Social Icons

piątek, 29 grudnia 2017

Jak zmiany czekają nas w 2018 roku?



W nadchodzącym roku w Polsce szykują się następujące zmiany:
  • Od 1 stycznia przyszłego roku Jednolity Plik Kontrolny (JPK), będą wysłały, co miesiąc do właściwych urzędów skarbowych wszystkie podmioty gospodarcze, nawet mikro firmy
  • Dane podatkowe największych podatników CIT mają być jawne 
  • Płaca minimalna wzrośnie do 2100 brutto (1530 zł netto)
  • Kwota wolna od podatku wzrośnie z 6,6 tys. do 8 tys., ale tylko dla osób zarabiających do 13 tys. rocznie
  • Zaostrzenie przepisów o prawie jazdy, wprowadzenie dodatkowego kursu doszkalającego z bezpieczeństwa ruchu drogowego i praktycznego szkolenia dotyczącego zagrożeń ruchu drogowego
  • Zlikwidowany zostanie obowiązek zgłaszania prowadzenia podatkowej księgi przychodów i rozchodów przez podatników rozpoczynających działalność oraz tych, którzy zmieniają sposób opodatkowania i muszą prowadzić PKPiR
  • Zmiana przepisów Kodeksu Pracy w sprawie mobbingu poprzez uzupełnienie tego przepisu o możliwość dochodzenia od pracodawcy odszkodowania także w sytuacji, gdy pracownik nie rozwiązał stosunku pracy, ale – na skutek stosowanych wobec niego działań mobbingowych – poniósł konkretną szkodę 

piątek, 22 grudnia 2017

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia


Z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia,
Życzę wszystkim czytelnikom bloga 
zdrowia, szczęścia, radości, miłych chwil w rodzinnym gronie i spełnienia wszystkich marzeń.




wtorek, 21 listopada 2017

Mit dyskryminacji płacowej kobiet na rynku pracy

Tzw. luka płacowa (ang. wage gap) to jeden największych mitów rozpowszechnianych przez środowiska feministyczne. Sugeruje jakoby kobiety dostawały mniejszą pensję za tę samą pracę co mężczyźni. Tymczasem jest to zwyczajnie ekonomicznie niemożliwe. Na rynku wysokość płacy ustala się w wyniku gry popytu i podaży. Gdyby kobiety zarabiały mniej za „dokładnie tę samą pracę” pracodawcy zaczęliby zatrudniać prawie same kobiety jako tańszą siłę roboczą. I albo mężczyźni zostaliby zmuszeni do obniżenia swoich oczekiwań płacowych albo kobiety zaczęłyby zarabiać więcej. Dlatego dziś postaram się rozwikłać tę "zagadkę".


Badania dr Warrena Farrella

Dr Warren Farrell przez wiele lat był znanym działaczem feministycznym. W ruchu feministycznym był na tyle ważną osobą, że pomimo że jest mężczyzną został aż czterokrotnie wybrany na funkcję przewodniczącego Narodowej Organizacji na rzecz Kobiet. Jednym z ulubionych tematów Farrella była właśnie kwestia rzekomo nierównej płacy.

W tym celu powziął więc następującą inicjatywę: postanowił założyć firmę, w której zatrudni same kobiety, płacąc im nieco więcej od innych pracodawców. W ten sposób pomoże kobietom, a jeszcze i sam zarobi. Ale szybko zorientował się, że coś tu jest nie tak. Jakim cudem, w całej historii nie znalazł się ani jeden przedsiębiorca, który by wcześniej nie wpadał na ten sam pomysł, mogąc obniżyć koszty produkcji nawet o 40%? Jest to przecież zwyczajnie niemożliwe. Zaczął więc badać temat dużo dokładniej. W wyniku wielu badań udało mu się ustalić, że to nie dyskryminacja a różne decyzje w życiu podejmowane przez mężczyzn i kobiety wpływają na różnice zarobkowe. To było dla niego punktem zapalnym do odrzucenia feminizmu. 

Swoje dokładne badania Warren Farrell przedstawił w książce: "Why Men Earn More". The Startling Truth Behind the Pay Gap, and What Women Can Do About It". Polski tytuł: "Dlaczego mężczyźni zarabiają więcej. Prawda o przepaści płac i co kobiety mogą na to poradzić".

Całość badań można również zobaczyć w obszernej, prawie dwugodzinnej prezentacji Kamila Cebulskiego:



Najważniejsze wnioski z powyższych badań w skrócie:
  • Mężczyźni stanowią wyraźną nadreprezentację w 24 z 25 najbardziej niechcianych, najtrudniejszych i najbardziej niebezpiecznych zawodów, takich jak: górnik, strażak, kanalarz, listonosz, spawacz, budowlaniec, drwal, czy pracownik platformy wiertniczej. Mężczyźni są też ofiarą aż 92% śmiertelnych wypadków pracy. Dlatego właśnie średnie zarobki płci męskiej są wyższe
  • Kobiety, które nigdy nie były zamężne i nigdy nie miały dzieci zarabiają 117% tego, co mężczyźni, którzy nigdy się nie ożenili i nigdy nie mieli dzieci
  • Kobiety wykonujące niebezpieczne zawody zarabiają tyle samo co mężczyźni wykonujący te zawody, pomimo, że to mężczyźni częściej ulegają wypadkom w miejscu pracy
  • Żonaci mężczyźni zarabiają średnio dwa razy więcej niż kawalerowie. Oczywiście nie dlatego, że posiadanie żony magicznie podwyższa zarobki. Po prostu mężczyzna zakładając rodzinę ma większą motywację do szukania lepiej płatnej pracy czy pracowania więcej
  • Feministyczne statystyki mające udowodnić, że kobiety rzekomo zarabiają mniej w tej samej pracy nie biorą pod uwagę specjalizacji, np. mężczyźni lekarze częściej są kardiochirurgami, a kobiety lekarki częściej są pediatrami; mężczyźni inżynierowie to częściej inżynierowie lotniczy, kobiety częściej to inżynierowie radiowi itd.
  • Firmy prowadzone wyłącznie przez kobiety zarabiają 49% tego, co firmy prowadzone wyłącznie przez mężczyzn. Dzieje się tak dlatego, że mężczyzna przedsiębiorca jest nakierowany głównie na zysk. Kobiety poza motywacją finansową często kierują się też innymi kryteriami, jak np. elastyczne godziny pracy, co ułatwia im godzenie kariery i macierzyństwa 
  • Kobiety przepracowują mniej godzin w ciągu roku niż mężczyźni. Jest to związane z macierzyństwem, kobiety częściej chodzą na zwolnienia, mężczyźni przeciwnie, częściej biorą nadgodziny

sobota, 11 listopada 2017

Szczęśliwego Dnia Niepodległości

Niepodległość to wolność, a patriotyzm jest ważny. Dla tego z okazji 11 listopada życzę wszystkim czytelnikom Szczęśliwego Święta Niepodległości!


niedziela, 15 października 2017

System Oceniania Wiarygodności (SOW)

W dzisiejszym wpisie pozwolę sobie przedstawić System Oceniania Wiarygodności (SOW), opracowany przez niemieckich psychologów, stworzony co prawda w celu weryfikacji zeznań dzieci w sprawach o molestowanie, ale jest on na tyle uniwersalny że można go stosować względem każdego człowieka bez względu na wiek, płeć czy cokolwiek innego.


Lista wskazówek pozwalających na ocenę wiarygodności zeznania

  1. Chaotyczna konstrukcja. Prawdziwe opowieści, o ile nie są powtarzane wielokrotnie, charakteryzuje narracja zawierająca różnorodne przeskoki w czasie. Opowiadający jest bardzo zaangażowany w swoją historię i zazwyczaj musi cofnąć się w czasie, aby stworzyć tło dla wątku, który właśnie się pojawia. Chociaż zdajemy sobie sprawę, że w ten sposób można zepsuć całą opowieść, jest to niezwykle pospolity wzorzec. Równie dobrze ktoś może zacząć opowiadanie nie od początku, ale najpierw objaśnić zasadniczą kwestię, którą chce zakomunikować, a dopiero potem wypełnić tło i przejść do fabuły. Najprawdopodobniej chronologia będzie zaburzona, zwłaszcza w przypadku emocjonujących i stosunkowo świeżych relacji.
  2. Bogactwo detalu. Im więcej szczegółów, tym bardziej prawdopodobne, że historia jest prawdziwa. Jak już stwierdziliśmy, typowy kłamca zapytany o dokładny przebieg wydarzenia nie będzie się wdawał w szczegóły. Raczej powtórzy swoją opowieść. Skłonność do podawania dodatkowych informacji jest oznaką prawdomówności. 
  3. Osadzenie w kontekście. Ma ono miejsce, kiedy dana osoba umieszcza opisywane wydarzenia w swoim codziennym życiu, zamiast przedstawiać je, jak gdyby zaszły w próżni. Na przykład: „Właśnie siedziałam w ogrodzie, żeby trochę odpocząć po sprzątaniu kuchni. Słońce już zaszło, a ja nie miałam ochoty jak zwykle oglądać telewizji, więc pomyślałam, że posiedzę przez chwilę na tarasie". Takie bogactwo odniesień zwykle nie występuje, kiedy historia nie jest prawdziwa.
  4. Opisy interakcji. Autentyczne historie częściej zawierają szczegóły dotyczące interakcji narratora z innymi osobami. Na przykład: „Zapytałam go, co tu robi, a on roześmiał się upiornie, więc trochę się zlękłam i cofnęłam się".
  5. Odtworzenie wypowiedzi. Niewielu kłamców w swoich opowieściach przytacza dosłownie fragmenty dialogu. Preferują oni relacjonowanie tego, co zostało powiedziane. Na przykład zdanie „Powiedziałem mu: «Nie rób tak, bo to zepsujesz*" jest bardziej typowe dla prawdziwej opowieści niż: Powiedziałam mu, żeby tak nie robił, bo to zepsuje".
  6. Niespodziewane komplikacje w trakcie wydarzenia. Jeśli w historii nie występują żadne przeszkody ani niespodziewane wypadki, które zakłócają jej bieg, jej wiarygodność jest mniejsza.
  7. Niezwykle szczegóły. Są to pojawiające się w opowieści elementy, które odbiegają od normy. Na przekład fakt, że jedna z opisywanych postaci miała złoty ząb. Owe detale mogą być zbyteczne dla głównego wątku historii.
  8. Dokładne opisanie szczegółów bez ich zrozumienia. Jest to typowe dla dzieci, które są zbyt młode, aby zrozumieć zachowania seksualne i opisują takie czynności, używając naiwnych sformułowań. Może to jednak dotyczyć również innego kontekstu, kiedy znaczenie jakiegoś wydarzenia jest obce osobie, która je opisuje, ale pozostaje jasne dla słuchacza.
  9. Subiektywne spostrzeżenia. Możemy się spodziewać, że narrator nawiąże do tego, jak czuł się w trakcie opisywanych wydarzeń albo jakie myśli pojawiały się wówczas w jego głowie.
  10. Przypuszczenia co do wewnętrznego stanu bohaterów. Osoba relacjonująca wydarzenia opisuje, co jej zdaniem mogły odczuwać inne osoby. Na przykład: „Był wyraźnie zdenerwowany, ponieważ zdjął okulary i mówił podniesionym głosem".
  11. Spontaniczne poprawki. Drobne poprawki oraz liczne wtręty czynią historię bardziej wiarygodną. Poniższa wypowiedź zawiera oba przykłady: „Pisał na laptopie — miał jednego z tych małych Sony Vaio — i siedział tam całymi godzinami, tylko raz zamówił kawę. Chociaż nie, wtedy kupił ciastko, ale tkwił tam całe wieki".
  12. Przyznawanie się do luk w pamięci. Osoba mówiąca prawdę bez obaw przyznaje się do tego, że nie może sobie przypomnieć jakiegoś szczegółu. Jest zupełnie normalne, kiedy powie coś w tym rodzaju: „Nie pamiętam, co tam robiliśmy, ale wszyscy zatrzymaliśmy się w tym hotelu". Kryterium to nie jest jednak spełnione, gdy na bezpośrednie pytanie otrzymujemy odpowiedź: „Nie wiem".
  13. Wątpliwości dotyczące własnego oświadczenia. Osoba prawdomówna może przyznać, że pewne elementy jej opowieści mogą być nieprawdziwe lub niedokładnie odtworzone z pamięci.
  14. Obniżanie własnej wartości. Osoba relacjonująca wydarzenia może nawiązać do szczegółów, które ją obciążają lub ośmieszają. Na przykład: „To była moja wina. Wiem, że powinnam go zostawić w spokoju". Czasem może się posunąć do całkowitego rozgrzeszenia winowajcy.
Źródło: "Sztuczki umysłu." Derren Brown

niedziela, 1 października 2017

Chwyty erystyczne

W dzisiejszym wpisie pozwolę sobie wymienić sposoby nieuczciwej dyskusji (dialektyki erystycznej), które warto znać aby nie dać przegadać nieuczciwemu rozmówcy. Są to metody wymienione przez Arthura Schopenhauera:
  1. Uogólnienie (instantia) – rozszerzanie wypowiedzi przeciwnika poza jej normalne granice (bardziej ogólnikowe twierdzenie łatwiej zaatakować).
  2. Zastosowanie homonimii do jakiegoś słowa użytego przez przeciwnika, by rozszerzyć jego wypowiedź i wtedy ją obalić.
  3. Przyjęcie twierdzenia powiedzianego w sensie relatywnym jako powiedziane absolutnie lub ujęcie go pod innym kątem i w ten sposób jego obalenie (relative – absolute).
  4. Podawanie rozproszonych przesłanek (także błędnych), tak by przeciwnik nie zorientował się, do czego zmierzamy. Kiedy przeciwnik już zaakceptuje wszystko co potrzebne, zrobienie z nich wniosku przez niego niespodziewanego.
  5. Ukryta petitio principii: zakładanie tego, czego chcemy dowieść, używając na początku zmienionych nazw lub posługując się na początku ogólnikami, które łatwiej zaakceptować.
  6. Zadawanie wielu pytań naraz i obszernie, ukrywając to, na czym zależy nam w odpowiedziach przeciwnika – trudno mu wtedy zorientować się w biegu rozumowania i przeoczy nasze ewentualne błędy i braki we wnioskowaniu.
  7. Wyprowadzenie przeciwnika dyskusji z równowagi (przez bezczelne zachowanie względem niego, im bardziej subtelne i trudne do wykrycia przez obserwatorów dyskusji, tym lepiej), gdyż zdenerwowany nie będzie w stanie wszystkiego przemyśleć i dopilnować, a także straci pewność siebie.
  8. Pomieszanie kolejności wnioskowania (zadając pytania w niewłaściwej kolejności), tak że przeciwnik pogubi się w wywodzie.
  9. Zadawanie pytań do poszczególnych przypadków, na które przeciwnik prawidłowo odpowie i następnie, bez pytania go, założenie, że zgodził się z tezą, która potwierdzałyby te przypadki (choć wcale nie musi ona koniecznie z nich wynikać).
  10. Wybieranie słów/porównań które będą nam pasowały, np. kiedy przeciwnik proponuje jakąś zmianę, nazwać ją złośliwie "nowinką" i przeciwstawić "zastanemu porządkowi", natomiast kiedy od nas wychodzi taka propozycja, przeciwstawiamy ją "zacofaniu". Innymi słowy - nadawanie nazwy pozytywne lub negatywne w zależności od potrzeby.
  11. Zaproponowanie przeciwnikowi wyboru między proponowaną przez nas tezą a przejaskrawioną antytezą. (Szare obok białego wydaje się czarnym, a obok czarnego wydaje się białym).
  12. Triumfalne ogłoszenie, że się czegoś dowiodło, choć wcale z dyskusji tak nie wynika (często skutkuje przy nieśmiałym przeciwniku).
  13. Przedstawienie przeciwnikowi jakiekolwiek słuszne, choć nie oczywiste, stwierdzenie. Jeśli odrzuci (przez podejrzliwość) – wykazujemy, że jest słuszne i triumfujemy; jeśli przyjmie – mamy plus, bo zgodził się z naszym twierdzeniem.
  14. Argumentum ad hominem lub ex concessis: Szukanie w wypowiedzi przeciwnika sprzeczności z akceptowaną przez niego szkołą, grupą, do której należy lub sposobem postępowania, np.: "I ty, Polak, mówisz takie rzeczy!?".
  15. Kiedy przeciwnik postawił mocny kontrargument, wykorzystać podwójne znaczenie tego, co powiedzieliśmy, mimo że początkowo nie o to znaczenie nam chodziło.
  16. Mutatio controversiae: Widząc, że przeciwnik podąża argumentacją, którą nas pobije, wytrącić go z biegu, zmienić temat, odwrócić uwagę.
  17. Kiedy przeciwnik żąda konkretnych argumentów przeciw jego twierdzeniu, a ich nie znajdujemy, uciec się do ogólników powiązanych z jego tezą i później je podważyć argumentując choćby omylnością ludzkiej wiedzy.
  18. Fallacia non causae ut casae: Potraktować uzgodnione wspólnie przesłanki jako dowód naszej tezy, choć brakuje wśród nich jeszcze kilku, których nie przyjęły obydwie strony.
  19. Kiedy przeciwnik użył argumentu tego typu, o jakich piszemy (nieuczciwych), lepiej jest nie tyle wykazać jego pozorność, ale użyć podobnego argumentu, który postawi przeciwnika w gorszej pozycji niż gdybyśmy wykazali pozorność jego argumentu.
  20. Podać to, do czego przekonuje nas przeciwnik, za petitio principii, kiedy przekonuje nas do czegoś wątpliwego, spornego. Wydaje się to wtedy bardzo prawdopodobnym dla słuchaczy, bo widzą w tym także problem tak jak w głównym problemie dyskusji.
  21. Opierać się tak długo argumentacji przeciwnika, nie uznając jej, aż rozszerzy je poza granice prawdy, tak że łatwo obalimy taki argument. Powstaje wtedy wrażenie, że obaliliśmy główny argument.
  22. Argumentum ad auditorem – zwracać się bezpośrednio do audytorium, zamiast do oponenta. Zamiast odpowiadać racjonalnie na zarzuty stawiane przez rozmówcę, w sposób populistyczny, odwoływać się do gustów i upodobań słuchaczy. Pozyskanie audytorium ma na celu wywarcie presji na oponencie, który nie będzie miał śmiałości przeciwstawić się opiniom grona słuchaczy.
  23. Dywersja: Widząc, że zaczynamy przegrywać, rozpoczynamy mówić zupełnie o czymś innym, jak gdyby to było argumentem przeciwnym (bezczelne, kiedy nie dotyczy to w ogóle tematu dyskusji).
  24. Argumentum ad verecundiam: Używać zamiast argumentów odwołań do autorytetów, szczególnie tych, które są powszechnie szanowane, w razie potrzeby przekręcając lub fałszując cytaty. Słabość: Jeśli przeciwnik jest dobrze zorientowany, może to wykazać lub podać inny autorytet mający inne zdanie w tej kwestii.
  25. Przyklejanie etykietki – Kiedy twierdzenie przeciwnika podobne jest do jakiejś herezji, błędnej nauki, ktoś może przyczepić mu etykietkę nazywając ją spirytualizmem, idealizmem itp.
  26. Powiedzieć, że w teorii to ładnie wygląda, ale praktyka pokazuje inaczej. (Jak gdyby teoria czegoś nie uwzględniała).
  27. Zadać pytanie związane z tematem, na które przeciwnik nie będzie w stanie odpowiedzieć i w ten sposób, pokazując jego niekompetencję, przekonać wszystkich, że to my mamy rację.
  28. Argumentum ab utili: Zadziałać na wolę, a nie na rozum – kiedy uda nam się przekonać, że korzystniej dla wszystkich (a przynajmniej słuchaczy, zwolenników), żebyśmy przyjęli nasze rozwiązanie (choćby było ono zupełnie błędne), będą chcieli bardziej przychylić się do naszej argumentacji.
  29. Sprawić przez potok bezsensownych słów (pozornie wyglądający dobrze, z poważną miną), że przeciwnik pogubi się, uznając je za najważniejszy argument tezy. Działa szczególnie wtedy, gdy przeciwnik udaje, że wszystko zrozumiał.
  30. Jeśli przeciwnik ma rację, ale użył błędnej argumentacji, obalić argument, uznając, że obaliliśmy całą tezę. Jest to jedna z najpowszechniej używanych metod erystycznych.
  31. Metoda ironicznej niekompetencji- Granie głupa: Jeśli przeciw racjom wysuniętym przez przeciwnika nic nie potrafimy znaleźć, z subtelną ironią należy ogłosić swoją niekompetencję: "To, co pan mówi, daleko wykracza poza granice mojej ubogiej pojętności, nie wykluczam przeto, iż ma pan rację, zrozumieć tego jednak nie potrafię". Jeśli wśród słuchaczy cieszymy się jakimś uznaniem, delikatnie dajemy im do zrozumienia, iż oponent plecie bzdury. Z chwytu tego można korzystać tylko w tych warunkach, gdy pewni jesteśmy, że słuchacze mają nas w wyższym poważaniu niż przeciwnika, np. gdy dochodzi do sporu między profesorem a studentem. Oparcia szuka się we własnym autorytecie, nie w racjach.
  32. Argument ostatni – ad personam: Widząc, że przeciwnik jest mocniejszy, atakować go osobiście, obrażać lub w jakikolwiek sposób porzucać prawdziwy przedmiot sporu. Rzucać inwektywami – używanie słów obraźliwych wobec przeciwnika, np. "Ty i całe twoje stronnictwo jesteście przykładami chorej ambicji, przy maleńkich móżdżkach".

niedziela, 17 września 2017

Domniemanie niewinności - jedna z najważniejszych podstaw prawa

Domniemanie niewinności – zasada, według której każda osoba jest niewinna wobec przedstawianych jej zarzutów, dopóki wina nie zostanie jej udowodniona. Zasada domniemania niewinności sięga swymi korzeniami prawa rzymskiego (domniemanie dobrej wiary – łac. praesumptio boni viri). Zasada domniemania niewinności działa na korzyść oskarżonego, bowiem nie dające się usunąć wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego (zasada in dubio pro reo). Dziś postaram się omówić dlaczego ta prawna zasada jest tak szalenie ważna dla wolności i praw człowieka.



Domniemanie niewinności oddziela nas od państwa totalitarnego

Jedną z najważniejszych ról jakie pełni państwo jest zapewnienie obywatelom bezpieczeństwa. Przekłada się to na chronienie ich przed agresją zewnętrzną (atak zbrojny) i wewnętrzną (przestępczość). Przed agresją zewnętrzną broni nas wojsko, a przed przestępczością policja, prokuratura, sądy, cały wymiar sprawiedliwości. Tyle że nie należy zapominać, że państwo i jego struktury również muszą podlegać określonym regułom prawnym inaczej same stają się agresorem i to o wiele większym niż nawet największa prywatna organizacja przestępcza (mafia). Jeśli spojrzymy na historię to właśnie rządy i ich organizacje dopuściły się największych zbrodni przeciwko ludzkości: łagry, obozy koncentracyjne, pola śmierci, więzienia polityczne. Tak właśnie funkcjonują państwa totalitarne. I właśnie w celu ochrony obywateli przed państwowym totalitaryzmem, wynaleziono coś takiego jak konstytucja, czyli zbiór najważniejszych norm prawnych chroniących podstawowe prawa człowieka. 

Domniemanie niewinności jest jedną z najważniejszych spośród tych norm prawnych. Bez niej obywatele stają się automatycznie niewolnikami, każdego z nich można w każdej chwili bez powodu wtrącić do więzienia. Wszyscy traktowani są jako potencjalni przestępcy, jest to prawdziwy prawny i psychiczny terror. Paradoksalnie wzrasta wówczas również sama przestępczość, dlatego że skoro i tak traktuje się wszystkich jak przestępców ludzie tracą motywację do uczciwego życia. Tworzą się również grupy przestępcze współpracujące z wymiarem sprawiedliwości, zapewniające sobie nietykalność i terroryzujące resztę mieszkańców. Korupcja i kumoterstwo wzrastają do niewyobrażalnych rozmiarów. Osłabiają się także więzi międzyludzkie, zaufanie do ludzi, powszechne stają się donosy, prywatne zemsty, praktycznie całe funkcjonowanie społeczeństwa ulega rozpadowi. Można było to łatwo zaobserwować chociażby w ZSRR. Brak domniemania niewinności uderza również w gospodarkę, nikomu nie opłaca się pracować, pomnażać majątek, skoro w każdej chwili można wszystko stracić, w dodatku z kraju ucieka masa ludzi, w tym osoby inteligentne, przedsiębiorcze i zaradne.

Sytuacja prawna w Polsce

W Polsce podstawę prawną domniemania niewinności stanowią:

Art. 42 ust. 3 Konstytucji RP który stanowi, że każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu.

Art. 5 Kodeksu postępowania karnego, który stanowi że:
§ 1. Oskarżonego uważa się za niewinnego, dopóki wina jego nie zostanie udowodniona i stwierdzona prawomocnym wyrokiem.
§ 2. Niedające się usunąć wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego.

Prawo to regulują również akty prawa międzynarodowego:

Art. 11 ust. 1 Powszechna Deklaracja Praw Człowieka stanowi, że: Każdy człowiek oskarżony o popełnienie przestępstwa ma prawo, aby uznawano go za niewinnego dopóty, dopóki jego wina nie zostanie mu udowodniona zgodnie z prawem podczas publicznego procesu, w którym miał wszystkie gwarancje konieczne dla swojej obrony

Art. 14 ust. 2 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych przewiduje, że: Każda osoba oskarżona o popełnienie przestępstwa ma prawo być uważana za niewinną aż do udowodnienia jej winy zgodnie z ustawą

Art. 6 ust. 2 Europejska Konwencja Praw Człowieka potwierdza, że: Każdego oskarżonego o popełnienie czynu zagrożonego karą uważa się za niewinnego do czasu udowodnienia mu winy zgodnie z ustawą.

Ze względu na to, że naruszeniem domniemania niewinności jest możliwość zniszczenia reputacji osobie fałszywie/niesłusznie oskarżonej o przestępstwo istotny jest także Art. 13 prawa prasowego:
1. Nie wolno wypowiadać w prasie opinii co do rozstrzygnięcia w postępowaniu sądowym przed wydaniem orzeczenia w I instancji. 
2. Nie wolno publikować w prasie danych osobowych i wizerunku osób, przeciwko którym toczy się postępowanie przygotowawcze lub sądowe, jak również danych osobowych i wizerunku świadków, pokrzywdzonych i poszkodowanych, chyba że osoby te wyrażą na to zgodę. 
3. Ograniczenie, o którym mowa w ust. 2, nie narusza przepisów innych ustaw. Właściwy prokurator lub sąd może zezwolić, ze względu na ważny interes społeczny, na ujawnienie danych osobowych i wizerunku osób, przeciwko którym toczy się postępowanie przygotowawcze lub sądowe.

sobota, 2 września 2017

Transhumanizm - szanse, zagrożenia, przyszłość

Transhumanizm to ruch intelektualny, kulturowy oraz polityczny postulujący możliwość i potrzebę (ale nie konieczność) wykorzystania nauki i techniki, w szczególności neurotechnologii, biotechnologii i nanotechnologii, do przezwyciężenia ludzkich ograniczeń i poprawy kondycji ludzkiej.


Pojęcia związane z transhumanizmem

Cyborgizacja - chociaż brzmi kosmicznie "połączenie człowieka i maszyny" jest już właściwie faktem. Już istnieją implanty, mechaniczne protezy czy rozruszniki serca. W przyszłości być może będzie możliwe wyleczenie każdej poważnej choroby czy niepełnosprawności. Przykładowo już trwają prace nad stworzeniem elektronicznych implantów przywracających wzrok, jak Argus II. Jak daleko może to zajść? Czy człowiek przyszłości stanie się prawdziwym cyborgiem, niczym Robocop? (Tak pół żartem pół serio). 

Superinteligencja - termin można odnieść się zarówno do znaczniej poprawy ludzkiej inteligencji jak i stworzenia sztucznej inteligencji, a więc tworzenie maszyn o inteligencji znacznie przewyższającej tę ludzką. Sztuczna inteligencja już istnieje, w postaci programów i gier komputerowych. Choć współcześnie istnieją programy komputerowe przewyższające każdego człowieka w niektórych intelektualnych zadaniach, takich jak gra w szachy czy w scrabble, nie są one uważane za superinteligencje, ponieważ nie dorównują człowiekowi w innych zadaniach. A jak będzie w przyszłości?

W pewnych kontekstach precyzuje się podział na słabą i silną superinteligencję. Słaba superinteligencja to intelekt przewyższający człowieka jedynie szybkością myślenia. Taką superinteligencją mógłby hipotetycznie być program symulujący pracę mózgu człowieka w tempie szybszym niż naturalny. Silna superinteligencja to intelekt przewyższający człowieka jakościowo, podobnie jak człowiek przewyższa jakościowo inne zwierzęta. Twórcy SF spekulują również, że może istnieć wiele poziomów superinteligencji, z których każdy przewyższa jakościowo poprzedni i jest dla niego niepojęty. Najbardziej ekstremalnym projektem branym pod uwagę jest tzw. mózg matrioszka -  hipotetyczny komputer o gigantycznych możliwościach obliczeniowych, zbudowany na wzór sfer Dysona, który do wykonywania obliczeń wykorzystywałby całą energię emitowaną przez gwiazdę. Nazwa pomysłu nawiązuje do lalek matrioszek. Z terminem superinteligencji związane jest pojęcie technologicznej osobliwości (lub po prostu osobliwość, z ang. singularity) – hipotetyczny punkt w przyszłym rozwoju cywilizacji, w którym postęp techniczny stanie się tak szybki, że wszelkie ludzkie przewidywania staną się nieaktualne. Głównym wydarzeniem, mającym do tego doprowadzić, byłoby stworzenie sztucznych inteligencji przewyższających intelektualnie ludzi. Takie sztuczne inteligencje mogłyby opracowywać jeszcze wydajniejsze sztuczne inteligencje, wywołując lawinową zmianę w technologi. Jednak wielu naukowców jak np. Hubert Dreyfus, Stuart Russell czy Peter Norvig przewidują, że żadna maszyna nigdy nie osiągnie poziomu ludzkiej inteligencji.

Transfer umysłu - hipotetyczny proces skopiowania lub przeniesienia świadomości człowieka do komputera, poprzez precyzyjne zmapowanie wszystkich połączeń neuronalnych w mózgu i wierne odtworzenie ich działania w symulacji komputerowej. Symulacja taka mogłaby być częścią wirtualnej rzeczywistości, dostarczającej umysłowi bodźców i reagującej na jego zachowanie, bądź wchodzić w interakcję z rzeczywistym światem za pomocą zdalnie sterowanego robota lub biologicznego ciała.

Współczesna technologia nie umożliwia transferu umysłów, ale jest on rozważany przez futurystów jako cel, do którego dąży neuroinformatyka. Jest również analizowany jako jeden ze sposobów stworzenia sztucznej inteligencji oraz jako możliwość znacznego przedłużenia życia. Istnieją jednak uzasadnione wątpliwości, czy przeniesiony umysł byłby nadal danym człowiekiem, czy tylko jego kopią.

Nanotechnologia - Np. Ray Kurzweil, znany amerykański wynalazca i futurolog jest zdania, że w przyszłości nanoboty zastąpią komórki krwi i będą pracowały tysiące razy bardziej efektywnie od nich. Umożliwi to znaczne podniesienie sprawności fizycznej jak i znaczne spowolnienie procesu starzenia się organizmu.

Zagrożenia

Możliwości transhumanizmu w przyszłości mogą przyprawiać o prawdziwy zawrót głowy. Ale co z zagrożeniami? Czy to nie może doprowadzić do zniszczenia świata i ludzkości? Czy nie przyczyni się to do jakiegoś przejęcia władzy przez supermaszyny niczym w filmie Matrix? Należy pamiętać, że futurolodzy i inni naukowcy badający możliwości transhumanizmu zajmują się także dokładnym badaniem zagrożeń. Chociaż do wspomnianych rozwiązań technologicznych daleka droga, już teraz analizuje się co mogłoby pójść nie tak i jak temu zaradzić. Zmiany zawsze wywołują obawy. Ale już teraz żyjemy w świecie technologii i już teraz wykorzystujemy ją do poprawiania ograniczeniem ludzkiego ciała i umysłu. Mamy operacje plastyczne, transplantologie, rozruszniki serca, programy komputerowe oparte na sztucznej inteligencji itd. Najważniejsze to zachowanie zdrowego rozsądku. Aby nie popaść ani w przesadny entuzjazm ani w przesadną panikę. Jednak ze względu na bardzo poważne zagrożenia, myślę że powinno się wprowadzać tego typu technologie tylko w jakimś rozsądnym zakresie, jak leczenie chorób, poprawnie jakości życia itp.

niedziela, 20 sierpnia 2017

Moje odejście od libertarianizmu na rzecz klasycznego liberalizmu

Dzisiejszy wpis będzie o tym dlaczego bo długim czasie bycia libertarianinem jednak zrewidowałem swoje poglądy na rzecz klasycznego liberalizmu lub inaczej mówiąc leseferyzmu.


Dlaczego już nie libertarianizm?

Sprawa podstawowa: w teorii gier i ekonomii wyróżnia się takie zjawisko jak efekt gapowicza. Osoby, które korzystają z dóbr publicznych, ale za nie nie płacą, nazywamy gapowiczami. Gdy zbyt wiele osób będzie uchylać się od płacenia za dobra publiczne, może dojść do takiej sytuacji, że tych dóbr nie starczy dla wszystkich. Efekt gapowicza jest zrozumiały, ponieważ niewiele osób kupiłoby coś, co można dostać tak naprawdę za darmo, dlatego gapowicze czekają, aż ktoś inny zapłaci za dobra publiczne, z których będą chcieli skorzystać.

Dlatego w praktyce nie może funkcjonować np. prywatne ubezpieczanie od bombardowania, bo jeśli ja takowe posiadam, moimi sąsiedzi mogą "pójść na gapę" i za nie nie płacić, bo w końcu ubezpieczenie obejmuje cały teren. To już doszczętnie obala możliwość funkcjonowania anarchokapitalizmu. Nie może również funkcjonować minarchizm, jako że niemożliwe jest utrzymanie państwa bez przymusu podatkowego. Zostaje więc opcja państwa minimum z niskimi, prostymi, celowymi i sprawiedliwymi podatkami jak nauczali John Locke, Frederic Bastiat, Monteskiusz, Thomas Paine, Ludwig von Mises, Friedrich von Hayek i wielu innych.

Pozostałe powody:
  • Libertariańskie podejście do etyki wydaje mi się niepełne, aksjomat samoposiadania i aksjomat nieagresji wydają się być OK, ale czegoś tu jeszcze brakuje, stąd mamy dziwne dyskusje około-libertariańskie o krasnalach atomowych, jeździe po alkoholu, czy różne dylematy jak np. jak rozwiązać problem praw zwierząt
  • Deregulacja zawodów jest potrzebna, ale w pewnym stopniu pewne regulacje, np. co do zawodu lekarza należy pozostawić, a niektóre jak chociażby zawód psychologa wręcz wymagają uregulowania
  • Dostęp do broni - ogólnie jestem za, ale w cywilizowany sposób, pozwolenie na broń wydaje mi się równie naturalne co prawo jazdy
  • Ubezpieczenia zdrowotne i społeczne powinny być w pełni prywatne z możliwością wyboru swojego ubezpieczyciela, ale jednocześnie być obowiązkowe, czyli coś podobnego do służby zdrowia w Singapurze lub Holandii i kapitałowego systemu emerytalnego w Chile, czy np. obligatoryjnego ubezpieczenia od utraty pracy w Szwajcarii. Powodem także jest tu efekt gapowicza, osoby nieubezpieczone stwarzałyby dodatkowe koszty dla społeczeństwa
  • Minimalna pomoc społeczna państwa dla ludzi potrzebujących jak niepełnosprawni, ciężko chorzy, ludzie którym się coś przydarzyło, nie są zdolni do normalnego funkcjonowania musi istnieć, bo nie mamy nigdy pewności, że same organizacje charytatywne dadzą radę wszystkim pomóc

I co dalej?

Po prostu popieram znaczne zmniejszenie biurokracji i obniżenie podatków. A także koncepcję "państwa prawa" a więc takie rozwiązania jak konstytucja, trójpodział władzy, niezawisłość sądów itd. A co dalej z blogiem? Oczywiście będę prowadził go dalej, zwłaszcza nie był on nigdy z założenia libertariański, tylko "wolnościowy" a więc opisujący zagadnienie wolności w różnych dziedzinach życia. Libertarianizmem zainteresowałem się już w trakcie jego prowadzenia. Poza tym leseferyzm to nadal w dużej mierze jest pogląd wolnościowy. 

niedziela, 6 sierpnia 2017

Demokracja bezpośrednia

Demokracja bezpośrednia - w odróżnieniu od demokracji przedstawicielskiej (pośredniej) jest systemem, w którym obywatele mają większy wpływ na to jaką politykę prowadzi się w danym państwie poprzez bezpośrednie podejmowanie decyzji na drodze takich rozwiązań jak referendum, inicjatywy ludowe, weto obywatelskie, plebiscyty itp. System ten w największym stopniu występuje w Szwajcarii oraz w pewnym stopniu w pobliskim Liechtensteinie. Pewne elementy DB występują także w Australii, niektórych stanach USA i Urugwaju

Model wzbudza wiele kontrowersji, ale przyjrzymy się jak funkcjonuje to w Szwajcarii. Podstawowe narzędzia demokracji bezpośredniej w tym kraju to:
  • Obligatoryjne referendum - dotyczy zmiany konstytucji przez parlament lub innej ważnej decyzji typu np. wstąpienie kraju do UE, taka zmiana musi być obowiązkowo zaakceptowana przez obywateli w ogólnokrajowym referendum
  • Referendum fakultatywne - nowe ustawy lub nowelizacja już istniejących, które zostały uchwalone przez parlament podlegają fakultatywnemu referendum, muszą być przyjęte lub odrzucone w drodze referendum, jeśli 50 tys. wyborców wyrazi taką wolę. Obywatele na zebranie 50 tys. podpisów mają maksymalnie 100 dni po ogłoszeniu nowej ustawy
  • Inicjatywa ludowa - obywatelom przysługuje prawo do przedstawienia własnego projektu ustawy, który jest następnie przedmiotem głosowania w referendum, jeśli pod inicjatywą zbierze się 100 tys. podpisów w ciągu 18 miesięcy 
Inicjatywy ludowe i referenda są organizowane nie tylko na poziomie krajowym (federalnym) ale również na poziomie kantonalnym i gminnym. Każdy kanton sam ustala zasady w jakim stopniu obywatele mają wpływ na lokalną politykę. We wszystkich kantonach za wyjątkiem Vaud istnieje również tzw. referendum finansowe, w który mieszkańcy mają wpływ na wysokość wydatków lokalnych samorządów. W Szwajcarii występuje także zasada podwójnej większości, a więc żeby dana inicjatywa ludowa czy referendum (na szczeblu krajowym) weszło w życie musi poprzeć ją większość kantonów i większość obywateli w referendum.

Kontrowersje i zarzuty wobec systemu demokracji bezpośredniej

Najczęstszymi zarzutami pod adresem DB są problem niekompetentnego wyborcy i koszty systemu. Co do pierwszego należy zrozumieć, że zdrowy system demokracji bezpośredniej ma swoje obostrzenia, jest tylko dodatkiem do demokracja parlamentarnej. I tak np. każdy przepis musi być zgodny z obowiązującą konstytucją i prawem międzynarodowym. Pod każdą inicjatywą obywatelską musi zebrać się odpowiednia liczba podpisów w odpowiednim czasie. I tak np. w Szwajcarii jedynie około 9% inicjatyw ludowych dochodzi do skutku. W dodatku częste referenda sprawiają, że obywatele sami zaczynają interesować się sprawami politycznymi w ich kraju, podnosi się więc wiedza w społeczeństwie, najważniejsze problemy podlegają nieustannym debatom w społeczeństwie.

Co do kosztów, można je ograniczyć dzięki nowoczesnym technologiom, jak internet czy poczta. DB pozwala utrzymywać większą dyscyplinę finansową co do wydatków rządowych jak i na jednostek samorządu terytorialnego oraz przenosi walki polityczne z ulicy w stronę referendum, co akurat pozwala ograniczyć koszty. W każdym razie mechanizmy demokracji bezpośredniej powinny być dostosowane do specyfiki danego kraju. Jej podstawową rolą jest zwiększenie społecznej kontroli nad rządem i kierunkami jego polityki. 

czwartek, 20 lipca 2017

Ekonomia na żądanie

Ekonomia na żądanie (on-demand economy) - definiuje się ją jako aktywność gospodarczą firm działających w Internecie, które dostarczają produkty lub usługi w samym momencie zgłoszenia przez klienta zapotrzebowania na nie. I tak Uber pozwala być taksówkarzem, Airbnb hotelarzem, a Handy sprzątaczką. Jak te nowe rozwiązania techniczne mogą wpłynąć na nasze życie i rynek pracy?


Na czym to polega?

Ekonomia na żądanie to nowoczesna forma freelanceringu, a więc bycia "samemu sobie szefem" z wykorzystaniem Internetu i aplikacji mobilnych. Na takiej zasadzie działa Uber, czyli twórca aplikacji mobilnej, która służy do zamawiania usług transportowych poprzez kojarzenie pasażerów korzystających z aplikacji z kierowcami współpracującymi z serwisem. Inna firma, Airbnb, stanowi platformę na której osoby prywatne wynajmują turystom swoje mieszkania (np. podczas nieobecności właścicieli), choć tak naprawdę nie prowadzą hotelu. Działające głównie w USA Handy, oferuje zaś usługi samozatrudnionych sprzątaczek, które są dostępne w momencie, gdy tylko klient wyrazi taką potrzebę.

Wszechobecna komunikacja, łatwa dostępność do rzeszy freelancerów oraz niskie koszty transakcji powodują rozrost firm na żądanie, których celem jest działanie na takich samych zasadach co Uber czy Airbnb, tyle że na nowych, jeszcze niewykorzystanych rynkach. Jak na razie firmy na żądanie działają głównie w trzech segmentach rynku: spożywczym, transportowym i w nieruchomościach. Jednak na Zachodzie coraz większą popularnością zaczynają także się cieszyć chociażby usługi prawnicze. Rozrost ekonomii na żądanie jest doskonale widoczny na przykładzie Stanów Zjednoczonych. Inwestycje Venture Capital w młode firmy, które funkcjonują w jej ramach, w ostatnim czasie skoczyły o 514% (!). W 2013 roku w USA finansowanie start-upów na żądanie wyniosło 672 mln USD, w 2014 roku już 4,124 mld USD, a tylko w I kwartale 2015 roku aż 3,785 mld USD. Rozwój technologii informacyjnych ma więc olbrzymi wpływ na funkcjonowanie firm – w organizowaniu ich struktury, a także w przepływie dóbr i usług w gospodarce.


Jakie korzyści dla społeczeństwa może przynieść ekonomia na żądanie?

Przede wszystkim rozszerzenie oferty rozmaitych usług dostępnych na rynku. A także podniesienie poziomu życia. Z jednej strony prowadzi do spadku cen świadczonych usług. A z drugiej, powoduje zmniejszenie się ilości pracowników najemnych (przechodzących w ten sposób na samozatrudnienie) na rynku, a to powoduje że ich praca staje się rzadsza, cenniejsza. Pracodawcy muszą więc zaoferować wyższe płace swoim pracownikom. 

niedziela, 9 lipca 2017

Czy konserwatyzm da się pogodzić z wolnością?

Czy konserwatyzm to przeciwieństwo liberalizmu i wolności, ciemnogród i zamordyzm? Czy może jest wprost przeciwnie i to właśnie konserwatyzm jest pełnym przeciwieństwem socjalizmu i faszyzmu stojącym w obronie praw jednostkowych człowieka i podstawowych wartości jak: wolność, własność i sprawiedliwość?


Odmiany konserwatyzmu

Żeby odpowiedzieć na powyższe pytania trzeba zdać sobie sprawę, że istnieją różne rodzaje konserwatyzmu. Główny podział to:
  • konserwatyzm tradycjonalistyczny - opowiadający się za przywróceniem starego porządku, takiego jaki miał miejsce przed Rewolucją Francuską (monarchia dziedziczona, arystokracja itp.); niechętny, wręcz sprzeciwiający się zmianom, silnie kultywujący tradycje 
  • konserwatyzm ewolucyjny - akceptujący zmiany następuje w społeczeństwie zachodzące w sposób stopniowy i ewolucyjny, sprzeciwiający się rewolucjom
Ze względu na poziom radykalizmu można również wymieć konserwatyzm radykalny i konserwatyzm umiarkowany.

I o ile konserwatyzm tradycjonalistyczny kłóci się z ideami wolności i spłyca wszelką dyskusję do argumentu: "bo tak mówi tradycja" o tyle rzecz przedstawia się zupełnie inaczej w przypadku konserwatyzmu ewolucyjnego. Tutaj podstawowe założenie jest takie, żeby "konserwować" to co jest autentycznie dobre i oparte na wartościach, a nie robić tego bezrefleksyjnie. Zmiany są dopuszczalne a wręcz zalecane, jednak są to zmiany ewolucyjne a nie rewolucyjne.

Dlaczego rewolucje są złe pokazuje historia, wszystkie czy to francuska czy bolszewicka zmieniają się w wielki plac przemocy i destrukcji. Do tego nagle odejście od zasad i wzorców kulturowych nawet bez użycia przemocy prowadzi do demoralizacji społeczeństwa i jest podstawą dywersji ideologicznej: demoralizacja -> destabilizacja -> kryzys -> stabilizacja, jak obawiał to były agent KGB Jurij Bezmienow. Dlatego zmiany te muszą następować stopniowo poprzez np. edukację. Nagle i radykalne działanie jest uzasadnione jedynie w wyjątkowej sytuacji takiej jak klęska żywiołowa, wybuch wojny (w tym wojny domowej), czy inny rodzaj kryzysu społecznego.  

Preferencja czasowa

Termin preferencja czasowa oznacza miarę tego, w jakim stopniu aktualna satysfakcja jest bardziej pożądana od takiej samej satysfakcji w przyszłości. Wysoka preferencja czasowa oznacza chęć jak najszybszej konsumpcji dostępnych dóbr, podczas gdy niska preferencja czasowa oznacza gotowość do powstrzymania się od konsumpcji bieżących dóbr na rzecz wyższej konsumpcji w przyszłości. Pojęcie to odnosi się zwykle do nauk ekonomicznych, ma wpływ np. na wielkość oszczędności na rynku, akumulację kapitału czy na rynkowy poziom stóp procentowych. Można go jednak odnieść także do socjologi. Jak pisze w swoich książkach popularny libertarianin i konserwatysta Hans-Hermann Hoppe, niższa preferencja czasowa charakterystyczna dla bardziej konserwatywnych społeczeństw jest nie tylko bardziej korzystna dla gospodarki (większa liczba oszczędności i inwestycji, lepsza akumulacja kapitału itd.) ale także dla jakości życia społecznego, skutkuje zmniejszeniem przestępczości, patologii społecznych, chorób, rozbitych rodzin itp..

 Należy jednak pamiętać, że konserwatyzm nie musi się przekładać na zakazy prawne dotyczące np. hazardu, prostytucji czy narkotyków. Może istnieć wolny wybór co do decydowania o własnym ciele, zdrowiu i portfelu ale jednocześnie wzorce kulturowe mogą i powinny stawać na zdrowy styl życia, zdrowy rozsądek i branie odpowiedzialności za swoje działanie. Łączenie ideałów wolności (w tym wolności gospodarczej) z obyczajowym konserwatyzmem określa się również mianem konserwatywnego liberalizmu.

Polskie tradycje wolności

Jeśli ktoś koniecznie chce się opierać na tradycji i historii ten powinien sobie zdać sprawę że w Polsce mamy bardzo silnie zakorzenione tradycje walki o wolność. Kłania się tu walka o niepodległość przez 123 lata zaborów, walką z niemieckim i sowieckim okupantem w czasie II wojny światowej, czy działanie opozycji antykomunistycznej w PRL-u. Dwaj Polacy Tadeusz Kościuszko i Kazimierz Pułaski brali udział w walce o niepodległości Stanów Zjednoczonych. Polacy w bitwie pod Legnicą wraz z niemieckim rycerstwem bronili Europy przed najazdem mongolskim. W roku 1683 zatrzymali Turków pod Wiedniem, a w 1920 r. bolszewików pod Warszawą. Nasi przodkowie aż trzykrotnie uratowali całą Europę. 

Mamy również swoje tradycje w kwestii wolności gospodarczej. Polski jezuita, logik i ekonomista Marcin Śmiglecki nauczał o wolności gospodarczej już w XVI w., jego dzieło "Logica" było przez dziesiątki lat jednym z najważniejszych podręczników logiki na zachodnich uniwersytetach i miało wiele wznowień. Dla autora Podróży Guliwera, Jonathana Swifta, Śmiglecki stał się niemal synonimem ówczesnego zamiłowania do logiki, gdyż pisał z przekąsem o ludziach, którzy „śpią ze Smigleciusem pod poduszką”. Polskich akcentów nie brakuje również w Austriackiej Szkole Ekonomii, jej założyciel Carl Manger urodzony w Nowym Sączu bronił doktorat z prawa u Polaka, Juliana Dunajewskiego ówczesnego ministra skarbu Austrii, którego reformy były na tyle udane, że do dziś portret Dunajewskiego wisi w austriackim parlamencie. Jak pisał Erik von Kuehnelt-Leddihn to właśnie Polacy i ich umiłowanie wolności, którzy stanowili większość mieszkańców Galicji mieli bezpośredni wpływ na Ludwiga von Misesa, bodajże największego ekonomisty ASE i jednego z największych ekonomistów w historii. W II RP powstała również Krakowska Szkoła Ekonomiczna, wzorowana na ASE. Jej najbardziej znani przedstawiciele to Adam Heydel, Adam KrzyżanowskiFerdynand Zweig. O liberalizmie gospodarczym nauczał również Roman Rybarski

sobota, 17 czerwca 2017

Dlaczego państwo minimalne jest potrzebne?

Od czasu do czasu wspominam na blogu o tzw. libertarianizmie, a więc o poglądzie (a raczej całym zbiorze doktryn i filozofii politycznych) stojącym najbliżej wolności dla człowieka jako jednostki w polityce. Jak wspominałem w pierwszym tekście w tym temacie, jaki pojawił się już dobre 3 lata temu ogólnie libertarianizm można podzielić na dwa główne nurty:
-minarchizm - optujący za państwem minimalnym, ograniczonym do wojska, policji, sądownictwa i możliwie minimalnej administracji, do tego nurtu można zaliczyć np. Roberta Nozicka, Ayn Rand, Ludwiga von Misesa, Friedricha von Hayeka
-anarchokapitalizm - model bezpaństwowego kapitalizmu, a więc całkowite zastąpienie państwa sektorem prywatnym, także w dziedzinie bezpieczeństwa, sądownictwa i tworzenia jak i egzekwowania prawa, przedstawiciele nurtu to np. Murray Rothbard, Hans-Herman Hoppe, Stefan Molyneux, David Friedman

Postaram się wyjaśnić dlaczego to właśnie minarchizm jest tym właściwym i realnym systemem, do którego należy dążyć

Dlaczego "Akap" się nie uda

Jednym z głównych błędów jaki popełniają anarchokapitaliści wygląda mniej więcej tak: Rolę państwowych organów przejmą prywatne agencje ochrony (zwane w skrócie PAO), jako że zależy im na reputacji klientów będą powstrzymywać się one od walki między sobą i oddawać spory prawne pod prywatny arbitraż (forma prywatnego sądownictwa). Prawo które miałoby funkcjonować w takim systemie to prawo naturalne (a więc obiektywne prawo chroniące takie uniwersalne wartości jak prawo do życia, wolności i własności prywatnej jednostki). Mógłby również funkcjonować policentryczny system prawa, a więc współistnienie konkurujących systemów prawa, np. katolicy mogliby wybrać prawo kanoniczne, osoby świeckie tradycyjną rzymską paremię itd.

Gdzie leży problem? Otóż żeby mogły działać mechanizmy rynkowe i zachodzić relacja: agencja ochrony - klient, wpierw w ogóle musiałby funkcjonować wolny rynek. A żeby istniał wolny rynek, musimy mieć prawo chroniące podstawowe prawa jednostki ludzkiej jak prawo do życia, do wolności i własności prywatnej oraz musi istnieć silny mechanizm egzekwujący to prawo w praktyce. Z kolei każda forma anarchii kończy się wojną domową pomiędzy różnymi grupami walczącymi o przejęcie władzy i ustanowienie własnego systemu prawnego, czego przykładem jest chociażby wojna domowa w Hiszpanii w latach 30-tych XX w. Konkurencja jest dobra pod warunkiem że konkurenci nie mogą stosować przemocy. Widać to na przykładzie mafii czy różnych grup rebeliantów, w ich przypadku konkurowanie ze sobą działa na niekorzyść zwykłych ludzi. Żeby mechanizm konkurencji o klientów działał, konkurujący muszą działać zgodnie z prawem chroniącym podstawowe i niezbywalne prawa człowieka.

Koncepcja "Tysiąca Liechtensteinów", a więc powstawanie rozmaitych enklaw tworzących własne systemy prawne może świetnie funkcjonować, pod warunkiem że każda z nich również musi przestrzegać ogólnych zasad prawnych zawartych np. w Konstytucji. W przeciwnym przypadku mogą powstawać różnej maści twory komunistyczne, faszystowskie, teokratyczne lub przestępcze. Wystarczy spojrzeć jak w praktyce funkcjonują tzw. strefy no-go, jak np. strefy no-go tworzone przez muzułmańskich imigrantów wraz z policjami szariatu w krajach Europy zachodniej, czy prawdziwe raje dla przestępców jakimi były strefy no-go tworzone w Hongkongu przez chińskie mafie Triady, czy strefy no-go tworzone przez gangi w Brazylii. Że już nie wspomnę o grupach rebeliantów powstających na Bliskim Wschodzie jak Państwo Islamskie.


Federacja i minarchizm 

Decentralizacja władzy, a więc tworzenie takich "enklaw", "tysiąca Liechtensteinów" to dobry pomysł, ale żeby miało to "ręce i nogi" takie enklawy muszą działać zgodnie z pewnymi zasadami. A więc muszą przestrzegać Konstytucji, a nadzór nad nimi sprawować federalny rząd z silną armią, chroniący obywateli zarówno przed agresją wewnętrzna (przestępczością), jak i zewnętrza (potencjalny atak zbrojny ze strony innego państwa). Taki system nie byłby niczym nowym ani nadzwyczajnym. Na podobnych zasadach funkcjonuje system polityczny zwany federacją. Z powodzeniem sprawdził się w historii takich krajów jak Stany Zjednoczone Ameryki, Szwajcaria czy Niemcy. Federacja polega właśnie na tym, że kraj dzieli się na stany/kantony/landy etc. z których każdy posiada własną autonomię i może tworzyć do pewnego stopnia własny system prawny, ale nad całością pieczę sprawuje federalny rząd. W wersji minarchistycznej, taki rząd po prostu byłby ograniczony do swojej podstawowej roli: armia, policja, sądownictwo. Resztą zajmowałby się sektor prywatny. Oczywiście w kwestii bezpieczeństwa i walki z przestępczością również swój udział miałby sektor prywatny, ale jego podmioty, które zresztą istnieją już nawet w obecnym systemie (prywatne agencje ochroniarskie, agencje detektywistyczne, polubowne sądy etc.) również musiałby przestrzegać prawa i zapisów Konstytucji. Sama Konstytucja musiałaby być napisana w ten sposób, aby chronić bezpieczeństwo, wolność i własność obywateli. Tak więc rząd pełniłby takie role jak opisywali to np. Ayn Rand, Robert Nozick, Friedrich von Hayek, Ludwig von Mises czy Frederic Bastiat. 

niedziela, 28 maja 2017

Obiektywizm - filozofia Ayn Rand

Alissa Zinowjewna Rosenbaum, znana bardziej jako Ayn Rand (1905-1982), była słynną amerykańską pisarką i filozofką, pochodząca z rodziny rosyjskich Żydów. W dzieciństwie przeżyła rewolucję październikową (1917 r.), apteka jej ojca została znacjonalizowana, a majątek rodzinny skonfiskowany przez bolszewików. Już wtedy Rand wiedziała, że musi czym prędzej opuścić Rosję. Po ucieczce z ZSRR, w 1925 r., wyjechała na stałe do USA, gdzie rozpoczęła karierę wpierw jako scenopisarka, a następnie jako pisarka. Jej książki takie jak: "Hymn", "Źródło", czy "Atlas Zbuntowany" stały się prawdziwymi bestsellerami. W historii zapisała się jako twórczyni filozofii obiektywizmu, która to okazała się być prekursorska dla poglądów i ruchów wolnościowych w XX w. , takich jak libertarianizm (chociaż sama Ayn Rand nie uważała się za libertariankę). I właśnie dzisiejszy wpis będzie o tej filozofii.


Cztery filary obiektywizmu

Obiektywizm jako filozofia opiera się na czterech filarach: 
  1. Metafizyka – obiektywna rzeczywistość
  2. Epistemologia – rozum (racjonalizm)
  3. Etyka – własny interes (egoizm)
  4. Polityka – kapitalizm
Sama Ayn Rand opisywała to w następujący sposób

"1. Rzeczywistość istnieje jako obiektywny absolut – rzeczy to rzeczy, niezależnie od naszych uczuć, życzeń, nadziei czy obaw.
2. Rozum (umiejętność identyfikacji i kojarzenia informacji dostarczonych przez zmysły) jest jedynym dostępnym człowiekowi narzędziem poznawania rzeczywistości, jego jedynym źródłem wiedzy, jego jedynym motywem działania i podstawowym sposobem przetrwania.
3. Człowiek – każdy jest sam dla siebie celem, a nie narzędziem służącym realizacji celów innych ludzi. (...)
4. Idealnym systemem polityczno-ekonomicznym jest liberalny (laissez-faire z fr. „leseferyzm”) kapitalizm. To jest system, w którym ludzie współdziałają nie jako kaci i ofiary, ani jako panowie i służba, ale jako handlowcy, z nieprzymuszonej, wolnej wymiany dóbr dla wzajemnej korzyści. (...)"

W skrócie filozofia obiektywizmu polega na poznawaniu obiektywnej rzeczywistości za pomocą racjonalnego umysłu ("A jest A, każda rzecz jest tym jest"). W dziedzinie etyki obiektywizm koncentruje się na prawach jednostki, w polityce stawia na kapitalizm, a więc system oparty na dobrowolnej wymianie dóbr pomiędzy ludźmi, wolny od przymusu i przemocy.

Pozytywny egoizm w filozofii obiektywizmu

Najbardziej kontrowersyjnym założeniem filozofii Ayn Rand jest przypisywanie pozytywniej wartości egoizmowi, choć przecież wszyscy przyzwyczailiśmy się, do traktowanie egoizmu jako cechy negatywnej. Należy tu jednak zrozumieć, że Rand nie postulowała makiawelizmu, bezduszności czy okrucieństwa. Wprost przeciwnie, celem jej filozofii było ustalenie etyki absolutnej, a więc opracowanie zasad moralnych opartych, nie o myślenie życzeniowe, a o obiektywną naukę, logikę i dedukcję. Stąd podstawę tej etyki stanowi tzw. racjonalny egoizm, a więc uznanie, że każdy człowiek ma prawo dążyć do własnego szczęścia, o ile nie krzywdzi w tym innych osób, które również mają prawo do własnego szczęścia. Nikt też nie ma prawa żądać poświęcenia od innych osób. Pomoc drugiemu człowiekowi jest moralnie uzasadniona pod warunkiem, że jest udzielana dobrowolnie. Rand uznawała, że ponieważ każdy by przetrwać musi dbać o siebie, to doktryna twierdząca, że troszczenie się o siebie jest złem oznaczałaby, że złem jest ludzka chęć przeżycia.

Zwracała również uwagę na to, że wiele działań pozornie wyglądających na altruistyczne jest w rzeczywistości zdrowym egoizmem. Przykładowo: mąż wydaje dużo pieniędzy na leczenie swojej chorej na raka żony. W ten sposób w rzeczywistości działa na rzecz własnego szczęścia, ratując osobę, którą kocha. Jeśli uznalibyśmy jego działanie za poświęcenie i altruizm, musielibyśmy dojść do wniosku, że mężowi jest osobiście wszystko jedno, czy żona przeżyje, skoro zrobił to tylko dla niej, a nie także dla siebie. Trudno wówczas można by to nazwać miłością. Mało tego, kierując się etyką całkowitego altruizmu, doszlibyśmy do dość makabrycznego wniosku, że mąż powinien pozwolić umrzeć żonie, a pieniądze przeznaczyć na leczenie obcych mu ludzi. Wtedy to dosłownie poświęciłby własne szczęście na rzecz innych ludzi. Założenia racjonalnego egoizmu Ayn Rand opisuje w takich książkach jak: "Hymn", "Atlas zbuntowany", "Cnota Egoizmu. Nowa koncepcja egoizmu".

Państwo minimum i kapitalizm

W wymiarze politycznym Ayn Rand postulowała kapitalizm,  a więc system oparty na prywatnej własności środków produkcji oraz na swobodnym ich obrocie w ramach wolnego rynku. Swoje prokapitalistyczne poglądy Rand opisała głównie w książce „Kapitalizm. Nieznany ideał”, jak również w mniejszym lub większym stopniu w innych swoich dziełach jak np. „Atlas zbuntowany”,  „Hymn”, „Cnota egoizmu”, czy „Powrót człowieka pierwotnego”. Ayn Rand popierała kapitalizm głownie z przyczyn moralnych, ponieważ to jedyny system oparty na prawach jednostkowych. Każdy człowiek ma prawo dbać o własny interes oraz musi respektować to prawo u innych osób. Ludzie na wolnym rynku dokonują wymiany „wartość za wartość”, towar za towar, zapłata za towar lub usługę, zapłata za wykonaną pracę itd. Każdy ma prawo dysponować własną osobą wedle uznania, dopóki nie narusza wolności drugiego człowieka, nikt nie jest tu panem ani niewolnikiem. Każdy ma prawo do posiadania owoców swojej pracy, czyli własności prywatnej i dowolnie dysponować własnym majątkiem.

Nie dopuszczalne są tu kradzież, przemoc i przymus. I właśnie ochrona takich niezbywalnych praw człowieka to jedyne funkcje do jakich powinien ograniczyć się rząd. Dlatego Rand popiera funkcjonowanie państwa minimalnego. Jednocześnie, aby taki rząd był moralny, również jego przedstawiciele nie mogą łamać tych praw. Z tego względu rząd nie może np. pobierać przymusowych podatków, co jest łamaniem prawa obywatela do własności prywatnej. Zamiast tego, takie państwo minimum mogłoby być finansowane np. na drodze dobrowolnych ubezpieczeń. Czyli tylko osoba ubezpieczona mogłaby z skorzystać z usług policji i sądów, dochodząc swoich praw w sądzie, kiedy druga strona nie wywiązała się z kontraktu itd. Taka opłata byłaby więc odpłatnością za konkretne usługi państwa, a nie przymusowo zabieraną daniną. Do tego rząd mógłby także zbierać wpłaty udzielane przez obywateli dobrowolnie. Istnieją również inne formy dobrowolnego finansowania rząd przez obywateli dopuszczalne przez obiektywistów, takie jak np. loteria rządowa. 

sobota, 13 maja 2017

Cykle przemocy domowej

Dlaczego ofiary przemocy często latami nie odchodzą od swoich oprawców? Amerykańska psycholog Leonora E. Walker badając kobiety doznające przemocy w rodzinie opisała pewne cyklicznie pojawiające się w ich związkach zdarzenia. Są to tzw. cykle przemocy.



Poszczególne cykle przemocy

1. Faza narastania napięcia – partner staje się drażliwy, coraz więcej rzeczy go denerwuje, często atakuje słownie partnerkę, wszczyna awantury. Ofiara próbuje za wszelką cenę go uspokajać i usprawiedliwiać jego zachowanie.

2. Faza ostrej przemocy – sprawca daje upust swojemu napięciu i wpada w szał, niszczy sprzęty domowe, dopuszcza się przemocy fizycznej, grozi ofierze, zastrasza ją. Wystarczy najmniejszy pretekst, aby wyprowadzić go z równowagi i sprowokować, np. za późno podany obiad, zła ocena przyniesiona przez dziecko ze szkoły. Ofiara tuż po doświadczeniu przemocy jest w szoku, odczuwa strach, ale po jakimś czasie próbuje racjonalizować zachowania partnera, szuka w sobie przyczyn jego wybuchów agresji.

3. Faza miesiąca miodowego – do sprawcy dociera, że przekroczył granice, budzą się w nim wyrzuty sumienia. Chce naprawić swoje błędy i zmienia się nie do poznania – staje się miły, czuły, wyrozumiały, kupuje partnerce prezenty, zapewnia ją o swoich uczuciach i obiecuje, że nigdy więcej nie podniesie na nią ręki. Partnerka wierzy w jego przemianę, znowu jest szczęśliwa i zakochana.

Cykl powtarza się od nowa – po okresie spokoju w partnerze znowu narasta napięcie, którego skutkiem są kolejne awantury i przemoc fizyczna. Jednak nadzieja, jaką daje faza miesiąca miodowego, cały czas powstrzymuje ofiarę przed zakończeniem związku czy zgłoszeniem sprawy do organów ścigania. Powyższy schemat działa oczywiście bardzo podobnie, gdy ofiarą przemocy jest mężczyzna. 

sobota, 29 kwietnia 2017

Nowozelandzki cud gospodarczy

Dzisiejszy wpis będzie konkretnym przykładem działania wolnego rynku i reform wolnorynkowych w praktyce na przykładzie Nowej Zelandii.



W 1950 roku Nowa Zelandia plasowała się na liście jako jeden z najbogatszych krajów świata – z relatywnie wolną gospodarką oraz silną protekcją przedsiębiorczości i własności. Wtedy to, pod rosnącym wpływem idei państwa opiekuńczego, które kwitły w Brytanii, Stanach i większej części zachodniego świata – Nowa Zelandia wzięła ostry zakręt w lewo. Kolejne 20 lat przyniosło socjalizm – żniwo wielkiego rządu i ekonomicznego niepokoju. Nowozelandczycy poczuli się ofiarami wygórowanych ceł, masowych rolnych dotacji, olbrzymiego długu publicznego, chronicznych deficytów budżetowych, rosnącej inflacji, 66-cio procentowego podatku dochodowego oraz rozbudowanego państwa opiekuńczego. W tamtych latach rząd centralny był zaangażowany w praktycznie każdy aspekt życia ekonomicznego. Zmonopolizował on kolej, telekomunikację i biznes elektryczny. Jedyną rzeczą, która kwitła w latach 1975-83 było bezrobocie, podatki i wydatki rządu.

W obliczu niekończącej się listy programów państwowych, niespełniających swojego zadania i zaglądającej w oczy ruiny ekonomicznej, w 1984 roku nowozelandzcy politycy zaangażowali się w coś, co Organizacja Ekonomicznej Kooperacji nazwała "najobszerniejszym programem liberalizacji ekonomicznej, kiedykolwiek przedsięwziętym w rozwiniętym kraju". Wszelkie dotacje rolnicze zostały wstrzymane w ciągu dwóch lat. Cła zostały obcięte o 2/3 prawie natychmiastowo i w miarę upływu czasu były ciągle zmniejszane. Dziś, przeciętna nowozelandzka stopa ceł wynosi 3,2% - co w rzeczywistości oznacza jednostronny wolny handel. W gruncie rzeczy, ponad 90% wszystkich importowanych towarów wkracza do kraju kompletnie wolnych od jakiegokolwiek kontyngentu, cła czy innych restrykcji. Podatki zostały gwałtownie obcięte. Górna granica wynosi obecnie 33%, czyli połowę tego co było w czasie, gdy motłoch wielkiego rządu znajdował się u władzy. Przeciętny podatek dochodowy wynosi obecnie 21,5%. W ogóle natomiast nie istnieje podatek od majątku i podatek obrotowy. Od 1984 roku rząd nowozelandzki zaangażował swoje wysiłki w masową prywatyzację sprzedając 22 państwowe przedsiębiorstwa. Największym sukcesem okazała się sprzedaż Telecom NZ. Przed prywatyzacją firma ta chełpiła się zatrudnieniem 26 500 pracowników, z których większość nie wykonywała żadnej pracy. Wyszczuplona, zmodernizowana i w prywatnych rękach firma ta zatrudnia obecnie 9 300 pracowników i po raz pierwszy współzawodniczy z takimi firmami jak MCI i Bell South (telefony komórkowe).

W 1984 roku siła robocza w sektorze publicznym sięgała 88 000 zatrudnionych. W 1996 roku, po najbardziej radykalnej redukcji rządu liczba ta spadła poniżej 36 000 (59% procentowa redukcja). Regulacje rządowe zostały również usunięte z krajowego systemu bankowego. Dziś, nawet zagraniczne banki są mile widziane. Amerykanie, którzy przyzwyczaili się do tego, że rząd gwarantuje im depozyt bankowy mogą poczuć się zszokowani na wieść, że w Nowej Zelandii rząd centralny nie narzuca żadnego ubezpieczenia depozytowego. W zamian za to banki zapewniają publiczne ujawnienie ich stanu finansowego oraz ubezpieczenie na otwartym rynku. Szczególnie uderzające jest to, co Nowozelandczycy zrobili, aby zmienić politykę pracy. William Eggers z Reason Foundation określa to jako "najbardziej agresywne i daleko idące deregulacje rynku pracy w świecie". Obowiązkowa przynależność związkowa została zniesiona, tak jak i monopole związkowe nad rynkami pracy. Pozbawieni szczególnych przywilejów, które kiedyś pozwalały im na szantaż ekonomiczny, dziś związkowcy posiadają taki sam status, jak każda inna prywatna, ochotnicza organizacja. W efekcie kraj nie dość że zaczął się dynamicznie rozwijać, stał się też najmniej skorumpowanym państwem na świecie.

Więcej do poczytania na temat przemian w Nowej Zelandii w poniższych artykułach:
http://www.kapitalizm.republika.pl/nowozrew.html
http://tomaszcukiernik.pl/artykuly/artykuly-polityczne-o-nowej-zelandii/skuteczna-rogernomika/

sobota, 15 kwietnia 2017

Wesołych Świąt Wielkanocnych


Z okazji nadchodzących Świąt Wielkanocnych,
Życzę wszystkim czytelnikom bloga 
szczęścia, radości i pomyślności.
I niech te święta będą wypełnione rodzinnym ciepłem, życzliwością i zgodą.


sobota, 1 kwietnia 2017

Efekt Krugera-Dunninga

Efekt Krugera-Dunninga w psychologii zjawisko polegające na tym, że osoby niewykwalifikowane w jakiejś dziedzinie życia mają tendencję do przeceniania swoich umiejętności w tej dziedzinie, podczas gdy osoby wysoko wykwalifikowane mają tendencję do zaniżania oceny swoich umiejętności. 


Zjawisko to zostało opisane i udokumentowane przez Justina Krugera i Davida Dunninga z Uniwersytetu Cornella.


Kruger i Dunning zwrócili uwagę na liczne wcześniejsze badania, które zdają się sugerować, że w przypadku zdolności tak różnorodnych jak obsługa pojazdów mechanicznych, gra w szachy czy tenisa, „ignorancja częściej jest przyczyną pewności siebie, niż wiedza” (jak to ujął Charles Darwin). Postawili oni hipotezę, że w przypadku zdolności, którą każdy może posiąść w większym lub mniejszym stopniu, osoby niekompetentne:

  1. nie dostrzegają swojego niskiego poziomu zdolności,
  2. nie potrafią prawidłowo ocenić poziomu zdolności u siebie,
  3. nie potrafią prawidłowo ocenić poziomu zdolności u innych,
  4. rozpoznają i uznają swój niski poziom zdolności dopiero po odpowiednim treningu danej umiejętności
  5. Aby sprawdzić poprawność tej hipotezy, sprawdzili ją na studentach swojej uczelni, którzy zapisali się na różne kursy z psychologii.
W serii doświadczeń Kruger i Dunning sprawdzili samoocenę dotyczącą myślenia logicznego, znajomości gramatyki i poczucia humoru. Po pokazaniu im wyników ich testów studenci zostali poproszeni o oszacowanie swojego poziomu, po czym grupa kompetentna w danej dziedzinie oceniła go poprawnie, podczas gdy ta niekompetentna wciąż go przeceniała. Jak Dunning i Kruger zauważyli, „Podczas 4 doświadczeń autorzy zauważyli, że uczestnicy notowani najniżej w testach dotyczących poczucia humoru, gramatyki i logiki znacznie przeceniali swoje osiągnięcia i umiejętności. Mimo iż wyniki testów plasowały ich w 12. percentylu, oni sami szacowali, że osiągnęli wynik plasujący ich w 62. percentylu”.

Efekt potwierdzają też inne badania:

Studentów na uniwersytecie w Illinois poproszono o subiektywną ocenę tego, jak wypadli na teście z gramatyki (zanim oczywiście w ogóle powiedziano im, jakie uzyskali wyniki). Ci, którzy byli w najsłabszej grupie, w dolnych 10%, uważali, że wprawdzie nie będą mieli najwyższych not, ale na pewno będą w górnej połowie skali. Z kolei studenci, którzy wypadli na tych testach najlepiej uważali, że ich wyniki będą co najwyżej przeciętne. 

Podobnie w przypadku egzaminu z wiedzy o lotnictwie: ci, którzy wypadli najgorzej uważali, że wypadną świetnie. Ci, którzy wypadli rzeczywiście świetnie, pierwotnie uważali że wyjdzie im co najwyżej średnio.

Efekt Krugera-Dunninga jest zjawiskiem powszechnym. Przykładowo aż 4/5 kierowców uważa, że jeździ lepiej od 70% kierowców w ogóle.

W roku 2000 Dunning i Kruger otrzymali za swoje badania satyryczną Nagrodę Ig Nobla w dziedzinie psychologii.

poniedziałek, 20 marca 2017

Dywersja ideologiczna

Jurij Bezmienow – był agentem KGB, który w 1970 r. zbiegł do Kanady z Indii, gdzie pracował jako oficer prasowy ambasady radzieckiej w New Delhi. Po swojej ucieczce ze Związku Sowieckiego przyjął pseudonim Tomas David Schuman. Przekazał USA wiele cennych informacji na temat działalności Związku Radzieckiego, a następnie Rosji w zakresie dezinformacji, przewrotu ideologicznego oraz technik wykorzystywanych do przejęcia kontroli nad innym państwem, w których to był prawdziwym ekspertem. Jak podawał Bezmienow tylko 15% działalności KGB stanowiło szpiegostwo, pozostałe 85% obejmowała właśnie praca nad przewrotem ideologicznym w zachodnim świecie. W dodatku ten schemat jest bardzo uniwersalną i powszechnie stosowaną metodą manipulacji społeczeństwem.



Dywersja ideologiczna złożona jest z czterech kroków:
  1. Demoralizacja
  2. Destabilizacja
  3. Kryzys 
  4. "Normalizacja"

Ad. 1
W celu demoralizacji podkopuje się obowiązujący i powszechnie poważany system wartości w danym społeczeństwie. Dlatego ważnym elementem jest tu atak na dominującą religię. Np. w kraju chrześcijańskim atak idzie na chrześcijaństwo, w buddyjskim atak poszedłby na buddyzm itd. Oczywiście nie jest to robione po to, żeby oświecać społeczeństwo. W miejsce religii nie wstawia się jakieś świeckiego kodeksu moralnego, tylko pełen relatywizm moralny. Dodatkowo dominującą religię próbuje się zastąpić różnej maści sektami, ruchami parareligijnymi, w stylu New Age. Kolejnym elementem demoralizacji jest edukacja. Za nią ma odpowiadać przede wszystkim państwo, co więcej zamiast na systematyczną wiedzę, jak nauka fizyki, matematyki, chemii, ekonomii stawia się na takie przedmioty jak nauka o odżywianiu, własność intelektualna, edukacja seksualna, itd. W mediach promuje się konsumpcjonizm i hedonistyczny styl życia. Pracownicy socjalni zamiast służyć społeczeństwu, pogłębiają patologie społeczne i służą biurokracji.

Ad. 2
W społeczeństwie o postępującej demoralizacji coraz łatwiej o konflikty między ludźmi. Te zostają następnie dodatkowo podgrzewane i ulegają radykalizacji. Na tym polega etap destabilizacji. I tak np. związki zawodowe nie działają w interesie pracowników tylko dążą do maksymalnego konfliktu z pracodawcami, nawet za cenę upadku firmy. Organizacje feministyczne poróżniają kobiety z mężczyznami. Zaczyna działać wiele rozmaitych, podejrzanych fundacji i stowarzyszeń. Wszyscy mają się ze sobą ścierać, pracownicy i pracodawcy, mężczyźni i kobiety, biali i czarni, sąsiad z sąsiadem itd.

Ad. 3
Skonfliktowane społeczeństwo nie jest w stanie normalnie funkcjonować. Naturalnie więzi i relacje między ludźmi zostają zaburzone. Nieuchronnie prowadzi to do sytuacji kryzysowej.

Ad. 4
W czasie kryzysu ludzie poszukują kogoś, kto naprawi sytuację, jakiegoś silnego przywódcy, który podejmie radykalne kroki. I wtedy właśnie na scenie pojawia się dywersant, jawiący się jako zbawiciel. Władza zostaje przejęta, a grupy, które pomogły w poprzednich etapach (tzw. pożyteczni idioci) jako już zbędne zostają odsunięte. Ten ostatni etap nazywa się ironicznie normalizacją.

Więcej szczegółów na temat całego procesu przewrotu ideologicznego można zobaczyć na filmie poniżej, gdzie Jurij Bezmienow przedstawia swój słynny wykład, pt. "Jak napaść na państwo":



Oraz w wywiadzie, którego udzielił w 1985 r.:

sobota, 25 lutego 2017

Sukcesy wolnego rynku w Afryce

Afryka kojarzona jest ze skrajnym ubóstwem, głodem i licznymi innymi problemami. Co więcej z jakiegoś powodu, wielu ludzi oskarża o ten stan rzeczy kapitalizm. Tymczasem większość krajów Afryki jest właśnie socjalistyczna i bynajmniej nie rozwiązuje to problemy biedy, a wręcz przeciwnie. Istnieją jednak kraje czarnego kontynentu, które postawiły na wolny rynek i to z mocno pozytywnym rezultatem. Dziś właśnie o nich będzie mowa.


Botswana - gospodarczy sukces po afrykańsku 

Botswana to państwo leżące w południowej Afryce, które do 1966 r. pozostawało brytyjską kolonią. Po uzyskaniu niepodległości, kraj ten wszedł w fazę szybkiego rozwoju gospodarczego. W latach 1966-1999 r. odnotował najwyższy wzrost PKB na mieszkańca na świecie (średnio 9%). W dodatku to jedne z niewielu państw na świecie nie posiadające długów, z nadwyżką wynoszącą 100% PKB. Jest to również jedyne państwo w Afryce, w którym obowiązuje konstytucyjny zakaz przyjmowania zagranicznej pomocy. Wszystko dzięki reformom gospodarczym prezydenta Bostwany w latach 1966-1980 o nazwisku Seretse Khama oraz odkryciu dużego złoża diamentów. Prezydent postawił na wolny rynek, kraj obecnie znajduje się na 34 miejscu na świecie pod względem wolności gospodarczej według indeksu IEF oraz na pierwszym miejscu wśród krajów Afryki Subsaharyjskiej. Nawet po śmierci Khama'y kolejne rządy kontynuowały politykę wolno-rynkową, dzięki czemu Botswana ma nadal najniższe podatki w całej Afryce i wyjątkowo dużą, jak na ten kontynent wolność gospodarczą. Przekłada się to na dosyć wysokie zarobki mieszkańców przy jednocześnie niskich cenach, a więc poziom życia jest wysoki. Kraj ten niegdyś pustynny, dziś posiada również szereg nowoczesnych technologii, zwłaszcza co do nawadniania i uprawy pól. 

Rozwoju gospodarczego nie można wytłumaczyć jedynie dużymi złożami diamentów. Tylko kraj o zdrowym modelu gospodarczym jest w stanie wykorzystywać swoją przewagę komparatywną. Botswana posiada ok. 30-to procentowy udział w światowym wydobyciu diamentów, dla porównania Kongo posiada całe 65 procent udziału światowego wydobycia diamentów, a kraj ten był w 2011 r. najbiedniejszy na świecie z 348 dolarami PKB na osobę. RPA posiada 50 procent światowych zasobów diamentów i największe na świecie złoża złota, ale pomimo iż uchodzi za kraj bogaty nadal wielu jego mieszkańców boryka się z problemami biedy i wysokiego bezrobocia.

W latach 70-tych Botswana była jednym z najbiedniejszych krajów Afryki, dziś jest krajem o najwyższych zarobkach w całej Afryce. Zimbabwe w latach 70-tych było jednym z najbogatszych krajów Afryki, dziś po latach socjalizmu (zaprowadzonego głównie przez Roberta Mugabe) kraj ten jest trzecim najbiedniejszym krajem świata. Szkoda tylko że Botswana jak wiele afrykańskich państw boryka się równocześnie z problemem epidemii AIDS.

Rwanda - wolny rynek wyciąga kraj z tragicznej sytuacji

Rwanda jest niewielkim, śródlądowym krajem położonym w środkowo-wschodniej Afryce, który zamieszkuje około 11 mln osób. Jej dwie główne grupy etniczne – stanowiąca mniejszość Tutsi i większa Hutu – ścierały się ze sobą jeszcze zanim Belgowie przejęli kontrolę nad tym krajem po I wojnie światowej (Rwanda uzyskała niepodległość od Belgii w 1962 r.). Trwałe społeczne i etniczne napięcia zakończyły się ludobójstwem, które pochłonęło życie 800 000 ludzi, głównie z grupy Tutsi.

W konsekwencji mocno, bo o około 50 procent, skurczyła się w owym tragicznym 1994 roku gospodarka, ale ożywienie było dość szybkie i solidne – PKB już w 1995 r. wzrosło o 35 procent. Od tamtego czasu udało się utrzymać wysokie tempo wzrostu gospodarki, która nie wyhamowała nawet w ostatniej dekadzie. W latach 1994-2010 rosła ona o średnio 6,6 procent rocznie, co znacznie przewyższa średnią dla Afryki subsaharyjskiej. W 2001 r. mieszkańcy Rwandy żyli średnio za 50 centów na dzień. Dziś liczba ta wzrosła do 1,50 dolara. Zachęcające są również ostatnie wskaźniki ubóstwa i dobrobytu uzyskane w trzecim badaniu warunków życia gospodarstw domowych. W latach 2007-2012 zdecydowanie zmniejszyło się ubóstwo – spadło z prawie 57 do 45 procent populacji. Dla porównania, w poprzednich pięciu latach wskaźnik ten zmniejszył się o zaledwie 2 punkty procentowe. Co więcej, skrajne ubóstwo zanotowało spadek z 37 do 24 procent. Poprawiły się nie tylko wskaźniki ubóstwa, zmniejszyły się też m.in. wskaźniki śmiertelność matek i noworodków.

Według brytyjskiego ekonomisty zajmującego się rozwojem gospodarczym, Paula Colliera, wyniki badania są „bardzo imponujące”. Collier przyznał też, że Rwanda była w stanie osiągnąć trzy kluczowe cele: szybki wzrost, gwałtowne ograniczenie ubóstwa i zmniejszenie nierówności.

Wzrost gospodarczy w Rwandzie napędzany był przede wszystkim przez liberalizację sektora rolnego – głównie produkcji kawy i herbaty, które są wiodącymi towarami eksportowymi. Reformy te pozwoliły producentom na czerpanie znacznych korzyści z ożywienia eksportu, wzrostu przychodów i zwiększenia produktywności dzięki inwestycjom kapitałowym. Do obecnego sukcesu gospodarczego przyczynił się także sektor turystyki dynamicznej oraz przemysłowy (górnictwo, budownictwo). Wystąpiła również warta odnotowania dynamika w sektorze przedsiębiorstw rodzinnych, które zajmują się działalnością pozarolniczą i ulokowane są zazwyczaj na obszarach wiejskich. Chociaż zatrudniają jedynie 10 procent siły roboczej, w 2006 r. z ich działalności utrzymywało się ponad 30 procent rodzin.

Źródła:

wtorek, 31 stycznia 2017

Koncepcja Europy Tysiąca Liechtensteinów

"Tysiąc Liechtensteinów" to wizja organizacji życia politycznego i społecznego przedstawiania przez Hansa Hermana Hoppe'go, niemieckiego libertarianina, anarchokonserwatysty, anarchokapitalisty, filozofa i ekonomisty Austriackiej Szkoły Ekonomii. Według Hoppe'go w celu odwrócenia procesu centralizacji zmierzającego do utworzenia jednego, globalnego rządu należy promować alternatywne możliwości. Twierdzi, iż musimy popularyzować ideę decentralizacji, czyli ideę świata składającego się z dziesiątek tysięcy różnych dzielnic czy regionów oraz setek tysięcy niepodległych miast. W dzisiejszych czasach ta formuła realizowana jest w takich miejscach jak: Monako, Andora, San Marino, Liechtenstein, Hongkong czy Singapur. Według Hoppego decentralizacja znacznie zwiększy motywację do migracji, co doprowadzi do świata złożonego z małych, liberalnych rządów połączonych ze sobą przez handel i wspólna walutę taką jak złoto.

Dla Hoppe'go tzw. anarchokapitalizm w praktyce to właśnie taki "Tysiąc Liechtensteinów", czyli wiele rozmaitych enklaw wolności, swego rodzaju "miast-państw", małych niezależnych regionów z własnymi systemami prawnymi itd.



Monarchia, demokracja, anarchia - co najbardziej służy wolności?

Hans Herman Hoppe w swojej słynnej książce pt. "Demokracja. Bóg, który zawiódł" przedstawił myśl, którą można przedstawić w skrócie tak: anarchokapitalizm > monarchia > demokracja. Czyli według autora odejście od monarchii na rzecz demokracji, które nastąpiło głównie po I wojnie światowej nie było krokiem ku wolności, a wręcz przeciwnie, to rozwój demokratycznego republikanizmu niejako narzuconego Europie przez Stany Zjednoczone zaowocował poszerzającym się socjalizmem i licznymi problemami gospodarczymi, społecznymi i kulturowymi. Pod wieloma względami monarchia jest lepszym systemem od demokracji, jednak jeszcze lepszy byłby ład naturalny (anarchokapitalizm). Skupmy się jednak wpierw nad argumentami Hoppe’go dotyczącymi wyższości monarchii nad demokracją.

Zacznijmy od tego, że monarcha (król) jest właścicielem swojego królestwa i całego majątku rządu. Monarchia to swego rodzaju prywatny rząd, a demokracja to rząd publiczny.

Żeby zrozumieć wyższość monarchii nad demokracją trzeba najpierw zrozumieć pojęcie preferencji czasowej. Jest to termin ekonomiczny, określający miarę tego, w jakim stopniu aktualna satysfakcja jest bardziej pożądana od takiej samej satysfakcji w przyszłości. Im wyższa preferencja czasowa, tym większa chęć natychmiastowej konsumpcji. Niższa preferencja czasowa, oznacza z kolei, gotowość do powstrzymania się od konsumpcji bieżących dóbr na rzecz wyższej konsumpcji w przyszłości.

Władca monarchiczny (król, książę, cesarz itp.) - jako że jest właścicielem królestwa/księstwa/cesarstwa oraz całego majątku rządu jak i sprawuje swoją władzę domyślnie dożywotnio i przekazuje następnie majątek swojemu spadkobiercy ma mniejszą preferencję czasową niż władca demokratyczny. Zachowuje się niczym właściciel prywatnej firmy. Musi dbać o bogactwo swojego królestwa, jako że od tego zależy jego prywatny zysk. Dlatego też ma dużą motywację do poszanowania wolności i własności prywatnej swoich poddanych, zwalczania przestępstw zwłaszcza dotyczących naruszenia życia, zdrowia i mienia obywateli a także do mądrych, przemyślanych rządów. Ma również motywację do zachowania dalekowzroczności, powstrzymuje się więc przed zadłużaniem królestwa, nadmiernymi wydatkami, jak i nadmiernym opodatkowaniem poddanych, co obniżyło by ich produktywność pracy, a co za tym idzie rozwój gospodarczy.

Władca demokratyczny (premier, prezydent, kanclerz itp.) - jest właścicielem bieżącego korzystania z zasobów rządu, a nie ich wartości kapitałowej. W dodatku władzę sprawuje tymczasowo, do czasu aż zostawi ją swoim następcom. Nawet gdyby chciał postępować inaczej, nie może tego uczynić, ponieważ zasoby rządu, jako własność publiczna, nie mogą być sprzedane, a bez cen rynkowych kalkulacja ekonomiczna jest niemożliwa. W związku z tym należy oczekiwać, że nieuchronnym rezultatem publicznej własności rządu będzie stała konsumpcja kapitału. Prezydent czy premier (tymczasowy opiekun rządu albo jego powiernik) w przeciwieństwie do króla nie będzie dążył do utrzymania lub powiększenia majątku rządowego, lecz będzie się starał zużyć go jak najszybciej i jak najwięcej, ponieważ tego, czego nie skonsumuje teraz, nie będzie mógł skonsumować już nigdy. Władca demokratyczny (w odróżnieniu od króla) nie ma interesu w tym, żeby nie doprowadzić swojego kraju do ruiny. Dlaczego miałby się powstrzymywać od zwiększania konfiskat, jeśli z owoców polityki umiaru - zwiększenia wartości kapitału należącego do majątku rządu, nie może skorzystać osobiście, podczas gdy na polityce będącej przeciwieństwem polityki umiaru, a więc na podwyższaniu podatków i zwiększaniu bieżących dochodów może skorzystać? Dla prezydenta/premiera, inaczej niż dla króla, umiar nie ma żadnych zalet. Ekipa obejmująca władzę odziedzicza zadłużony kraj i rozdętym sektorem publicznym i podlegając tym samym bodźcom ekonomicznym kontynuuje zazwyczaj politykę dalszego zwiększania wydatków rządowych i podatków.

To wszystko wyjaśnia dlaczego w monarchiach podatki zawsze były bardzo niskie, rządy przemyślane, biurokracja niewielka a prawo chroniło własność prywatną. W czasach monarchii władza publiczna nie zabierała więcej niż 5 do 8% dochodu narodowego. Do samego wybuchu I wojny światowej wydatki państwa stanowiły zazwyczaj nie więcej niż 10% PKB. W latach 20-tych i 30-tych XX wieku, wzrosły w większości państw do 20-30%, a w połowie lat 70-tych 50% PKB. Aż do końca XIX wieku liczba osób zatrudnionych w rządzie nie przekraczała 3% siły roboczej. Ministrowie królewscy i parlamentarzyści na ogół nie otrzymywali pensji z publicznych funduszy, lecz utrzymywali się z własnych dochodów. W latach 70-tych zatrudnienie w sektorze publicznym wzrosło już do 15%.

W czasach monarchii wojny były krótkie, praktycznie jednodniowe potyczki pomiędzy wojskami jednego i drugiego króla. A wiele wojen udało się uniknąć przez porozumienie między władcami czy np. mariaż królewski. W czasach demokratycznych, gdzie władcy nie ponoszą osobistych kosztów wojny nie ma już tak lekko, czego wyjątkowy krwawym przykładem była II wojna światowa, jak i wiele innych konfliktów zbrojnych XX wieku.

Mankamentem monarchii pozostaje jednak monopol władzy, która wciąż może jej nadużywać do pewnego stopnia. Jednak monarchia patrymonialna (gdzie król jest władcą wszystkich ziem) czy monarchia absolutna (gdzie w rękach monarchy spoczywa zarówno władza sądownicza, ustawodawcza i wykonawcza) to niejedyne formy monarchii. W monarchii konstytucyjnej król posiadana jedynie władzę ustawodawczą, która w dodatku jest ograniczona przepisami konstytucji. W monarchii parlamentarnej władza króla jest ograniczona przez parlament.

Jeszcze lepiej jeśli w parze z monarchią idzie decentralizacja, gdzie król posiada tylko część ziemi (tzw. królewszczyznę) i ma czysto symboliczną władzę jako strażnik prawa i reprezentacyjny przywódca kraju, a królestwo jest podzielone na wiele niezależnych księstw, wolnych miast, hrabstw itd. Taki system jest dosyć podobny do anarchokapitalizmu, gdzie nie ma silnie scentralizowanej władzy, a każdy region stanowi czyjąś własność prywatną.


Rozbicie dzielnicowe w epoce średniowiecza - czyli Tysiąc Liechtensteinów w praktyce

Jakkolwiek dziś koncepcja Tysiąca Liechtensteinów wydawać by się mogła dziwna i nierealna, tak taki system naprawdę istniał i miał się bardzo dobrze przez całe stulecia. A w zasadzie był to wręcz milion Liechtensteinów. 

Rozdrobnienie feudalne, zwane również rozbiciem dzielnicowym to okres występujący niemal w całej Europie (i miejscami w Azji), mniej więcej w okresie od X do XV w., a gdzieniegdzie nawet dłużej, Niemcy np. pozostawały zdecentralizowane do samego zjednoczenia przez Bismarca w 1870 r. Polegał on na rozpadzie państwa na mniejsze niezależne księstwa, hrabstwa etc.

Proces rozdrobnienia feudalnego nastąpił na skutek rozpadu monarchii patrymonialnej (a więc ustroju w którym monarcha jest prywatnym właścicielem państwa, wszystkich ziem, zasobów itd.), czyli systemu charakterystycznego dla okresu wczesnego średniowiecza. I tak np. w Polsce proces rozbicia dzielnicowego zaczął się kiedy Bolesław Krzywousty podzielił kraj pomiędzy czterech synów.

Jak już pisałem w tekście na temat popularnych mitów na temat średniowiecza, okres rozkwitu średniowiecza wbrew powszechnej opinii był bardzo dobrym okresem dla rozwoju gospodarczego i podnoszenia warunków życia. To wtedy nauczona się wykuwać stal, używać ugoru jako pastwiska, wynaleziono trójpolówkę, wielki piec, kołowrotek, młyn wodny, okulary, powstały również pierwsze uniwersytety. Natomiast pańszczyzna czy dziesięcina to był maleńki pikuś w porównaniu z dzisiejszymi podatkami.

W dodatku obowiązują zasada „wasal mojego wasala nie jest moim wasalem” (rycerz był zwierzchnikiem chłopa, książę był zwierzchnikiem rycerza, ale już nie był zwierzchnikiem chłopa) sprawiała że nawet zwykły chłop był praktycznie niezależny od samego króla. Chłop mógł się również wyprowadzić do miasta, gdzie mieszkając co najmniej rok i jeden dzień zgodnie z zasadą "miejskie powietrze czyni wolnym" stawał się wolnym człowiekiem (mieszczaninem). 

Wówczas miasta powstawały za zgodą króla, ale same funkcjonowały jako niezależne i samorządne twory, stanowiące własność prywatną. Każde z nich miało innego właściciela (którymi byli książęta, mieszczanie, rycerstwo, szlachta lub duchowieństwo w zależności od kraju i epoki) i odrębny system prawny. Działy one jako samorządne organizmy, zazwyczaj nie posiadały nawet własnych budżetów, a przynajmniej się nie zadłużały. Wszelkie budynki, katedry, uniwersytety zostały wzniesione za pieniądze samych mieszczan lub z kieszeni księcia, hrabiego, czasem duchownych. W ten sposób powstały także w Polsce tak piękne miasta jak Kraków, Wrocław czy Poznań. Dziś może się to wydawać niepojęte, ale chociażby Kościół Mariacki w Krakowie został zbudowany niemal w całości za pieniądze ze składek zwykłych ludzi, Rada Miejska dała pieniądze jedynie na sam Ołtarz Wita Stwosza.

W miastach rozwijała się działalność rzemieślnicza, a także handel, z tego względu wyłoniła się klasa kupiecka. Rzemieślnicy zaczęli się zbierać w stowarzyszenia zwane cechami lub gildiami. Były to organizacje samopomocy, działające niczym prywatne firmy ubezpieczeniowe, pomagające każdemu członkowi w razie kłopotów. Charakterystyczną cechą tego okresu historycznego były również prywatne mennice, a więc mieliśmy prywatną produkcję pieniądza. Swoje mennice posiadały miasta, biskupi, książęta, banki, a nawet osoby prywatne. Konkurencyjność walut przekładała się na stabilność waluty. 

I to właśnie wraz z upadkiem średniowiecza i coraz większą centralizacją władzy (monarcha feudalna z czasem przeszła w monarchię stanową a następnie w monarchię absolutną) nastąpiło widoczne pogorszenie losu chłopów a nawet mieszczan. Nastąpiło również stopniowe podnoszenie podatków, psucie pieniądza i protekcjonizm handlowy (tzw. merkantylizm) co negatywnie wpływało na rozwój gospodarczy w erach nowożytnych. Zmianę na lepsze przyniosła dopiero rewolucja przemysłowa i coraz popularniejsze idee wolności gospodarczej na przełomie XVIII i XIX wieku.


Wolne społeczeństwo i drogi do jego osiągnięcia

Ok, więc zakładając że taka koncepcja "Tysiąca Liechtensteinów" to bardzo dobry model "wolnego społeczeństwa" spełniający podstawowe założenia libertarianizmu, zastanówmy się jak mogłoby to funkcjonować w XXI wieku. 

Przede wszystkim po odejściu od takich wynalazków jak "własność publiczna" każdy teren (miasto, dzielnica, osiedle) stanowiłby własność prywatną. W współczesnych czasach nie musimy się już bawić w jakieś szlacheckie czy królewskie tytuły, po prostu byliby to prywatni właściciele terenów, swego rodzaju przedsiębiorcy. W dodatku teren nie koniecznie musiałby mieć jednego właściciela, równie dobrze mogłaby to być spółka zarządzana przez wiele osób, a jej akcje mogliby posiadać sami mieszkańcy i prywatni inwestorzy. 

Tak czy inaczej właściciel każdego z takich terenów miałby motywację do zapewnienia bezpieczeństwa mieszkającym tam ludziom, bo od tego zależałoby ile osób jest w stanie się tam osiedlić, wynająć mieszkanie, założyć firmę itd. No i sama wartość gruntów, byłby tym większa im bezpieczniej tam by się żyło. Od tego wszystkiego zależałby jego prywatny zysk. Miałby również motywację do poszanowanie ich własności prywatnej co podnosi produktywność pracy i rozwój gospodarczy regionu (tylko własność prywatna środków produkcji i system cen rynkowych umożliwiają dokonywanie kalkulacji ekonomicznej, poza tym tylko człowiek pewny zachowania swojej własności ma motywację do pracy, inwestycji i przedsiębiorczego działania). Zamiast nakładać przymusowe podatki pobierałby coś w rodzaju niezbyt wygórowanej opłaty gruntowej. 

W celu zapewnienia bezpieczeństwa organizowałby siły policyjne/ochroniarskie potrzebne do patrolowania ulic, tak jak w czasach monarchii funkcjonowali strażnicy miejscy, królewscy itp. W celu ochrony przed napadami z zewnątrz musiałby zorganizować coś na kształt armii, obrony terytorialnej (i zawierać sojusze militarne z innymi właścicielami terenów na wypadek większego konfliktu zbrojnego).

Musiałby też stworzyć odpowiedni kodeks prawny i system sądownictwa (lub zostawić to innym podmiotom obeznanym w tym temacie) dobrze chroniącym tak podstawowe wartości jak życie, wolność i własność człowieka. Dbałby również o to żeby obywatele sami mogli dbać o swoje bezpieczeństwo (żeby odciążać swój budżet). Mieliby więc oni prawo do obrony własnej i swojego majątku i w miarę rozsądne prawo do posiadania broni (czyli broń tylko dla praworządnych i zdrowych psychicznie obywateli). Do tego dopuszczony zostałby w dużej mierze sektor prywatny poza działalnością właściciela terenu, a więc np. różne prywatne agencje ochroniarskie czy detektywistyczne. Zamiast "monopolu na przemoc" czyli jednego scentralizowano rządu mielibyśmy wiele konkurujących ze sobą regionów. Z małego regionu o wiele łatwiej się wyprowadzić niż z dużego państwa, więc konkurencja wymuszałaby na właścicielach terenu dbanie o jego obywateli.


Jak można by dojść do takiego porządku? Poza wymiarem teoretycznym (promowaniu idei) kłania się również wymiar praktyczny. Jest nim tworzenie tzw. mikronacji takich jak Liberland, mikro-państwo leżące między Serbią a Chorwacją proklamowane przez czeskiego libertarianina Víta Jedličkę 13 kwietnia 2015 r., które ma być przyszłą oazą wolności. Nie jest to jedyny taki projekt. W 2016 r. w Norwegii pojawiły się plany wydzielenia prywatnego miasta Liberstand. W USA działa libertariański ruch Free State Project w ramach, którego ma zostać wydzielony "wolny stan", padło na stan New Hampshire, który już dziś jest mocno liberalny. W Minnesocie funkcjonuje prywatne miasto North Oaks, w którym wszystkie drogi i inne elementy infrastruktury są własnością samych mieszkańców w ramach działania North Oaks Home Owners Association (Stowarzyszenie Właścicieli Domów w North Oaks). Amerykański miliarder i libertarianin Doug Casey wydzielił specjalną wolnościową prowincję w Argentynie, chociaż to rozwiązanie kompromisowe, można tam mieszkać przez 6 miesięcy w roku, mając status rezydenta. Dużym i ambitnym planem jest chęć stworzenia tzw. pływających miast wolności przez miliardera i libertarianina z Doliny Krzemowej Petera Thiela. Co może wyniknąć z takich projektów, czas pokaże.

Niezwykłym przykładem udanego projektu własnej mikronacji jest z kolei Sealand, mikro-państwo założone w latach 70-tych na dawnej platformie przeciwlotniczej na wodach Morza Północnego w okolicach Wielkiej Brytanii przez Roya Batesa, które istniało do 2008 r. Posiadało własny herb, flagę, hymn, znaczki pocztowe i radio. W 2007 r. zostało prawie kupione przez szwedzkie The Pirate Bay za 750 mln euro ale Bates ostatecznie odrzucił ofertę "piratów".