Social Icons

sobota, 21 marca 2015

Cała prawda o horoskopach

Czy na podstawie układu ciał niebieskich można przepowiedzieć przyszłość? Czy tzw. znak Zodiaku naprawdę powie nam jaką osobowość ma dany człowiek? W poniższym wpisie postaram się obalić największe mity dotyczące horoskopów, wróżbiarstwa i astrologii.

Efekt Forera, czyli dlaczego ludzie wierzą w horoskopy

Zanim omówię efekt Forera polecam Ci z uwagą przeczytać poniższy tekst i ocenić na ile trafnie oddaje twoją osobę:

"Masz potrzebę by ludzie cię lubili i podziwiali, jednak jesteś osobą krytyczną wobec siebie. Masz pewne wady osobowości, ale potrafisz je kompensować tym, co jest w tobie dobre. Masz duże możliwości, które wciąż pozostają niewykorzystane. O ile na zewnątrz możesz wyglądać na osobę zdyscyplinowaną i opanowaną, wewnątrz często trapi cię niepewność i martwisz się o wiele spraw. Niekiedy masz poważne wątpliwości, czy twoja decyzja była dobra albo czy twoje czyny były właściwe. Lubisz pewną ilość zmian i różnorodności, a kiedy osaczają cię ograniczenia odczuwasz niezadowolenie. Cenisz sobie własną niezależność myślenia i nie przyjmujesz cudzych twierdzeń bez przekonujących dowodów. Życie nauczyło cię, aby nie przesadzać ze szczerością kiedy się przed kimś otwierasz. Czasem bywasz osobą otwartą na ludzi, przystępną i towarzyską, ale innym razem zamkniętą, ostrożną i zdystansowaną. Niektóre z twoich marzeń wydają się być nierealistyczne"

Być może ze względu na tytuł domyśliłeś/aś się w tekście zawarto pewną podpuchę ale musisz przyznać że tekst wcale nie najgorzej pasuje do twojej osobowości i gdyby ktoś przedstawiłby Ci go np. jako opis twojego znaku Zodiaku przeszłaby Ci przez głowę myśl że "coś w tym jest".

O co zatem chodzi? Powyższy tekst został użyty w badaniu psychologa Bertrama R. Forera w 1948 r. Uczestnicy eksperymentu mieli ocenić na ile wspomniany tekst trafnie opisuje ich osobowość w skali od 0 do 5, oczywiście nie wiedząc tego że każdy otrzymał tekst o dokładnie tej samej treści. Aż 87% badanych dało ocenę 4 lub 5, średnia ocen zatem wyniosło całe 4,26. Najciekawsze jest jednak to, że wspomniany tekst został złożony z fragmentów horoskopów.

Tak właśnie wygląda konstrukcja horoskopu. Podaje się konkretnej osobie truizmy, pasujące do bardzo dużej liczby osób. Do tego przeprowadza się sprytny zabieg polegający na podaniu danej cechy i jej jednoczesnemu zaprzeczeniu. Jest to tzw. tęczowy fortel. Np. wygląda to tak: "Jesteś szczerą osobą, ale są takie sprawy, którymi nie chcesz dzielić się ze wszystkimi i możliwe że nawet bliskie Ci osoby o nich nie wiedzą."; "Jesteś dobrą i uczynną osobą, ale kiedy ktoś straci twoje zaufanie, to potrafisz naprawdę się zdenerwować"; "Jesteś odważny, ale starasz się unikać niepotrzebnego ryzyka". Szansa że osoba czytająca taki tekst uzna że przynajmniej w miarę pasuje do niej jest bardzo duża. Tego typu "zabiegi" stosuje się również w wróżbiarstwie, czy numerologii.

Astrolog powie Ci na kogo wyrośniesz... a może jednak nie

W jednym z wielu tego typu badań (Verle Muhrer, 1989) znani astrologowie i numerolodzy mieli określić charakter pewnej osoby na podstawie samej daty urodzenia. Jeden z astrologów określił że życie tego człowieka będzie miało bardzo pozytywny charakter. Inny wróżbita wyczytał w gwiazdach, że to osoba życzliwa, łagodna, troszcząca się o potrzeby innych. Jeszcze inny z kolei stwierdził że ten człowiek powinien pracować z młodzieżą, ponieważ będzie potrafił wyciągnąć z nich to co najlepsze. Na ile sprawdziły się prognozy uznanych astrologów? Cóż, osobą badaną na podstawie daty urodzenia był niejaki John Gacy, seryjny morderca, skazany na karę śmierci za gwałty, torturowanie oraz zamordowanie 33 ludzi, w tym dzieci. Komentarz pozostawiam czytelnikom :).

Bliźniaki czasowe

Kolejne badania w kwestii rzekomego związku pomiędzy cechami charakteru czy talentami a datą urodzenia i układem planet przeprowadzili w 2003 r. Geoffrey Dean i Ivan Kelly. Stworzyli oni bazę zawierającą dane 2101 osób urodzonych w Londynie. Poprzez analizę dat i godzin ich urodzin udało się wyselekcjonować 73% osób, które urodziły się w przeciągu 5 minut od drugiej osoby z bazy. Takie osobniki, nazywane bliźniakami czasowymi, stanowią świetny materiał do zbadania zależności pomiędzy dniem urodzenia a cechami charakteru.
Według astrologii powinny występować silne powiązania pomiędzy tymi osobami. W celu ustalenia podobieństw i różnić badani Londyńczycy byli poddawani testom w wieku 11, 16 oraz 23 lat. Podczas tych badań sprawdzano 110 rozmaitych cech, począwszy od fizycznych, takich jak wzrost, waga i słuch, przez psychiczne, jak iloraz inteligencji, zdolność czytania czy liczenia, a gdy byli już dorośli, to sprawdzano, czy zawarli związki małżeńskie oraz inne dane demograficzne. Zapytano także rodziców i nauczycieli o ocenę agresji, towarzyskości, nerwowości i innych cech charakteru. Pytano badanych o ich ocenę własnych umiejętności i zdolności w sztuce, muzyce, sporcie itp. Na dobrą sprawę sprawdzono właściwie wszystko, co sprawdzić się dało.

Jak wypadły wyniki tak rozległych i długoletnich badań? Nie wykryto żadnych zależności! Nie ustalono żadnych prawidłowości pomiędzy bliźniakami czasowymi. To, że dane osoby urodziły się praktycznie w tym samym czasie, nie wpłynęło ani na to, jak wyglądają, jak się rozwijają ani jakie cechy charakteru posiadają.

Autosugestia a wiara w horoskopy

Eksperyment przeprowadzony przez Hansa Eysencka, badacza i teoretyka osobowości, wykazał, że wiara w horoskopy ma wielką moc. Eysenck poprosił około 2 tys. studentów i klientów szkoły astrologii prowadzonej przez astrologa Jeffa Mayo o wypełnienie kwestionariusza badającego stopień ich neurotyczności, introwertyzmu i ekstrawertyzmu jak również o podanie daty urodzenia. Okazało się, że wyniki były zgodne z przewidywaniami astrologicznymi! Osoby spod znaku Barana, Bliźniąt, Lwa, Wagi, Strzelca i Wodnika były w większości ekstrawertyczne, a pozostali – najczęściej introwertyczni. Byki, Panny i Koziorożce okazały się zrównoważone emocjonalnie, a Raki, Skorpiony i Ryby – najbardziej neurotyczne. Eysenck uświadomił sobie jednak później, że wszyscy uczestnicy eksperymentu wierzyli w astrologię i sporo o niej wiedzieli (byli to uczniowie oraz klienci Jeffa Mayo). Już wcześniej znali cechy przypisywane im na podstawie ich znaku Zodiaku. Postanowił zatem powtórzyć badania na osobach nie wierzących w astrologię. Zrobił więc badanie na grupie 1000 dzieci, które nie znały swoich znaków Zodiaku. Okazało się, że nie zaobserwował korelacji. Później badał jeszcze dorosłych z uwzględnieniem ich znajomości znaków Zodiaku i również nie udało mu się uzyskać efektu, jaki otrzymał w pierwszym eksperymencie, w którym badał uczniów astrologii oraz klientów. Jak zatem widać wierząc w astrologię, horoskop itp. człowiek potrafi rozwijać w sobie cechy, które zostały mu przypisane poprzez horoskop tylko dlatego że głęboko wierzy w jego prawdziwość.

Z tego płynie wniosek że zamiast czytać horoskopy i chodzić do wróżki lepiej powtarzać sobie tzw. afirmacje, czyli pozytywne twierdzenia na temat własnej osoby.

niedziela, 8 marca 2015

Kwestia praw kobiet wolnościowym okiem

Dziś Dzień Kobiet, a zatem świetna okazja aby poruszyć sprawę praw kobiet, równouprawnienia, wszystkich pozytywnych zmian dokonanych na przestrzeni wieków, jak i absurdów i mitów, które niestety jak zwykle musiały wystąpić w przemianach politycznych. Oraz co powinno, a czego nie powinno się zmieniać w przyszłości.

Libertarianizm a sprawa kobieca

Libertarianizm, a więc najbardziej konsekwentny wolnościowy pogląd, do którego odwoływałem się wielokrotnie na blogu załatwia sprawę bardzo prosto. Kobieta tak samo jak każdy inny człowiek ma prawo do swobodnego dysponowania własną osobą (aksjomat samoposiadania) oraz podejmowania wszelkiego działania o ile nie stanowi to krzywdzenia innych ludzi (aksjomat nieagresji). Na tym właściwie mógłbym zakończyć, jednak takie ogólnikowe ujęcie sprawy pewnie nie usatysfakcjonowałoby żadnego czytelnika (tym bardziej czytelniczki) więc wypadałoby omówić tę kwestię z uwzględnieniem różnych dziedzin życia.

Równość wobec prawa
Trudno mówić o równouprawnieniu w sytuacji kiedy jakakolwiek grupa jest dyskryminowana, jak również gdy jest uprzywilejowana. Nie istnieje coś takiego jak "pozytywna dyskryminacja" co coraz częściej jest proponowane przez współczesną lewicę. Dyskryminacja to zawsze dyskryminacja. W dodatku uprzywilejowywanie danej grupy przez państwo w ramach "wyrównania szans", "pozytywnej dyskryminacji" i tym podobne określenia nie tylko jest formą dyskryminacji, ale także na dłuższą metę przynosi szkodę uprzywilejowanej grupie.

Kilka przykładów dotyczących kobiet:
  • Parytety na szwedzkich uczelniach - prawdziwy rekord świata w dziedzinie osiągania efektu odwrotnego od zamierzonego. Parytet płci 50/50 miał spowodować "wyrównanie" szans dla kobiet na zdobycie wykształcenia. Tymczasem w efekcie nawet 95% dobrze rokujących uczennic nie dostało się na wymarzone studia (głównie w takich dziedzinach jak psychologia, medycyna, pielęgniarstwo, położnictwo) ponieważ po prostu uczelnie wyczerpały limit 50% kobiet i ich miejsce zajęli mężczyźni z gorszymi wynikami w nauce. Na szczęście szwedzkie ministerstwo nauki i szkolnictwa wyższego wycofało się z tego bzdurnego pomysłu w 2010 roku
  • W Norwegii wprowadzono obowiązkowe parytety (40%) dla kobiet w zarządach spółek prywatnych pod groźbą likwidacji. W efekcie doprowadziło do powstania tzw. "kasty złotych spódniczek", a więc jedna kobieta zasiadała w kilku zarządach jednocześnie blokując miejsca innym
  • W 2011 roku wskutek orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości za dyskryminację zostało uznane branie pod uwagę płci jako jednego z parametrów przy obliczaniu stawek ubezpieczeniowych. Wyrok ten został przyjęty z zadowoleniem przez środowiska feministyczne. Regulacja ta została skrytykowana przez rynek ubezpieczeniowy bo różnica w wysokościach składek (wyższe dla mężczyzn) ma mocne podstawy w danych aktuarialnych. Zakaz ich uwzględniania spowodował w konsekwencji wzrost składek ubezpieczeniowych OC i ubezpieczeń na życie dla kobiet nawet o 190% 
Przeciwdziałanie przemocy
Za przemoc (agresję) libertarianizm uznaje wszelkie formy przekroczenia wolności i godności drugiego człowieka a więc: kradzież, morderstwo, gwałt, oszustwo itd. Żeby się bronić ofiara musi po pierwsze mieć prawo do obrony (w Polsce przepisy są niejasne, bywa że ofiara jest ciągana po sądach za "przekroczenie obrony koniecznej", tylko dlatego że się broniła). Po drugie trzeba mieć się czym bronić. Dostęp do broni, zwłaszcza palnej, wzbudza niepotrzebne kontrowersje, wszak tam gdzie dostęp jest łatwiejszy przestępczość jest mniejsza a bezpieczeństwo większe. Wg szacunków BATF z roku 2000 samo posiadanie przez potencjalne ofiary broni pozwalało na uniknięcie 550 gwałtów, 1100 morderstw i 5200 innych przestępstw dziennie. Z reguły wystarczało samo pokazanie broni. W zaledwie 0,9% przypadków broń została użyta. (National Crime Victimization Survey, 2000 Buerau of Justice Statistics, BATF estimates on handgun supply.)

Na potrzeby tematu pozwolę przytoczyć kilka faktów przygotowanych przez Ruch Obywatelski Miłośników Broni:
  • W przypadku gdy kobieta broni się przed gwałtem przy użyciu noża lub broni palnej odsetek "zakończonych" gwałtów wynosi 3%. W przypadku gdy kobieta jest nieuzbrojona gwałciciele osiągają swój cel w 32% przypadków. (źródło: Law Enforcement Assistance Administration, Rape victimization in 26 American cities. US Department of Justice 1979)
  • W roku 1966 w odpowiedzi na falę napaści seksualnych miasto Orlando wprowadziło kursy posługiwania się bronią palną dla kobiet. W przeciągu roku liczba gwałtów spadła tam o 90%
  • W czasie gdy Australia i Wielka Brytania wprowadzały u siebie bardziej restrykcyjne zasady posiadania broni, liczba broni w amerykańskich domach rosła. W rezultacie w przeciągu 8 lat (od roku 1995 do roku 2003) liczba gwałtów: w Australii wzrosła o 26,5%, w Wielkiej Brytanii wzrosła o 59,8%, w USA zmalała o 13,5%
Więcej przykładów pozytywnych skutków dostępu do broni (nie tylko przy zwalczaniu gwałtów) można odnaleźć na stronie: http://www.romb.org.pl/index.php?id=147

W kwestii zwalczania przemocy domowej trzeba powiedzieć jasno że państwo zawodzi na całej linii. Zawiłe prawo, źle funkcjonujące instytucje państwowe takie jak: sąd rodzinny, opieka społeczna, RODK, niejasna procedura zakładania niebieskiej karty itd. powodują chaos na nieopisaną skalę. Ofiary przemocy często w ogóle nie zgłaszają się po pomoc z przyczyn psychologicznych (jak np. syndrom ofiary, syndrom sztokholmski, zespół współuzależnienia itd.), czasem same lądują w więzieniach kiedy zaczynają się bronić. W dodatku fałszywe oskarżenia o stosowanie przemocy bywają wykorzystywane jako karta przetargowa przy sprawach rozwodowych. Jest to oczywiście dobry zarobek dla państwowych instytucji jak i dla prawników, więc póki państwo mocno ingeruje w życie człowieka za wiele się nie zmieni.
Tymczasem w "wolnym społeczeństwie" po pierwsze prawo byłoby proste i zrozumiałe dla każdego, po drugie ludzie mogliby zawierać dobrowolne umowy na jasnych zasadach. To samo tyczy się formalizowania związku, prosta umowa określająca jak para zarządza swoim majątkiem, co jest dopuszczalne a co nie (np. zerwaniem umowy skutkowałaby zdrada, lub np. alkoholizm partnera), kto i w jakim stopniu zajmie się dziećmi w przypadku rozstania itd. Po trzecie rozpoczęcie "nowej drogi życia" byłoby na pewno łatwiejsze gdyby sytuacja gospodarcza kraju była o wiele lepsza, a do tego potrzeba wolnego rynku, a nie państwowego interwencjonizmu.
Istotna jest także kwestia niskiej wiedzy w społeczeństwie na temat psychologi, komunikacji interpersonalnej, asertywności, obrony przed manipulacją itd. a tu już pokutuje system państwowej edukacji, które te sprawy w dużym stopniu zwyczajnie omija.

Wolny rynek
Dość często lewicowe feministki, podkreślają że wolny rynek jest systemem bardziej dla mężczyzn, i że państwo musi "wyrównać" różnice między kobietą i mężczyzną w ramach "równości", "sprawiedliwości społecznej" i tym podobnych górnolotnych określeń. Tymczasem nawet dzisiaj pomimo dużej biurokracji i wysokich kosztów prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce według danych Eurostatu około 35% przedsiębiorców stanowią kobiety, co daje nam 6 miejsce w UE.

Ciekawostką historyczną jest też przypadek średniowiecznej Brugii. Na przełomie XIII i XIV gdzie w niemal całej Europie panował feudalizm i patriarchat w niderlandzkiej Brugii występowały pierwsze formy wolnego rynku, a więc funkcjonował prywatny biznes, handel, banki, kantory etc. Co ciekawe w społeczeństwie nad wyraz dobrze radziły sobie kobiety. Zjawisko to widoczne było zwłaszcza na targowiskach: w 1304 roku kobiety wynajmowały 55 z 60 straganów na jednym z głównych targowisk miasta (w tak zwanej Hali Serowej). Podobnie spośród 93 kramów wielkopostnych w latach 1305-1306 aż 83 należały do płci pięknej. Mieszkanki miasta bardzo dobrze radziły sobie w bankowości, prowadzeniu sklepów, kantorów czy lombardów.

Więcej na temat średniowiecznej Brugii możemy poczytać w niniejszym artykule:
http://ciekawostkihistoryczne.pl/2011/10/08/sredniowieczne-miasto-kobiet-feministki-w-xiv-wiecznej-brugii/
oraz w książce Jamesa M. Murraya pt. "Brugia. Kolebka kapitalizmu 1280-1390"

Kwestia nierównych płac
„Kobiety zarabiają mniej od mężczyzn, za dokładnie tę samą pracę” - częsty zarzut dla pracodawców, chyba każdy go słyszał. Jednak każdy człowiek mający chociażby błahe pojęcie o ekonomii od razu wychwyci oczywisty błąd. Skoro pracodawca może płacić kobiecie mniej "za dokładnie tę samą pracę" niż musiałaby płacić mężczyźnie, czy zatrudnianie kobiet nie byłoby znacznie bardziej opłacalne? Tymczasem jednak przedsiębiorcy chętniej zatrudniają mężczyzn. Coś tu jest nie tak. Błąd tkwi w wyrażeniu "za dokładnie tę samą pracę". Taka sytuacja na rynku jest zwyczajnie niemożliwa. Płaca zależy od produktywności pracownika oraz popytu na pracę (ze strony pracodawców) i faktycznej podaży siły roboczej (chętnych do podjęcia pracy). Tak więc gdyby kobiety godziły się na niższą płacę "za dokładnie tę samą pracę" mężczyźni byliby zmuszeni obniżyć wymagania co do płac, inaczej pracodawcy zatrudnialiby same kobiety. Problem leży w różnicach produktywności między mężczyzną a kobietą. I tak jak modelka zarabia nawet o 150% więcej niż model, a do NBA chętniej biorą czarnych niż białych (proporcje około 95% do 5%) tak w wielu branżach mężczyźni są po prostu bardziej produktywni od kobiet, stąd statystyki wypadają na niekorzyść kobiet. Z czego to wynika (różnice w sile fizycznej, kwestie psychologiczne) i jak duże są to różnice wynika ze specyfiki branży, stąd wielkość w różnicy płacy jest różnorodna. Do tego wszystkiego dochodzą potencjalne koszty dla pracodawcy związane z urlopami macierzyńskimi etc.
Lewica widzi tu jednak rozwiązanie: skoro nie ma równości biologicznej pomiędzy jedną płcią i drugą państwo powinno te nierówności "wyrównać". W praktyce prowadzi to jednak do pogorszenia sytuacji. Nie jest możliwe coś takiego jak rządowe "wyrównanie" płac. Przedsiębiorca zmuszony do płacenia powyżej płacy rynkowej zmniejsza zatrudnienie, podwyższa ceny swoich produktów lub też ogranicza środki na dalszy rozwój firmy (przenosi je do funduszu płac). Innymi słowy państwowe "wyrównywanie" płac może jedynie przynieść większe bezrobocie wśród kobiet oraz spadek płac realnych (wyższe ceny na rynku, konieczność podjęcia mniej płatnej pracy, wolniejszy rozwój gospodarki). Tymczasem na wolnym rynku, gdzie państwo nie zabierałoby niemal 70% dochodów (po uwzględnieniu wszystkich pośrednich i bezpośrednich podatków) płace byłyby znacznie wyższe, a ponieważ produktywność pracownika rośnie wraz z rozwojem gospodarczym, także kobiety zarabiałyby coraz więcej. Zauważmy że kobiety mieszkające w bogatszych krajach zarabiają więcej od mężczyzn mieszkających w krajach biedniejszych. Rozwój gospodarki i technologi zmniejsza również różnice między mężczyzną i kobietą na rynku pracy, więc sytuacja w warunkach gospodarki rynkowej stale się poprawia. To właśnie tą drogą warto pójść.

Libertarianizm vs feminizm

Jak widać libertarianizm przez swój wolnościowy wydźwięk pokrywa się w pewnym sensie z ideą emancypacji kobiet. Jednak staje na bakier z feminizmem, kiedy ten drugi nurt zaczyna popierać drogę pogłębiającego się interwencjonizmu państwowego. Sam feminizm jest złożonym terminem, istnieje wiele jego nurtów. Dziś nie każdy wie, że tzw. feminizm pierwszej fali miał charakter liberalny (zorientowany głównie wokół tzw. sufrażystek na przełomie XIX i XX wieku) i jedną z ważniejszych osób wspierających ten kierunek przemian był William Llyod Garrison, abolicjonista, libertarianin, dziennikarz, działacz społeczny, wydawca wolnościowej gazety "The Liberator". W późniejszych latach feminizm zaczął dzielić się na różne nurty, często łącząc się z socjalizmem i interwencjonizmem.

Współcześnie feminizm opiewa głównie wokół interwencjonizmu, socjaldemokracji itp., funkcjonują również nurty bardzo radykalne (tzw. radykalny feminizm). Jednak istnieje także stosunkowo mało znany feminizm indywidualistyczny, nawiązujący do feminizmu pierwszej fali oraz do libertarianizmu. Nurt ten został zapoczątkowany w 1973 r. przez Theodorę Nathan, ówczesną wiceprzewodniczącą amerykańskiej Partii Libertariańskiej. Stoi on w opozycji do feminizmu socjalistycznego jak i radykalnego. Przedstawiciele tego kierunku postulują przeprowadzenie takich zmian w prawie, które wyeliminowałyby przywileje zależne od klasy i płci, oraz by zapewnić każdej indywidualnej osobie równe prawa, w tym równe prawa do decydowania o sobie i do prywatnej własności. Feministki indywidualistyczne zachęcają kobiety do wzięcia całkowitej odpowiedzialności za swoje życie. To wiąże się także ze sprzeciwem wobec jakiekolwiek państwowej ingerencji w to, co dorośli ludzie robią ze swoimi ciałami, czy w stosunki międzyludzkie (np. wszelkimi zakazami związanymi z antykoncepcją, aborcją czy sprawami małżeńskimi). Uważają, że narzucane przez państwo przepisy mające rzekomo wprowadzać równość płci, tak naprawdę powodują nasilanie się zjawiska seksizmu. Według indywidualistycznych feministek jedną z właściwych metod walki z kulturą patriarchalną jest rozwój świadomości (szczególnie u kobiet). Obecnie najbardziej znaną przedstawicielką nurtu jest kanadyjska dziennikarka Wendy McElroy.

Polecam do poczytania tekst jej autorstwa (przetłumaczony na język polski):
http://liberalis.pl/2007/12/22/wendy-mcelroy-indywidualizm-nowe-spojrzenie-na-feminizm/