Social Icons

środa, 21 stycznia 2015

Wpływ autorytetu

Nikt, nawet najmądrzejszy człowiek na świecie nie jest w stanie wiedzieć wszystkiego, być ekspertem w wszystkich dziedzinach. Dlatego każdy z nas musi polegać na zdaniu specjalisty w danej dyscyplinie. Jednak czasem może się okazać że ktoś kogo braliśmy za eksperta wcale nim nie był lub akurat w danej sprawie kompletnie nie miał racji. Posłuszeństwo wobec autorytetu jest jednak silniejsze niż mogło być się wydawać, często uruchamia się automatycznie, dlatego ta zależność bywa wykorzystywana w manipulacji. Jest to tzw. reguła autorytetu, jedna z głównych reguł wywierania wpływu społecznego.

Eksperyment Milgrama

Stanley Milgram, amerykański psycholog społeczny w 1961 r. postanowił zbadać posłuszeństwo wobec autorytetów. Docelowo badania miały być przeprowadzone w Niemczech, gdyż Milgram chciał sprawdzić czy Niemcy są narodem wyjątkowo skłonnym do podporządkowywania się swoim przełożonym, co miało tłumaczyć ślepe posłuszeństwo wobec zbrodniczych rozkazów w czasie II wojnie światowej. Jednak po przeprowadzeniu badań w USA Milgram stwierdził:  "Znalazłem tu (w Ameryce) tyle posłuszeństwa, że wcale już nie było powodu jechać do Niemiec".

Przeprowadzony eksperyment wyglądał następująco: 
Ochotnicy (którzy zgłosili w odpowiedzi na ogłoszenia umieszczone w prasie) byli przekonani, że biorą udział w badaniu „wpływu kar na pamięć”. Za wzięcie udziału w badaniu mieli otrzymać wynagrodzenie (bez względu na to co się stanie). Uczestnik badania miał za zadanie pełnienie roli "nauczyciela", na przeciw niego za szybą znajdował się podłączony do elektrod "uczeń", któremu "nauczyciel" miał odczytywać listę słów, które z kolei on ("uczeń") miał powtarzać na głos. Lista słów na każdym razem była co raz dłuższa, "nauczyciel" miał za zadanie weryfikować ile z nich "uczeń" jest w stanie zapamiętać i za każdą złą odpowiedzieć karać "ucznia" porażeniem prądem. W dodatku wstrząs elektryczny miał być za każdym razem co raz silniejszy. Wszystko to odbywało się pod okiem "badacza", który odpowiadał za przebieg eksperymentu. Uczestnik badania (nauczyciel) nie wiedział że osoba podłączona do prądu (uczeń) jest tak na prawdę aktorem (a nie jak mu powiedziano innym ochotnikiem, który wylosował rolę ucznia w eksperymencie) a urządzenie w rzeczywistości nie jest podłączone do prądu. Badanie zaczęło przybierać coraz bardziej dramatyczny przebieg. "Uczeń" musiał znosić (rzekomo) coraz silniejsze wstrząsy, coraz bardziej prosząc o przerwanie eksperymentu, "badacz" jednak lekceważył jego prośby nakazując "nauczycielowi" kontynuowanie. Pomimo iż w pewnym momencie aplikowane wstrząsy zaczęły być bardzo silne, a "uczeń" coraz rozpaczliwiej błagał o wypuszczenie go, aż 65% "nauczycieli" doszło do poziomu 450 V, podczas gdy pierwsze wstrząsy zaczęły się z pułapu 15 V, a już przy 150 V "uczeń" zaczął rozpaczliwie domagać się przerwania badania. Mało tego osoby które zaaplikowały wstrząs wartości 450 V przerwały dlatego że takie było polecenie nadzorującego badanie (badacza), a zaledwie 12,5% osób przerwało eksperyment przy poziomie 300 V sprzeciwiając się woli "badacza". Nikt z kolei nie odważył się na przerwanie doświadczenia przed poziomem 300 V. Żaden z uczestników badania nie zorientował się także że rzekomo porażany prądem człowiek jest tylko aktorem.

Wyniki eksperymentu okazały się zatem szokujące, zaskoczony był także sam Milgram. Gdy proszono studentów o przewidywanie wyników tak zaplanowanego eksperymentu, okazało się, że przeciętnie sądzili oni, iż do końca skali dojść może co najwyżej 1% "nauczycieli". Gdy proszono zawodowych psychiatrów o przewidzenie wyników, sądzili, że do końca skali dojść może najwyżej jedna osoba na tysiąc (jeden promil). Jak zatem wyjaśnić tak zaskakujące wyniki badania? Może tak się złożyło że w badaniu wzięli udział osoby o psychopatycznych lub sadystycznych skłonnościach, a może nie zdawali sobie sprawy z niebezpieczeństwa, które powodują tak silne wstrząsy elektryczne? Wszystkie tego typu tezy zostały obalone. Uczestnicy badania zostali przebadani, nie stwierdzono u nich żadnych zaburzeń osobowości ani chorób psychicznych, w dodatku wyraźnie cierpieli oni w czasie wykonywania badania, co widać było po ich nerwowych reakcjach jak przygryzanie wargi, nerwowe spoglądanie na badacza, załamywanie palców a także proszenie badacza o zgodę na przerwanie eksperymentu. Mimo to większość z nich kontynuowała aplikowanie wstrząsów do czasu aż badacz zezwolił na zakończenie. Każdy z "nauczycieli" został również porażony ładunkiem 45 V (10-krotnie niższym niż najwyższa wartość w eksperymencie) przed badaniem co było przez nich odczuwane jako dość bolesne, zdawali więc sobie sprawę jak silne potrafią być aplikowane wstrząsy elektryczne. Badanie zostało w przyszłości powtórzone wielokrotnie na różnych grupach ludzi, przyniosło one podobne rezultaty, nie stwierdzono również większych różnic w zachowaniu pomiędzy mężczyznami i kobietami, czy między różnymi narodowościami. Jedynym zatem powodem kontynuowania eksperymentu do samego końca przez większość uczestników wydawało się zatem być nic innego jak posłuszeństwo wobec autorytetu. Czyli uczestnicy badania aplikowali coraz większe wstrząsy pomimo (jak sądzili) ogromnego cierpienia "ucznia" tylko dlatego iż nakazywał to kierujący eksperymentem specjalista. Teoria ta została potwierdzona w późniejszych zmienionych wersjach badania. Przykładowo gdy "badacz" nakazywał przerwanie doświadczenia ze względu na zbyt silne wstrząsy "nauczyciel" posłusznie kończył swoją rolę, nawet jeśli "uczeń" zapewniał że jest w stanie wytrzymać dużo silniejsze porażenia. Gdy "badaczy" było dwóch i w którymś momencie zaczęli się spierać czy należy kontynuować eksperyment "nauczyciel" zaczął nerwowo patrzeć to na jednego to na drugiego wahając się kogo posłuchać, gdy nie mógł ustalić kto tu jest "szefem" odstępował od kontynuacji badania. Inna wersja polegała też na tym że "badacz" i "uczeń" w pewnym momencie zamieniali się miejscami. Tym razem gdy "uczeń" nakazywał kontynuowanie eksperymentu pomimo sprzeciwu rażonego prądem "badacza" 100% "nauczycieli" zaprzestawało aplikowania kolejnych wstrząsów.

Powyższy eksperyment pokazuje jak silna potrafi być wiara w nieomylność autorytetu. W psychologii takie zjawisku nazywa się kapitanozą. Nazwa pochodzi od słowa kapitan i tłumaczy przykładowo nieskorygowane błędy załogi samolotu, którzy uznają, że skoro autorytet (pilot) coś robi, to nie może się mylić. Podobne zjawisko występuje także w medycynie. Nawet w przypadku błędu lekarskiego pielęgniarka często jest skłonna podać pacjentowi nieodpowiednie lekarstwo, ponieważ uznaje że skoro lekarz podjął taką a nie inną decyzję to jest ona słuszna.

Zgubna symbolika, czyli oszuści w akcji

Eksperyment Milgrama pokazał jak silne potrafi być oddziaływanie autorytetu. W dodatku automatyczne przyznawanie racji autorytetowi może nastąpić także jeśli dana osoba jest tylko postrzegana jako autorytet. Duży wpływ na postrzeganie człowieka mają m.in. tytuł naukowy, ubranie czy posiadany samochód. Dla przykładu w pewnym badaniu przeprowadzonym w Teksasie, 31-letni mężczyzna przechodził przez ulicę na czerwonych światłach. Okazało się , że trzy i pół raza więcej przechodniów poszło w jego ślady, kiedy był on ubrany w garnitur i krawat w porównaniu z sytuacją , w której miał na sobie spodnie i flanelową koszulę. Stąd też zawodowi oszuści dla swoich celów potrafią podrabiać swoje dokumenty czy przebierać się w odpowiedni uniform żeby łatwiej przekonać ofiarę do swoich racji.

piątek, 9 stycznia 2015

Prawdziwe przyczyny bezrobocia

Bezrobocie to jeden z największych problemów społeczno-gospodarczych, które od lat nęka nasz kraj. Ale skąd to w ogóle się bierze i jak można rozwiązać ten problem?

Bezrobocie - co to tak właściwie jest

Oficjalnie przyjmuje się że bezrobocie opisuje zjawisko, w którym osoby chętne do podjęcia zatrudnienia z pewnych powodów nie mogą znaleźć pracy. Przyjrzyjmy się jednak bezrobociu jako zjawisku gospodarczemu. A mianowicie jest to nic innego jak nadpodaż siły roboczej. Z czego ona wynika? Przede wszystkim należy sobie zdać sprawę z tego że praca jest niczym innym jak towarem w procesie wymiany pomiędzy pracodawcą a pracobiorcą, płaca z kolei jest niczym innym jak ceną za pracę, która ustala się samoistnie na skutek gry popytu i podaży. Jak zatem widzimy coś takiego jak nadpodaż siły roboczej zwyczajnie nie powinno istnieć na dłuższą metę (tak jak nie występuje na rynku trwała nadpodaż jakiekolwiek towaru), a jedynie kwestia tego jaką pracownik dostaje płacę (cenę rynkową za płacę). Tak byłoby na wolnym rynku, gdzie występować może jedyne tzw. bezrobocie frykcyjne, czyli czasowe bezrobocie związane z przerwą w zatrudnieniu z powodu poszukiwania innej pracy lub zmianą miejsca zamieszkania. Dlaczego zatem mamy bezrobocie? Ponieważ nie mamy wolnego rynku.

Jak państwo tworzy bezrobocie

Praktycznie jedynymi przyczynami bezrobocia są pozapłacowe koszty pracy (związane z podatkami, przymusowymi ubezpieczeniami itd.), dodatkowe koszty prowadzenia działalności gospodarczej narzucone przez państwo (biurokracja, usługi księgowe itd.) oraz funkcjonowanie ustawowej płacy minimalnej

Jak to wygląda w praktyce? Weźmy na początek pod lupę klin podatkowy.

Kalkulator kosztów pracy - na tej stronie możemy wyliczyć jak kształtują się koszty pod stronie pracodawcy i pracownika.

Od stycznia tego roku płaca minimalna wynosi 1750 zł brutto. Korzystając z powyższego kalkulatora możemy obliczyć iż z 1750 zł brutto pracownik "do ręki" dostanie 1286,16 zł, a pracodawca musi na niego wydać 2112,95 zł. Innymi słowy z 2112,95 zł które płaci pracodawca, pracownik dostanie zaledwie 1286,16 zł., pozostałe 826, 79 zł pochłaniają przymusowe ubezpieczenia, składki, zaliczka na podatek dochodowy itp.

Ale na tym nie koniec, w końcu poza podatkami bezpośrednimi są również podatki pośrednie (jak chociażby VAT, czy akcyza), a więc z tych 1286,16 zł jeszcze niemało odejdzie na rzecz budżetu państwa. W innym poście podawałem film, który w skrócie przedstawia ile pieniędzy zabiera nam państwo. Dla przypomnienia:



Z filmu powyżej widzimy jak państwo ściąga z obywatela nawet 67% podatków. I szczerze powiedziawszy to nawet dość optymistyczne założenie, nie uwzględniono tu chociażby podatków ukrytych jak inflacja. Ale zakładając że państwo zabiera około 2/3 dochodów, można nie trudno wysnuć wniosek że gdyby nie działalność państwa człowiek żyłby na trzykrotnie wyższym poziomie z samego tylko faktu nie istnienia przymusu podatkowego, rozwój gospodarczy sprawiłby dodatkowo że poziom życia byłby duży wyższy niż tylko trzykrotnie. No ale tak byłoby w całkowitym anarchokapitalizmie, patrząc jednak trochę bardziej realnie nawet w państwie minimum gdzie rząd nie miesza się do gospodarki a zajmuje jedynie takimi dziedzinami jak bezpieczeństwo (wojsko, policja, służby, sądownictwo) zamiast płacić tysiąc kilkaset złotych miesięcznie na utrzymanie państwa moglibyśmy płacić kilkukrotnie mniej a zaoszczędzone pieniądze wystarczyłyby i to ze sporym zapasem na zafundowanie sobie świadczeń którymi nie zajmowałoby się już państwo (prywatne ubezpieczenie zdrowotne, pieniądze odkładane na starość itp).

Czy aby nie przesadzam?
Według obliczeń Forum Obywatelskiego Rozwoju wydatki państwa w przeliczeniu na jednego mieszkańca w 2013 r. wyniosły 18301 zł, czyli jakieś 1525 zł miesięcznie, tyle zatem kosztuje przeciętnego obywatela utrzymanie państwa. Z czego na wojsko 609 zł, policję i straż pożarną 275 zł, sądy i więzienia 242 zł a więc razem 1126 zł, tyle rocznie kosztowałoby przeciętnego Polaka utrzymanie państwa minimum. Ale nawet doliczając jeszcze wydatki na drogi, transport i tory (razem 1233 zł) byłoby to 1126+1233 = 2359 zł rocznie, a więc nadal nawet niecałe 200 zł miesięcznie.

Źródło powyższych danych: http://www.for.org.pl/pl/a/3022,Rachunek-od-panstwa-za-wydatki-w-roku-2013

Wracając jednak do tematu: niskie pensje to wynik dużych obciążeń jakie serwuje nam państwo, jednak poprzez klin podatkowy oraz płacę minimalna aby pracodawca zatrudnił pracownika musi wydawać na niego co najmniej 2112,95 zł. A więc jeśli chce zatrudnić np. 5 osób musi znaleźć 10564,75 zł miesięcznie na same płace, a przecież dochodzą do tego niemałe koszty prowadzenia formy związane z biurokracją itd. Możemy sobie wyobrazić jakie jest to obciążenie dla drobnych przedsiębiorców, którzy dopiero wchodzą na rynek. Płaca minimalna, która pozornie ma chronić przed "wyzyskiem" daje dokładnie ten sam efekt jaki dałoby wprowadzenie minimalnych cen za dane artykuły na rynku. Efekt nietrudny do przewidzenia, gdyby ceny były zbyt zawyżone: bogaci jeszcze jako tako dawaliby radę, biedni musieliby oszczędzać na czym się tylko da, często rezygnując z zakupu tego czy tamtego dobra. Biorąc pod uwagę że praca to towar, płaca to cena (za pracę), dokładnie taki sam efekt na rynku pracy powoduje płaca minimalna ustanowiona wyżej niż płaca rynkowa. A więc większe firmy jako tako sobie radzą, mniejsze dużo gorzej, wiele z nich w ogóle nie powstaje, a drobniejsi przedsiębiorcy często zwyczajnie rezygnują z zatrudnienia pracownika. I tak właśnie powstaje bezrobocie. Dodam że to sektor MSP głównie tworzy miejsca pracy, nawet teraz przy dużych obciążeniach zatrudnia 3/4 wszystkich zatrudnionych. Jako że ten sektor jest najbardziej gnębiony, przekłada się to na wzrost bezrobocia.

Ale chwila, ktoś teraz mógłby wyjść z myślą: "czy likwidacja płacy minimalnej nie spowoduje znacznego spadku płac, nawet jeśli jednocześnie zlikwidujemy klin podatkowy? Przecież przedsiębiorcy mogą zagarnąć zaoszczędzone pieniądze dla siebie".

Na początek dla uspokojenie posłużę sobie przykładem: kraje gdzie nie mają ustawowej płacy minimalnej takie jak Szwajcaria, Austria czy Liechtenstein cieszą się jednocześnie najniższym bezrobociem w Europie, a płace są nieporównywalnie wyższe niż w Polsce. Także Niemcy wprowadziły płacę minimalną dopiero od tego roku a mimo to na zarobki do tej pory raczej nie narzekali. Dzieje się tak dlatego że płace ustanawia rynek. Płaca zależy od: produktywności pracownika (która wzrasta wraz z rozwojem gospodarczym i związanym z nim postępem technologicznym) oraz od popytu o pracę, czyli zapotrzebowania na pracę zgłaszanego przez pracodawców. Tak więc kiedy znika problem klina podatkowego, spada tym samym bezrobocie, a tym samym rosną płace, pracodawcy także na tym zyskują, ponieważ wraz z rozwojem gospodarczym obniżają się koszty produkcji. Ludzie którzy wysnuwają argument o przedsiębiorcach którzy po spadku kosztów pracy nie podniosą pensji tylko zagarną zysk dla siebie zapominają, że obniżenie kosztów pracy zawsze powoduje spadek bezrobocia. Po pierwsze spadek kosztów pracy powoduje pojawienie się na rynku nowych pracodawców, a po drugie przedsiębiorcy, którzy już są na rynku nawet jeśli porostu wydadzą zaoszczędzone pieniądze to tym samym spowodują spadek bezrobocia, który z kolei przyniesie wzrost płac. W jaki sposób? Przedsiębiorca zaoszczędzone środki może wydać na rozwój przedsiębiorstwa, tym samym tworząc nowe miejsce pracy. Może jednak wydać pieniądze na inwestycje nie związane z jego działalnością lub po prostu na dobra konsumpcyjne, tym samym pośrednio stworzy miejsca pracy w innych branżach. Może też wpłacić oszczędności na konto lub lokatę w banku, jednak i w tym wypadku zostaną one dalej zainwestowane (bank przeznaczy je na kredyty, pożyczki itd.). Z tego też względu skoro płaca minimalna podnosi bezrobocie, tym samym przyczynia się do spadku płac, więc daje efekt odwrotny do zamierzonego. Płaca minimalna również najbardziej uderza w najmniej wykwalifikowanych pracowników, takich jak absolwenci, którzy dopiero wchodzą na rynek pracy. Powoduje również większy wzrost bezrobocia w mniejszych, biedniejszych miastach, ponieważ tam różnica pomiędzy płacą ustawową a rynkową najmniej wykwalifikowanych pracowników jest największa, tak więc lokalni przedsiębiorcy częściej rezygnują z zatrudnienia pracownika.

Poza tym, płaca minimalna nie musiałaby zostać zlikwidowana, wystarczy żeby była ustanawiana na poziomie, nie wyższym, niż płaca rynkowa dla najmniej zarabiających.

Ktoś oczywiście mógłby także wysunąć argument, że w innych krajach też są pewne koszty pracy, jest płaca minimalna nawet wyższa niż w Polsce, a bezrobocie jest mniejsze. Jest to związane z tym, że kraje te są bardziej rozwinięte gospodarczo, wydajność pracy jest więc tam wyższa, także płaca minimalna i inne obciążenia mniej szkodzą. Zauważmy też że w każdym państwie jest mniejsze lub większe bezrobocie, jest to związane właśnie z tym że praktycznie wszędzie rządy ingerują w gospodarkę, a faktem jest że to właśnie kraje najbardziej wolnorynkowe cieszą się najmniejszym bezrobociem i najwyższymi płacami.

Mit technologicznego bezrobocia

Wiele ludzi jest zdania, że poza państwowymi obciążeniami dla pracodawców bezrobocie tworzy także rozwój technologii. Jednak gdyby to była prawda, to biorąc pod uwagę że od połowy XVIII wieku ludzka populacja zwiększyła się kilkukrotnie, a przez te lata postęp technologiczny był ogromny, większość ludzi musiałaby być dziś bezrobotna. Tak się jednak nie stało. Mało tego w krajach lepiej rozwiniętych technologicznie bezrobocie jest mniejsze niż w krajach biedniejszych. 

Mit technologicznego bezrobocia najlepiej ujął Henry Hazlitt w wspominanej już kiedyś przeze mnie książce "Ekonomia w jednej lekcji"
Hazlitt podaje taki przykład: Załóżmy, że wytwórca odzieży dowiaduje się, iż istnieje maszyna, która pozwala produkować męskie i damskie płaszcze, zużywając przy tym połowę tej ilości pracy, jaka była potrzebna wcześniej. Instaluje maszyny i zwalnia połowę swych pracowników. Tak więc zlikwidowano część miejsc pracy. Jednak sama produkcja nowych maszyn stwarza konieczność powstania nowych miejsc pracy. Aczkolwiek nadal liczba nowych miejsc pracy jest mniejsza od tych które zostały zlikwidowane. Ale to dopiero wierzchołek góry lodowej. Przedsiębiorca zaoszczędził sporo pieniędzy na obniżeniu kosztów produkcji, a więc musi je gdzieś wydać. Może je przeznaczyć albo na rozwój swojej działalności (wtedy powstaną nowe miejsca pracy w jego zakładzie) albo na konsumpcję albo też na inwestycje w inne branże, a to w obydwu przypadkach stworzy miejsca w innych gałęziach gospodarki. Ale i to jeszcze nie koniec. Wytwórca płaszczy wprowadza oszczędności większe niż jego konkurenci, więc albo zacznie rozszerzać swoją działalność ich kosztem, albo oni również zaczną kupować maszyny. I znów zwiększy się ilość miejsc pracy dla robotników produkujących maszyny. Ponadto konkurencja i produkcja zaczną ściągać w dół ceny płaszczy. Skoro są one tańsze, więcej ludzi je kupuje, potrzeba zatem więcej ludzi do pracy, żeby móc tworzyć nowe płaszcze. A nawet jeśli spadek cen płaszczy nie spowoduje że ich sprzedaż wzrośnie to konsumenci zaoszczędzą pieniądze, które gdzie nie zostałyby wydane spowodują wzrost zatrudnienia.

Na koniec dodać należy że w niektórych branżach rozwój technologii poprzez udoskonalenie danego produktu oraz obniżenie kosztów jego produkcji może spowodować nawet zwiększenie miejsc pracy. I tak np. W 1910 roku w Stanach Zjednoczonych w nowo powstałym przemyśle samochodowym pracowało 140 000 ludzi. W roku 1920, ponieważ udoskonalono produkt i obniżono jego koszt, zatrudnienie w tej branży wynosiło 250 000 osób. W roku 1930, wskutek dalszego udoskonalenia produktu i redukcji kosztów, było już ono równe 380 000. W roku 1973 wzrosło do 941 000.