na zdobycie wykształcenia. Tymczasem w efekcie nawet 95% dobrze rokujących uczennic nie dostało się na wymarzone studia (głównie w takich dziedzinach jak psychologia, medycyna, pielęgniarstwo, położnictwo) ponieważ po prostu uczelnie wyczerpały limit 50% kobiet i ich miejsce zajęli mężczyźni z gorszymi wynikami w nauce. Na szczęście szwedzkie ministerstwo nauki i szkolnictwa wyższego wycofało się z tego bzdurnego pomysłu w 2010 roku
  • W Norwegii wprowadzono obowiązkowe parytety (40%) dla kobiet w zarządach spółek prywatnych pod groźbą likwidacji. W efekcie doprowadziło do powstania tzw. "kasty złotych spódniczek", a więc jedna kobieta zasiadała w kilku zarządach jednocześnie blokując miejsca innym
  • W 2011 roku wskutek orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości za dyskryminację zostało uznane branie pod uwagę płci jako jednego z parametrów przy obliczaniu stawek ubezpieczeniowych. Wyrok ten został przyjęty z zadowoleniem przez środowiska feministyczne. Regulacja ta została skrytykowana przez rynek ubezpieczeniowy bo różnica w wysokościach składek (wyższe dla mężczyzn) ma mocne podstawy w danych aktuarialnych. Zakaz ich uwzględniania spowodował w konsekwencji wzrost składek ubezpieczeniowych OC i ubezpieczeń na życie dla kobiet nawet o 190% 
Przeciwdziałanie przemocy
Za przemoc (agresję) libertarianizm uznaje wszelkie formy przekroczenia wolności i godności drugiego człowieka a więc: kradzież, morderstwo, gwałt, oszustwo itd. Żeby się bronić ofiara musi po pierwsze mieć prawo do obrony (w Polsce przepisy są niejasne, bywa że ofiara jest ciągana po sądach za "przekroczenie obrony koniecznej", tylko dlatego że się broniła). Po drugie trzeba mieć się czym bronić. Dostęp do broni, zwłaszcza palnej, wzbudza niepotrzebne kontrowersje, wszak tam gdzie dostęp jest łatwiejszy przestępczość jest mniejsza a bezpieczeństwo większe. Wg szacunków BATF z roku 2000 samo posiadanie przez potencjalne ofiary broni pozwalało na uniknięcie 550 gwałtów, 1100 morderstw i 5200 innych przestępstw dziennie. Z reguły wystarczało samo pokazanie broni. W zaledwie 0,9% przypadków broń została użyta. (National Crime Victimization Survey, 2000 Buerau of Justice Statistics, BATF estimates on handgun supply.)

Na potrzeby tematu pozwolę przytoczyć kilka faktów przygotowanych przez Ruch Obywatelski Miłośników Broni:
  • W przypadku gdy kobieta broni się przed gwałtem przy użyciu noża lub broni palnej odsetek "zakończonych" gwałtów wynosi 3%. W przypadku gdy kobieta jest nieuzbrojona gwałciciele osiągają swój cel w 32% przypadków. (źródło: Law Enforcement Assistance Administration, Rape victimization in 26 American cities. US Department of Justice 1979)
  • W roku 1966 w odpowiedzi na falę napaści seksualnych miasto Orlando wprowadziło kursy posługiwania się bronią palną dla kobiet. W przeciągu roku liczba gwałtów spadła tam o 90%
  • W czasie gdy Australia i Wielka Brytania wprowadzały u siebie bardziej restrykcyjne zasady posiadania broni, liczba broni w amerykańskich domach rosła. W rezultacie w przeciągu 8 lat (od roku 1995 do roku 2003) liczba gwałtów: w Australii wzrosła o 26,5%, w Wielkiej Brytanii wzrosła o 59,8%, w USA zmalała o 13,5%
Więcej przykładów pozytywnych skutków dostępu do broni (nie tylko przy zwalczaniu gwałtów) można odnaleźć na stronie: http://www.romb.org.pl/index.php?id=147

W kwestii zwalczania przemocy domowej trzeba powiedzieć jasno że państwo zawodzi na całej linii. Zawiłe prawo, źle funkcjonujące instytucje państwowe takie jak: sąd rodzinny, opieka społeczna, RODK, niejasna procedura zakładania niebieskiej karty itd. powodują chaos na nieopisaną skalę. Ofiary przemocy często w ogóle nie zgłaszają się po pomoc z przyczyn psychologicznych (jak np. syndrom ofiary, syndrom sztokholmski, zespół współuzależnienia itd.), czasem same lądują w więzieniach kiedy zaczynają się bronić. W dodatku fałszywe oskarżenia o stosowanie przemocy bywają wykorzystywane jako karta przetargowa przy sprawach rozwodowych. Jest to oczywiście dobry zarobek dla państwowych instytucji jak i dla prawników, więc póki państwo mocno ingeruje w życie człowieka za wiele się nie zmieni.
Tymczasem w "wolnym społeczeństwie" po pierwsze prawo byłoby proste i zrozumiałe dla każdego, po drugie ludzie mogliby zawierać dobrowolne umowy na jasnych zasadach. To samo tyczy się formalizowania związku, prosta umowa określająca jak para zarządza swoim majątkiem, co jest dopuszczalne a co nie (np. zerwaniem umowy skutkowałaby zdrada, lub np. alkoholizm partnera), kto i w jakim stopniu zajmie się dziećmi w przypadku rozstania itd. Po trzecie rozpoczęcie "nowej drogi życia" byłoby na pewno łatwiejsze gdyby sytuacja gospodarcza kraju była o wiele lepsza, a do tego potrzeba wolnego rynku, a nie państwowego interwencjonizmu.
Istotna jest także kwestia niskiej wiedzy w społeczeństwie na temat psychologi, komunikacji interpersonalnej, asertywności, obrony przed manipulacją itd. a tu już pokutuje system państwowej edukacji, które te sprawy w dużym stopniu zwyczajnie omija.

Wolny rynek
Dość często lewicowe feministki, podkreślają że wolny rynek jest systemem bardziej dla mężczyzn, i że państwo musi "wyrównać" różnice między kobietą i mężczyzną w ramach "równości", "sprawiedliwości społecznej" i tym podobnych górnolotnych określeń. Tymczasem nawet dzisiaj pomimo dużej biurokracji i wysokich kosztów prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce według danych Eurostatu około 35% przedsiębiorców stanowią kobiety, co daje nam 6 miejsce w UE.

Ciekawostką historyczną jest też przypadek średniowiecznej Brugii. Na przełomie XIII i XIV gdzie w niemal całej Europie panował feudalizm i patriarchat w niderlandzkiej Brugii występowały pierwsze formy wolnego rynku, a więc funkcjonował prywatny biznes, handel, banki, kantory etc. Co ciekawe w społeczeństwie nad wyraz dobrze radziły sobie kobiety. Zjawisko to widoczne było zwłaszcza na targowiskach: w 1304 roku kobiety wynajmowały 55 z 60 straganów na jednym z głównych targowisk miasta (w tak zwanej Hali Serowej). Podobnie spośród 93 kramów wielkopostnych w latach 1305-1306 aż 83 należały do płci pięknej. Mieszkanki miasta bardzo dobrze radziły sobie w bankowości, prowadzeniu sklepów, kantorów czy lombardów.

Więcej na temat średniowiecznej Brugii możemy poczytać w niniejszym artykule:
http://ciekawostkihistoryczne.pl/2011/10/08/sredniowieczne-miasto-kobiet-feministki-w-xiv-wiecznej-brugii/
oraz w książce Jamesa M. Murraya pt. "Brugia. Kolebka kapitalizmu 1280-1390"

Kwestia nierównych płac
„Kobiety zarabiają mniej od mężczyzn, za dokładnie tę samą pracę” - częsty zarzut dla pracodawców, chyba każdy go słyszał. Jednak każdy człowiek mający chociażby błahe pojęcie o ekonomii od razu wychwyci oczywisty błąd. Skoro pracodawca może płacić kobiecie mniej "za dokładnie tę samą pracę" niż musiałaby płacić mężczyźnie, czy zatrudnianie kobiet nie byłoby znacznie bardziej opłacalne? Tymczasem jednak przedsiębiorcy chętniej zatrudniają mężczyzn. Coś tu jest nie tak. Błąd tkwi w wyrażeniu "za dokładnie tę samą pracę". Taka sytuacja na rynku jest zwyczajnie niemożliwa. Płaca zależy od produktywności pracownika oraz popytu na pracę (ze strony pracodawców) i faktycznej podaży siły roboczej (chętnych do podjęcia pracy). Tak więc gdyby kobiety godziły się na niższą płacę "za dokładnie tę samą pracę" mężczyźni byliby zmuszeni obniżyć wymagania co do płac, inaczej pracodawcy zatrudnialiby same kobiety. Problem leży w różnicach produktywności między mężczyzną a kobietą. I tak jak modelka zarabia nawet o 150% więcej niż model, a do NBA chętniej biorą czarnych niż białych (proporcje około 95% do 5%) tak w wielu branżach mężczyźni są po prostu bardziej produktywni od kobiet, stąd statystyki wypadają na niekorzyść kobiet. Z czego to wynika (różnice w sile fizycznej, kwestie psychologiczne) i jak duże są to różnice wynika ze specyfiki branży, stąd wielkość w różnicy płacy jest różnorodna. Do tego wszystkiego dochodzą potencjalne koszty dla pracodawcy związane z urlopami macierzyńskimi etc.
Lewica widzi tu jednak rozwiązanie: skoro nie ma równości biologicznej pomiędzy jedną płcią i drugą państwo powinno te nierówności "wyrównać". W praktyce prowadzi to jednak do pogorszenia sytuacji. Nie jest możliwe coś takiego jak rządowe "wyrównanie" płac. Przedsiębiorca zmuszony do płacenia powyżej płacy rynkowej zmniejsza zatrudnienie, podwyższa ceny swoich produktów lub też ogranicza środki na dalszy rozwój firmy (przenosi je do funduszu płac). Innymi słowy państwowe "wyrównywanie" płac może jedynie przynieść większe bezrobocie wśród kobiet oraz spadek płac realnych (wyższe ceny na rynku, konieczność podjęcia mniej płatnej pracy, wolniejszy rozwój gospodarki). Tymczasem na wolnym rynku, gdzie państwo nie zabierałoby niemal 70% dochodów (po uwzględnieniu wszystkich pośrednich i bezpośrednich podatków) płace byłyby znacznie wyższe, a ponieważ produktywność pracownika rośnie wraz z rozwojem gospodarczym, także kobiety zarabiałyby coraz więcej. Zauważmy że kobiety mieszkające w bogatszych krajach zarabiają więcej od mężczyzn mieszkających w krajach biedniejszych. Rozwój gospodarki i technologi zmniejsza również różnice między mężczyzną i kobietą na rynku pracy, więc sytuacja w warunkach gospodarki rynkowej stale się poprawia. To właśnie tą drogą warto pójść.

Libertarianizm vs feminizm

Jak widać libertarianizm przez swój wolnościowy wydźwięk pokrywa się w pewnym sensie z ideą emancypacji kobiet. Jednak staje na bakier z feminizmem, kiedy ten drugi nurt zaczyna popierać drogę pogłębiającego się interwencjonizmu państwowego. Sam feminizm jest złożonym terminem, istnieje wiele jego nurtów. Dziś nie każdy wie, że tzw. feminizm pierwszej fali miał charakter liberalny (zorientowany głównie wokół tzw. sufrażystek na przełomie XIX i XX wieku) i jedną z ważniejszych osób wspierających ten kierunek przemian był William Llyod Garrison, abolicjonista, libertarianin, dziennikarz, działacz społeczny, wydawca wolnościowej gazety "The Liberator". W późniejszych latach feminizm zaczął dzielić się na różne nurty, często łącząc się z socjalizmem i interwencjonizmem.

Współcześnie feminizm opiewa głównie wokół interwencjonizmu, socjaldemokracji itp., funkcjonują również nurty bardzo radykalne (tzw. radykalny feminizm). Jednak istnieje także stosunkowo mało znany feminizm indywidualistyczny, nawiązujący do feminizmu pierwszej fali oraz do libertarianizmu. Nurt ten został zapoczątkowany w 1973 r. przez Theodorę Nathan, ówczesną wiceprzewodniczącą amerykańskiej Partii Libertariańskiej. Stoi on w opozycji do feminizmu socjalistycznego jak i radykalnego. Przedstawiciele tego kierunku postulują przeprowadzenie takich zmian w prawie, które wyeliminowałyby przywileje zależne od klasy i płci, oraz by zapewnić każdej indywidualnej osobie równe prawa, w tym równe prawa do decydowania o sobie i do prywatnej własności. Feministki indywidualistyczne zachęcają kobiety do wzięcia całkowitej odpowiedzialności za swoje życie. To wiąże się także ze sprzeciwem wobec jakiekolwiek państwowej ingerencji w to, co dorośli ludzie robią ze swoimi ciałami, czy w stosunki międzyludzkie (np. wszelkimi zakazami związanymi z antykoncepcją, aborcją czy sprawami małżeńskimi). Uważają, że narzucane przez państwo przepisy mające rzekomo wprowadzać równość płci, tak naprawdę powodują nasilanie się zjawiska seksizmu. Według indywidualistycznych feministek jedną z właściwych metod walki z kulturą patriarchalną jest rozwój świadomości (szczególnie u kobiet). Obecnie najbardziej znaną przedstawicielką nurtu jest kanadyjska dziennikarka Wendy McElroy.

Polecam do poczytania tekst jej autorstwa (przetłumaczony na język polski):
http://liberalis.pl/2007/12/22/wendy-mcelroy-indywidualizm-nowe-spojrzenie-na-feminizm/

czwartek, 19 lutego 2015

Przewaga indywidualizmu nad kolektywizmem

Indywidualizm to pogląd według którego ludzka jednostka stanowi najwyższe dobro. Z kolei kolektywizm zakłada dokładnie odwrotnie: to kolektyw (grupa, wspólnota, zbiorowość) jest najważniejsza i jej dobro jest istotniejsze od dobra jednostki.

Do głównych nurtów nawiązujących do indywidualizmu możemy zaliczyć: liberalizm, libertarianizm, filozofię obiektywistyczną (randyzm) oraz niektóre "mieszane" nurty jak np. anarchoindywidualizm, czy feminizm indywidualistyczny.

Do kolektywizmu nawiązują takie doktryny jak: socjalizm, komunizm, komunitaryzm, nacjonalizm, faszyzm, narodowy socjalizm (nazizm), rasizm oraz niektóre nurty feminizmu (np. feminizm marksistowski, czy feminizm radykalny) oraz anarchizmu (np. anarchokomunizm, anarchokolektywizm czy anarchosyndykalizm).

Argumenty za indywidualizmem

Moje osobiste argumenty przemawiające za wyższością indywidualizmu nad kolektywizmem:
  1. Zbiorowość to nic innego jak zbiór jednostek - zbiorowość nie jest osobnym tworem, nie posiada własnej osobowości ani celów, to nie jest człowiek tylko zbiór ludzi. Stąd też wynika paradoks kolektywizmu, zakłada się że liczy się tylko to co jest dobre dla całej zbiorowości a nie to co jest dobre dla jednostek. Ale to właśnie te jednostki, których los jest mniej ważny tworzą tą zbiorowość
  2. Każda jednostka jest inna - niekiedy na plakatach wyborczych możemy odnaleźć hasła typu: "tego chcą Polacy". Każdy Polak może się wówczas zastanowić, "czy jeśli ja tego nie chcę (postulatów danej partii) to znaczy że nie jestem Polakiem?" . Każdy ma własne cele, swoją hierarchię wartości itp. tak więc zakładania że cała grupa (naród, klasa społeczna, płeć, rasa) ma jeden wspólny cel jest błędne
  3. Przymus w kolektywizmie, wymuszanie poświęcenia - za kolektywizmem często stawia się argument jakoby człowiek nie żyje sam tylko w określonej zbiorowości. Jest to prawda, jednak zapomina się że o ile dobrowolne zrzeszanie się jednostek w grupy działające we wspólnym celu jest konstruktywne o tyle przymuszanie do działania w danej grupie i bezwarunkowej solidarności jest destrukcyjne. Człowiek zostaje zmuszony do rzeczy, których nie akceptuje, ponieważ musi poświęcać się "dla dobra kolektywu". I wówczas zamiast społeczeństwa złożonego z milionów realizujących się jednostek mamy społeczeństwo złożone z milionów samopoświęcających się jednostek, które poświęcają się.... no właśnie dla kogo? Nietrudno zauważyć że taki system jest korzystny jedynie dla tych którzy wyznaczają odgórne cele, czyli dla władzy. Z tego też względu kolektywizm tak często był obecny w systemach totalitarnych
  4. Kolektywizm jest antyludzki - w indywidualizmie człowiek jest celem samym w sobie, w kolektywizmie człowiek jest nieistotny, jest traktowany instrumentalnie, ma jedynie służyć do wyższych celów. Od tego krótka droga do akceptacji przemocy i zbrodni, co w istocie miało miejsce w takich kolektywistycznych tworach jak ZSRR czy III Rzesza
  5. Kolektywizm hamuje rozwój człowieka - tylko człowiek wolny, współpracujący z innymi ludźmi dobrowolnie jest twórczy. Kiedy pojawia się przymus rozwój zostaje zahamowany
  6. Spójrzmy na historię - na kolektywizmie zawsze oparte były mocno "przemocowe" kierunki jak komunizm, nazizm czy rasizm, prowadząc do licznych zbrodni. Tymczasem kraje gdzie chroni się prawa jednostkowe rozwijały się szybciej i bardziej pokojowo 

Indywidualizm a egoizm

Indywidualizm często jest atakowany, poprzez przedstawianie go jako system "egoistyczny". Tymczasem indywidualizm może łączyć się z egoizmem o tyle o ile przyznaje się iż działanie w swoim interesie jest racjonalne i moralnie uzasadnione dopóki nie działa się na niekorzyść innych ludzi.
Pozytywny aspekt egoizmu przedstawiała w swoich poglądach m.in. Ayn Rand, głównie w takich dziełach jak "Atlas zbuntowany", "Cnota egoizmu", "Źródło", "Hymn" czy "Kapitalizm: nieznany ideał". Filozofia Rand zwana filozofią obiektywistyczną, obiektywizmem czy też randyzmem zakłada że właściwą postawą etyczną jest tzw. racjonalny egoizm. Rand zwraca tu uwagę że samo słowo egoizm jest etycznie neutralne, tzn. zakłada jedynie działanie na własną korzyść bez rozstrzygania czy jest to korzystne, krzywdzące czy też neutralne dla innych ludzi. Dlatego też egoizm nie musi być niemoralny, wprost przeciwnie kiedy łączy się z racjonalizmem jest postawą w pełni uzasadnioną etycznie. Według Ayn Rand moralność nie jest koncertem życzeń (jak zakłada się w relatywizmie moralnym), jest za to czymś co jest konieczne ludziom do przetrwania. Ponieważ to ludzki umysł jest naszym głównym narzędziem przetrwania to jest on głównym źródłem moralności. Stąd też racjonalny egoizm zakłada że należy dbać o własne dobro (inaczej zanegowalibyśmy prawo człowieka do przetrwania), a dobro to nie wymaga ludzkich poświęceń i tego dobra nie da się osiągnąć na drodze szkodzenia komukolwiek. Nie ma tutaj również miejsca na konflikty interesów między ludźmi, którzy nigdy nie pragną niezasłużonego, którzy dają i biorą w myśl zasady wolnej, nie przymuszonej wymiany, tylko to, co im się należy, którzy traktują wszystkich jak niezależnych partnerów, chcą, jak kupcy by wymiana przyniosła korzyści obu stronom. Sięganie po niezasłużone dobro na zasadzie "bo mi się należy" jest irracjonalne, destrukcyjne a tym samym niemoralne. Według Ayn Rand pomagania innym ludziom jest właściwe, jednak pod warunkiem że robimy to dobrowolnie oraz nie poświęcamy w tym całego siebie. Przykładowo to że pomożemy sąsiadowi w trudnej sytuacji finansowej nie oznacza, że od tej pory musimy już na stałe oddawać mu większość naszych dochodów. Rand zwróciła również uwagę że troska o najbliższe nam osoby nie jest poświęceniem, ponieważ te osoby są dla nas kimś ważnym, tak więc pomagając im robimy do również dla siebie.

Gospodarka to gra o sumie niezerowej

"Gdybyśmy zsumowali wszystkie dokonania filantropów od początku dziejów, okazałoby się, że przyniosły one ludzkości jedną dziesiątą tych korzyści, które były wynikiem normalnych, nie inspirowanych miłosierdziem, działań podejmowanych przez takich ludzi jak Thomas Alva Edison i wiele znakomitych umysłów, które przyczyniły się do opracowania zastosowań jego wynalazku. Niezliczeni myśliciele, wynalazcy i organizatorzy przyczynili się do zapewnienia wygody, zdrowia i szczęścia innych ludzi, dlatego że nie było to ich celem"
Isabel Paterson

Jak już wcześniej pisałem działanie we własnym interesie nie tylko nie musi szkodzić innym osobom ale także może działać na ich korzyść. Jednym z dość częstych i błędnych zarzutów wobec gospodarki wolnorynkowej jest powszechne przekonanie jakoby "zysk jednej osoby oznaczał stratę kogoś drugiego". Gdyby tak było oznaczałoby to np. że aby zdobyć pewną kwotę pieniędzy np. tysiąc złotych trzeba by ją koniecznie ukraść a nie dałoby się jej po prostu zarobić. Albo też żeby zawrzeć związek małżeński trzeba koniecznie kogoś porwać i przymusić do ożenku a nie po prostu znaleźć chętną osobę. Wolny rynek to nic więcej jak system wolnej wymiany: ja posiadam dobro A a chcę mieć dobro B, ty posiadasz dobro B a chcesz mieć dobro A, więc się wymieniamy i obie strony są zadowolone. Dla łatwiejszej wymiany wprowadza się środek płatniczy (pieniądze), a przedmiotem wymiany może być wszystko: towary, usługi, pieniądze, praca, pożyczka, ziemia itd. Do ciągłego rozwoju potrzebne są również inwestycje, do ich zaistnienia niezbędna jest zachęta w postaci zysku.

Rozważmy teraz taką sytuację:
Pewien człowiek pomyślał sobie: "chciałbym być bogaty". Postanowił więc założyć firmę, z czasem zaczął ją rozwijać i inwestować w najnowsze technologie ostatecznie wprowadzając na rynek pewien nowy, innowacyjny produkt, który ułatwił życie milionom ludzi na całym świecie. W tym przypadku człowiek realizując swój własny cel zostania bogatym człowiekiem nie tylko stworzył wiele miejsc pracy ale także uszczęśliwił miliony konsumentów. Możemy jednak wyobrazić co by było, gdyby na skutek nadmiernych regulacji i zbyt uciążliwego opodatkowania jego firma nigdy nie powstała albo też jej rozwój został wcześnie zahamowany. Kłoda rzucona pod nogi jednego człowieka okazałaby się jednocześnie kłodą rzuconą pod nogi milionów ludzi.

środa, 21 stycznia 2015

Wpływ autorytetu

Nikt, nawet najmądrzejszy człowiek na świecie nie jest w stanie wiedzieć wszystkiego, być ekspertem w wszystkich dziedzinach. Dlatego każdy z nas musi polegać na zdaniu specjalisty w danej dyscyplinie. Jednak czasem może się okazać że ktoś kogo braliśmy za eksperta wcale nim nie był lub akurat w danej sprawie kompletnie nie miał racji. Posłuszeństwo wobec autorytetu jest jednak silniejsze niż mogło być się wydawać, często uruchamia się automatycznie, dlatego ta zależność bywa wykorzystywana w manipulacji. Jest to tzw. reguła autorytetu, jedna z głównych reguł wywierania wpływu społecznego.

Eksperyment Milgrama

Stanley Milgram, amerykański psycholog społeczny w 1961 r. postanowił zbadać posłuszeństwo wobec autorytetów. Docelowo badania miały być przeprowadzone w Niemczech, gdyż Milgram chciał sprawdzić czy Niemcy są narodem wyjątkowo skłonnym do podporządkowywania się swoim przełożonym, co miało tłumaczyć ślepe posłuszeństwo wobec zbrodniczych rozkazów w czasie II wojnie światowej. Jednak po przeprowadzeniu badań w USA Milgram stwierdził:  "Znalazłem tu (w Ameryce) tyle posłuszeństwa, że wcale już nie było powodu jechać do Niemiec".

Przeprowadzony eksperyment wyglądał następująco: 
Ochotnicy (którzy zgłosili w odpowiedzi na ogłoszenia umieszczone w prasie) byli przekonani, że biorą udział w badaniu „wpływu kar na pamięć”. Za wzięcie udziału w badaniu mieli otrzymać wynagrodzenie (bez względu na to co się stanie). Uczestnik badania miał za zadanie pełnienie roli "nauczyciela", na przeciw niego za szybą znajdował się podłączony do elektrod "uczeń", któremu "nauczyciel" miał odczytywać listę słów, które z kolei on ("uczeń") miał powtarzać na głos. Lista słów na każdym razem była co raz dłuższa, "nauczyciel" miał za zadanie weryfikować ile z nich "uczeń" jest w stanie zapamiętać i za każdą złą odpowiedzieć karać "ucznia" porażeniem prądem. W dodatku wstrząs elektryczny miał być za każdym razem co raz silniejszy. Wszystko to odbywało się pod okiem "badacza", który odpowiadał za przebieg eksperymentu. Uczestnik badania (nauczyciel) nie wiedział że osoba podłączona do prądu (uczeń) jest tak na prawdę aktorem (a nie jak mu powiedziano innym ochotnikiem, który wylosował rolę ucznia w eksperymencie) a urządzenie w rzeczywistości nie jest podłączone do prądu. Badanie zaczęło przybierać coraz bardziej dramatyczny przebieg. "Uczeń" musiał znosić (rzekomo) coraz silniejsze wstrząsy, coraz bardziej prosząc o przerwanie eksperymentu, "badacz" jednak lekceważył jego prośby nakazując "nauczycielowi" kontynuowanie. Pomimo iż w pewnym momencie aplikowane wstrząsy zaczęły być bardzo silne, a "uczeń" coraz rozpaczliwiej błagał o wypuszczenie go, aż 65% "nauczycieli" doszło do poziomu 450 V, podczas gdy pierwsze wstrząsy zaczęły się z pułapu 15 V, a już przy 150 V "uczeń" zaczął rozpaczliwie domagać się przerwania badania. Mało tego osoby które zaaplikowały wstrząs wartości 450 V przerwały dlatego że takie było polecenie nadzorującego badanie (badacza), a zaledwie 12,5% osób przerwało eksperyment przy poziomie 300 V sprzeciwiając się woli "badacza". Nikt z kolei nie odważył się na przerwanie doświadczenia przed poziomem 300 V. Żaden z uczestników badania nie zorientował się także że rzekomo porażany prądem człowiek jest tylko aktorem.

Wyniki eksperymentu okazały się zatem szokujące, zaskoczony był także sam Milgram. Gdy proszono studentów o przewidywanie wyników tak zaplanowanego eksperymentu, okazało się, że przeciętnie sądzili oni, iż do końca skali dojść może co najwyżej 1% "nauczycieli". Gdy proszono zawodowych psychiatrów o przewidzenie wyników, sądzili, że do końca skali dojść może najwyżej jedna osoba na tysiąc (jeden promil). Jak zatem wyjaśnić tak zaskakujące wyniki badania? Może tak się złożyło że w badaniu wzięli udział osoby o psychopatycznych lub sadystycznych skłonnościach, a może nie zdawali sobie sprawy z niebezpieczeństwa, które powodują tak silne wstrząsy elektryczne? Wszystkie tego typu tezy zostały obalone. Uczestnicy badania zostali przebadani, nie stwierdzono u nich żadnych zaburzeń osobowości ani chorób psychicznych, w dodatku wyraźnie cierpieli oni w czasie wykonywania badania, co widać było po ich nerwowych reakcjach jak przygryzanie wargi, nerwowe spoglądanie na badacza, załamywanie palców a także proszenie badacza o zgodę na przerwanie eksperymentu. Mimo to większość z nich kontynuowała aplikowanie wstrząsów do czasu aż badacz zezwolił na zakończenie. Każdy z "nauczycieli" został również porażony ładunkiem 45 V (10-krotnie niższym niż najwyższa wartość w eksperymencie) przed badaniem co było przez nich odczuwane jako dość bolesne, zdawali więc sobie sprawę jak silne potrafią być aplikowane wstrząsy elektryczne. Badanie zostało w przyszłości powtórzone wielokrotnie na różnych grupach ludzi, przyniosło one podobne rezultaty, nie stwierdzono również większych różnic w zachowaniu pomiędzy mężczyznami i kobietami, czy między różnymi narodowościami. Jedynym zatem powodem kontynuowania eksperymentu do samego końca przez większość uczestników wydawało się zatem być nic innego jak posłuszeństwo wobec autorytetu. Czyli uczestnicy badania aplikowali coraz większe wstrząsy pomimo (jak sądzili) ogromnego cierpienia "ucznia" tylko dlatego iż nakazywał to kierujący eksperymentem specjalista. Teoria ta została potwierdzona w późniejszych zmienionych wersjach badania. Przykładowo gdy "badacz" nakazywał przerwanie doświadczenia ze względu na zbyt silne wstrząsy "nauczyciel" posłusznie kończył swoją rolę, nawet jeśli "uczeń" zapewniał że jest w stanie wytrzymać dużo silniejsze porażenia. Gdy "badaczy" było dwóch i w którymś momencie zaczęli się spierać czy należy kontynuować eksperyment "nauczyciel" zaczął nerwowo patrzeć to na jednego to na drugiego wahając się kogo posłuchać, gdy nie mógł ustalić kto tu jest "szefem" odstępował od kontynuacji badania. Inna wersja polegała też na tym że "badacz" i "uczeń" w pewnym momencie zamieniali się miejscami. Tym razem gdy "uczeń" nakazywał kontynuowanie eksperymentu pomimo sprzeciwu rażonego prądem "badacza" 100% "nauczycieli" zaprzestawało aplikowania kolejnych wstrząsów.

Powyższy eksperyment pokazuje jak silna potrafi być wiara w nieomylność autorytetu. W psychologii takie zjawisku nazywa się kapitanozą. Nazwa pochodzi od słowa kapitan i tłumaczy przykładowo nieskorygowane błędy załogi samolotu, którzy uznają, że skoro autorytet (pilot) coś robi, to nie może się mylić. Podobne zjawisko występuje także w medycynie. Nawet w przypadku błędu lekarskiego pielęgniarka często jest skłonna podać pacjentowi nieodpowiednie lekarstwo, ponieważ uznaje że skoro lekarz podjął taką a nie inną decyzję to jest ona słuszna.

Zgubna symbolika, czyli oszuści w akcji

Eksperyment Milgrama pokazał jak silne potrafi być oddziaływanie autorytetu. W dodatku automatyczne przyznawanie racji autorytetowi może nastąpić także jeśli dana osoba jest tylko postrzegana jako autorytet. Duży wpływ na postrzeganie człowieka mają m.in. tytuł naukowy, ubranie czy posiadany samochód. Dla przykładu w pewnym badaniu przeprowadzonym w Teksasie, 31-letni mężczyzna przechodził przez ulicę na czerwonych światłach. Okazało się , że trzy i pół raza więcej przechodniów poszło w jego ślady, kiedy był on ubrany w garnitur i krawat w porównaniu z sytuacją , w której miał na sobie spodnie i flanelową koszulę. Stąd też zawodowi oszuści dla swoich celów potrafią podrabiać swoje dokumenty czy przebierać się w odpowiedni uniform żeby łatwiej przekonać ofiarę do swoich racji.